poniedziałek, 24 lutego 2014

7

*Isabella*

Dzisiejszego ranka wyjątkowo późno wstałam, ledwo zdążyłam na drugą lekcję. Pan White nie był zachwycony moim głośnym wtargnięciem do klasy. Teczka wysunęła mi się z torby rozsypując kartki wokół mnie. Większość prac, jak nie wszystkie, walały się po klasie.
- Kurwa -powiedziałam zezłoszczona, zamknęłam oczy i w myślach policzyłam do 10. Otworzyłam oczy i spostrzegłam, że wszystkie oczy są na mnie skupione. Super, wprost uwielbiam być w centrum zainteresowania. 
Przepraszam, już to zbieram -zrobiłam minę szczeniaczka w stronę Anderson, która właśnie się podnosiła z krzesła, by mi pomóc. Odwróciłam się do pana White'a i rzuciłam mu lekki uśmiech. 

- Pokaż mi to, dziecko -powiedział nauczyciel i praktycznie wyrwał mi prace z rąk, które już zdążyłam podnieść.
- Prawda, że jest genialna? -usłyszałam głos Harrego za sobą. Zaraz, Harrego? Co Harry tu robi?
- tak, tak, świetna -potwierdził nauczyciel przeglądając prace, które wręczyła mu Anderson. Spojrzałam na nią jak na zdrajce. Nauczyciel spojrzał na Harrego i uświadomił sobie, że on nie chodzi z nami do klasy -A co ty tu robisz, młody człowieku? -zapytał Harrego
- Hej, Izzy, co chciałaś tym przekazać? -zapytał mnie pan White, zanim Harry zdążył chociażby zaczerpnąć powietrza. - A ty się tłumacz.
- Przysłała mnie pani Moore -powiedział Styles, chwilę umilkł ciekawy reakcji pana White'a -ma problemy z ksero, coś tam się zepsuło i nie daje biedna rady. mam przypilnować klasy
- Dobrze, zaraz wracam -powiedział do nas nauczyciel -bądźcie cicho.
Wyszedł, a ja spojrzałam na Harrego, nie wiedząc co mam o tym myśleć. "mają romans'' powiedział bezgłośnie, poruszając miękkimi ustami. Nauczyciel wszedł do klasy
- Kogo ja chcę oszukać -powiedział roztargniony pan White -po prostu nie roznieście klasy -teraz już wyszedł na dobre, a Harry rozgościł się w jego fotelu.
- A więc panno Soul -zwrócił się oficjalnie Styles do mnie, kilka osób przyglądało nam się. Niektórzy starali się to ukryć, a inni wprost przeciwnie. Stałam jakieś 2metry od biurka. Kiedy siedział tam pan White uważałam tę odległość za odpowiednią, lecz kiedy teraz siedzi tam Harry, odległość wydaje się być moim wrogiem. Harry myśli to samo, bo każe mi się przesunąć bliżej. Kiedy już stoję wystarczająco blisko moim zdaniem. Jego ręka ląduje na moim biodrze i przyciąga mnie do siebie. -Dziś wieczorem, u nas, kolacja?
- Mama niczego mi nie wspominała -mówię szybko, robiąc malutki krok do tyłu.

*Harry*

- Bo o niczym nie wie, Paul tez nie -tłumacze jej. Jestem bardzo wdzięczny Paulowi za wszystko, wiec postanowiłem zrobić dla niego coś miłego. Liczę, że wypadnę przez to dobrze w oczach Emily. Oraz Isabelli, na czym oczywiście bardziej mi zależy. Dziewczyna chwilę się zamyśliła, po czym kiwnęła głową.
- Taka randka niespodzianka? -pyta, kołysząc się na piętach uśmiechając się słodko. Zaraz, co ja pomyślałem? Słodko? Nie, ja nie używam takich określeń do dziewczyn. Ostra, seksowna, niezła owszem, ale słodka? W życiu. 
- Harry? -dziewczyna mi macha ręką przed twarzą próbując przywrócić mnie do rozmowy. -To co planujesz? Masz już jakiś plan? 
- Tak, tak, mam -powiedziałem - i jest super, mała. 

*Isabella*

Po skończonych lekcjach udałam się na trening, wchodząc do sali zobaczyłam na trybunach Harrego, który gdy mnie zauważył uśmiechnął się i pomachał. Kate niestety, a może stety to zobaczyła. Szybkim krokiem podeszła do mnie. Jej mina była obojętna, lecz stawiam, że jest po prostu zła za wczoraj. 
- Isabella, oblałaś test. -powiedziała Kate. -Nie jesteś opiekuńcza względem innych dziewczyn z drużyny - kontynuowała -Wcale nie potrzebowałam noclegu, sprawdzałam cie. A ty -podniosła głowę do góry, pokazała uniesiony kciuk do góry w stronę Harrego -oblałaś. 
-Co? -pytam zdezorientowana - O co chodzi? 
- oblałaś -powiedziała Kate -nie będziesz cheerleaderką. Przeliterować Ci? Ob-la-łaś.
Kate roześmiała się mi się prosto w twarz.Anderson podeszła do niej wyraźnie wkurzona.
-Ty sylabujesz-powiedziałam siląc się na spokój 
-Co ty, do cholery, robisz? -Anderson zapytała Kate, która przybiła sobie piątkę z jakąś blondynką. -Kate, mówię do Ciebie! Nie damy rady bez niej! Przecież doskonale o tym wiesz. 
- No i co z tego? -odzywa się Kate -Po ostatniej nocy Harrego mi nie odbierze, a od teraz nie jest drużynie. 
Po ostatniej nocy? Spoglądam na Harrego, który doskonale wszystko słyszy. Kiedy nasze spojrzenia się spotykają, on spuszcza głowę w dół. Przespał się z nią. To było do przewidzenia, ale nadal czuję w środku pustkę. Może zabrzmi to niedorzecznie, ale zraniło mnie to. Kate zauważa moją konstelację. 
-Och, chyba nie chcesz powiedzieć, że Harry ci się podoba? -zapytała złośliwie Kate -Oj, nie popłacz się tylko. 
- Brawo Kate -powiedziała sarkastycznie Anderson -Tylko zacząć bić brawo. Czy ty czasami myślisz? Nie znajdziesz dziewczyny, która tańczy jak Izzy. Mam nadzieję, że zabawa się opłaciła, bo tracisz przez to i mnie. Powodzenia na mistrzostwach. 
Anderson chwyciła mnie za rękę i wyprowadziła mnie z sali. 

*Harry* 

-Co to do cholery miało być? -zszedłem z trybun w stronę Kate, która się dumnie uśmiechała -Jesteś z siebie dumna? -Przesadziła, ona po prostu przesadziła. Nie zna sytuacji Izzy, a potraktowała ją jak jakąś szmatę. 
-Tak, misiaczku -powiedziała uśmiechając się zalotnie. - Dziś wieczorem u mnie? 
-Jak mogłaś jej powiedzieć o wczorajszym wieczorze?! -praktycznie krzyczę na nią, uśmiech schodzi jej z twarzy. -Jak? Zniszczyłaś mi wszystko! Zniszczyłaś sobie drużynę! Warto było? 
Kate wygląda jakby miała się zaraz rozpłakać. Nie wiem czy poruszyło ją to co zrobiła, czy to, że uniosłem głos. 
- Tak, było -powiedziała szczerze, po czym szybkim ruchem przyciągnęła mnie do siebie w niespodziewanym pocałunku. Drzwi się otworzyły, a w nich stanęła Izzy, a zaraz obok niej przecisnęła się Anderson. Oczy Izzy zrobiły się odrobinę większe, pewnie nigdy by nie przypuszczała zastać nas w takiej pozycji. Anderson podeszła do trybun i wzięła swoją i Izzy torbę. Isabella rzuciła w moją stronę smutne spojrzenie, lecz za chwile go odwróciła.


Zawiodłem ją, tak bardzo to schrzaniłem. 

*Isabella*

-Daj mi te kluczyki, ledwo chodzisz. -powiedziała Anderson, po czym delikatnie mnie przytuliła. -Gdzie mieszkasz? 
Kiedy przez chwilę się nie odzywałam zaniepokojona Anderson poruszyła moim ramieniem. -Całowali się, widziałaś, prawda? Nie wymyśliłam sobie tego, prawda? 
- Tak -westchnęła -całowali. Czy to ważne? -zapytała
- Nie, oczywiście, że nie -skłamałam, dobrze wiedziałam, że Anderson też to wie, ale nie skomentowała tego w żaden sposób. Podałam dziewczynie adres i ruszyłyśmy do mojego domu. 
Kiedy wiatr rozwiewał moje włosy starałam się nie myśleć o Harry, ani o drużynie. Kto robi takie testy? Kate przesadziła na każdy możliwy sposób.

*Anderson*

Byłam zła na Kate, za co zrobiła, lecz jeszcze bardziej byłam zła na Harrego, który gdy tylko nadarzy się jakaś okazja zalicza przypadkową laskę. Widzę jak patrzy na Izzy, widzę jak się męczy i widzę, że nie chce się przyznać do swoich uczuć. Znam go za dobrze. 
Isabelle właśnie pociąga nosem i patrzy na mnie tym wzrokiem mówiącym 'nienawidzę życia'
Kate to straszna świnia. Niszczy ambijcie i zatrzymuje rozwój taneczny Izzy, by odegrać się za Harrego. Izzy zupełnie nieświadoma myśli, ze chodzi tylko i wyłącznie o ten głupi test cheerleaderski. 
- Hej Izzy, chodź potańczymy! -mówię, mając nadzieję, że zobaczę i podchwycę parę kroków od dziewczyny. 
-Nie, nie chcę tańczyć -mówi i znów pociąga nosem
- No chodź, zrobimy coś mega! -próbuję ją namówić. Nie chcę by kolejny talent przepadł przez ślepotę Kate. Boże! Wiem, jestem genialna! Musimy to zrobić
- Izzy, jestem genialna! -krzyczę zadowolona! -słyszysz? genialna! Zniszczymy sukę! Zniszczymy Kate!

piątek, 21 lutego 2014

6

*Isabelle*

-To co, na zakupy teraz? -zapytała Kate sztucznie się uśmiechając. Zmęczona, spocona po 2godzinnym treningu mam iść na zakupy? I to w dodatku z Kate? Nie, dziękuję. 
Ee, wiesz, nie za bardzo mogę iść. Umówiłam się już z Tommym, wybaczcie -powiedziałam jąkając się od nie wymyślonego wcześniej wyjścia awaryjnego. 
- To dlatego Harry taki przybity? -zagadnęła mnie Anderson, chytrze się uśmiechając -Bo masz chłopaka?
-Och, nie, to nie to. Tommy nie jest moim chłopakiem, to mój szofer. No, bardziej mojej mamy. -tłumaczę się rozbawiona, wyobrażając sobie mnie i Tommy'ego jako parę. -Czekaj, a co jest z Harrym? 
- Przeżywa, że nie jesteśmy już razem -odpowiada szybko Kate, zanim Anderson zdołała wykrzesać z siebie jakiekolwiek słowa. Co ona powiedziała? Kate Nage i Harry Styles? Jako para? Byli ze sobą? Próbuję sobie wyobrazić Harrego, który jest z jakąś dziewczyną, jak ją przytula i szepce czułe słówka, ale nie mogę. Harry i związek? Nie, nie pasuje mi to do siebie. 
- Nie umiem sobie wyobrazić Harrego w związku -przyznaję szczerze
- Nie musisz -mówi Kate lodowatym tonem -i tak by nie zwrócił na ciebie swojej uwagi. 
- A właściwie ile wy byliście razem? -pyta Anderson
- Hm, jakieś 3tygodnie -mówi dumnie Kate na co prycham pod nosem. Długo jak widzę. Nie dziwię się, kto by wytrzymał tyle z taką jędzą? Pewnie robiła mu kazania, a biedny nie wytrzymał.  Spoglądam w prawo i widzę Harrego opartego o swój samochód, uważnie nam się przygląda.  Pochwycił moje spojrzenie i je odwzajemnił, wpatrywaliśmy się w siebie przez kilka sekund. Chłopak rękoma odepchnął się od swojego samochodu i ruszył w naszym kierunku. Kiedy wpadłam w trans o nazwie 'Harry Styles', dziewczyny zaczynały rozmawiać o nowym układzie cheerleaderskim. Spuszczam wzrok kiedy Harry staję na przeciwko mnie, dziewczyny cichną, a ja kompletnie nie wiem jak mam się zachować. Sytuacja jest dziwna i niekomfortowa, i ani trochę mi się to nie podoba.


*Harry*

-Hej -mówię, przerywając tą kompletną ciszę, która powstała wraz z moim nadejściem. -Jadę zaraz do centrum handlowego, chcecie jechać ze mną? -pytam, zupełnie nieświadomy tego, co mówię. 
- Ty i centrum handlowe? dobrze się czujesz? -naśmiewa się Anderson
- Pewnie -piszczy Kate w tym samym momencie  
- No tak, muszę coś sprawdzić w takim jednym sklepie. -Mówię, ignorując blondynkę. Jej tam nie chcę. Anderson wie, że coś kręcę, lecz nic nie mówi. Mam przeczucie, że gdy nadarzy się okazja o wszystko mnie wypyta. 
- No dobrze to jedźmy -mówi Anderson i przytula się do Izzy. Po co ją przytula? To ona nie jedzie z nami? Ale się wpakowałem, wyjazd do centrum z Kate to piekło. Patrzę się pytająco na Izzy, która lekko wzrusza ramionami, zanim wypowiada cicho słowa:
-Nie jadę z wami
- Co? Czemu?-mówię szybko, trochę za szybko, bo dziewczyna aż podskakuje przez moje niespodziewane zachowanie
- Tommy zaraz tu będzie -mówi i patrzy prosto w moje oczy. Tommy? Kto to, do cholery, jest Tommy?
- Kto? -pytam przez zaciśnięte zęby. 

-Tommy -odpowiada zniecierpliwiona Kate -Możemy już jechać?
- Kto to jest Tommy? -pytam wciąż, nie zwracając uwagę na Kate, która wzdycha przez brak zainteresowania jej osobą.
- Szofer, idioto. - wtrąca się Anderson i kładzie mi dłoń na ramieniu. Zaraz ją ściąga i mówi do Izzy -Do jutra, mała.
- Idźcie do samochodu -mówię i podaję Anderson kluczyki, kiedy dziewczyny odchodzą biorę głęboki- Izzy, bo ja chciałbym z tobą porozmawiać -dziewczyna podnosi na mnie swój wzrok
- Harry, daj spokój. Wiem, robisz tak z każdą nowo poznaną dziewczyną. Rozumiem, jesteś szkolnym podrywaczem. Dla Ciebie to normalka. -mówi z lekkim wyrzutem, nie mam jej tego za złe.
- Ej, ej, ale daj mi coś powiedzieć. -staram się mówić spokojnym głosem, chociaż w środku jestem strasznie zdenerwowany. Zakładam jej pasemko włosów za ucho i kciukiem delikatnie pocieram jej policzki. Izzy przez krótką chwilę poddaję się mojemu dotykowi, lecz sekundę później nie czuję już jej skóry pod palcami. Odsunęła się. -Chciałem powiedzieć, że mi przykro. Nie powinienen się tak zachować, przepraszam.

*Isabelle*

Skinęłam tylko głową na przeprosiny chłopaka, nie wiedząc co powiedzieć więcej spojrzałam w stronę samochodu Harrego. Dziewczyny nie weszły do środka pojazdu ciekawe co będziemy robić sami. Teraz stały z otwartymi buziami, oby dwie kręcąc głową. Harry podążył wzrokiem w tym samym kierunku, a Anderson pogroziła mu palcem. Harry się roześmiał i pokazał jej uniesiony w górę kciuk. Odwrócił się do mnie.
-Nie zostawiaj mnie z nimi samego, proszę -powiedział błagalnym głosem
-Tommy zaraz tu będzie -mówię i posyłam mu przepraszający uśmiech. Chłopak tylko wzdycha nie wiedząc jak ma się zachowywać. A może tylko udaję? Moje myśli przerywa klakson samochodu Tommy'ego, który wjeżdża na szkolny parking.
-Witaj, księżniczko -mówi tak tylko dlatego, by mnie zirytować i ośmieszyć przed chłopakiem.
- Ta, hej Tommy -mówię, po czym odwracam się do szkolnego podrywacza -Do jutra, Harry.
Mam zamiar już przejść na drugą stronę, by usiąść na przednim siedzeniu, tuż obok Tommy'ego, lecz Harry łapie mnie za rękę, bym zwróciła się w jego stronę.
Nachyla się do mnie, a jego usta delikatnie muskają mój policzek -Do jutra, księżniczko -puszcza mi oczko i udaję się do dziewczyn, które nadaj stoją przed samochodem.


Oszołomiona wsiadam do auta, a Tommy tylko posłał mi rozbawiony uśmiech.
Co się właściwe stało? Harry mnie przeprosił? Wszystko dzieje się tak szybko, że nie zauważam połowy istotnych rzeczy.

*Harry*

-Więc o ile się założyliście? -pyta mnie Kate, kiedy odwożę ją do domu
-Co? Powiedział Ci? -Tak to jest, gdy Zayn ma coś utrzymać w sekrecie 
-Tak, powiedział. Mów o ile- nalega Kate 
- 2kawałki -odpowiadam
-Nie najgorzej -Dla Kate to kupa szmalu, zabiła by nawet za takie pieniądze. 

*Isabella* 

Kiedy weszłam do domu, zastała mnie głucha cisza. No tak, przecież mamy nigdy nie ma. Zamknęłam za sobą drzwi, zdjęłam buty i poszłam do kuchni zrobić coś do jedzenia. Otwieram wielką lodówkę i nie mogę się na nic zdecydować. W końcu zdecydowałam się na jakiś twarożek, do którego zrobiłam sobie kakao.
Siadałam właśnie na kanapie w salonie, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Zanim wstałam to odłożyłam twarożek i ruszyłam do drzwi wejściowych. Szarpnęłam drzwi do siebie. Zamarłam. Spojrzałam na dziewczynę z blond włosami, która tylko uśmiechnęła się sztucznie.
-Co ty tu robisz, Kate? -zapytałam niezbyt grzecznie
-Przyszłam do ciebie, nie widzisz? -odparła, poprawiając włosy i obciągając koszulkę w dół.
-Widzę właśnie -powiedziałam, a potem dodałam na tyle cicho, że nie mogła tego usłyszeć- czasem chciałabym być ślepa
-Mówiłaś coś? -przepchnęła się miedzy mną, a futryną drzwi do salonu. Rozgościła się jakby była tu już kilka razy, torebkę zrzuciła z ramienia na kanapę, po czym sama na niej zasiadła, kładąc nogi na stole.
-Przyszłaś po coś konkretnie? -Idź już sobie, idź już sobie, idź już sobie. Powtarzałam to sobie jak mantrę, mając nadzieję, że coś to poprawi. No tak, jak to mówią -nadzieją matką głupich.
-Tak, wiesz potrzebuję pomocy. Mogłabyś mnie przenocować? -Co? Nie ma mowy!
-Emm-zaczęłam, próbując wymyślić w głowie szybkie rozwiązanie ten chorej sytuacji -A nie masz jakiś przyjaciółek? -proszę, udawaj, że chociaż je masz. Dobra, przyznaję, że jestem dość niemiła, ale ta dziewczyna od samego początku doprowadza mnie do szaleństwa.
-Wiesz, zawsze mogę iść nocować u Harrego- puszcza mi figlarnie oczko. Chyba nie myśli, że coś łączy mnie i Harrego? Dobra, ona wcale nie myśli.
-Okej, to pozdrów go ode mnie -mówię, a mina dziewczyny staję się obojętna. -Wiesz, jestem trochę zajęta. Nie chcę być niegrzeczna -och, obie dobrze wiemy, że chcę być niegrzeczna -ale mogłabyś już pójść.
-Oj, daj spokój! -powiedziała radośnie- masz ile? 17 lat? zabaw się trochę, użyj życia! -tak, właśnie będę się bawić. Będę bardzo szczęśliwa jak tylko przekroczy próg mojego domu. Nie mam szczególnego powodu, by tak ją traktować, lecz jej zachowanie jak i bardzo głęboka osobowość, odpychają mnie.
- Mam używać życia jak ty tu będziesz? Kate wiesz, że to tak nie działa? -pytam dziewczynę, która chyba powoli, bardzo powoli łapie, że nie chcę jej towarzystwa.
-Nie? Harry zawsze wspominał, że lubi szalone dziewczyny, a nie takie ciche myszki jak ty- powiedziała złośliwie, zebrała swoje rzeczy, rzuciała krótkie 'nara' i wyszła.
A nie takie ciche myszki jak ty, ciche myszki jak ty... Gdyby tylko wiedziała coś o mojej przeszłości....



wtorek, 18 lutego 2014

5

Kiedy następnego dnia wstałam, wykonałam szybką poranną toaletę i ubrana zeszłam na dół do mamy, przywitała mnie uśmiechem, mówiącym 'nadal pamiętam'.
Wczoraj, po udanej kolacji Paul i Harry musieli już iść, poszłyśmy z mamą ich odprowadzić do wielkich, mosiężnych drzwi. Paul nachylił się i zaczął całować mamę na moich i Harrego oczach. Dość niecodzienny widok, nie powiem, że nie. Harry spojrzał tylko na nich i lekko się uśmiechnął., po czym przeniósł swój wzrok na mnie i delikatnie wzruszył ramionami.
- A ty ze mną się nie pożegnasz? -zapytał, nastawiając policzek do pocałunku. Kiedy zbliżyłam się do niego o kilka kroków, uśmiechnął się szeroko. Wspięłam się na palce by dosięgnąć policzka, a kiedy moje usta miały spotkać się z jego skórą on przekrzywił głowę, więc zamiast policzka moje usta napotkały jego. Czy on sobie robi jaja? Szybko odsunęłam się od niego. Mrugnął do mnie okiem, lecz kiedy wytarłam wierzchem dłoni usta, jego twarz, która zazwyczaj była uśmiechnięta, teraz została ukryta pod maską obojętności. Och, chyba jako pierwsza odrzuciłam możliwość pocałunku z Harrym Stylesem.
Czułam jak jego wzrok wypala dziurę w moim ciele. Chwile później wyszli. 


-Isabelle, nie mam czasu cię dziś zawieźć do szkoły. Tommy przyjedzie i cie podrzuci, dobrze? -powiedziała mama, ubrana elegancko do pracy.
- Okej, przecież i tak nie mam nic do powiedzenia -odparłam obojętnie, po czym wgryzłam się w soczyste jabłko.

Poczekałam na Tommy'ego, który od 4lat jest jedyną osobą poza mamą, z którą mam ciągły kontakt. Pracuje jako szofer w firmie mamy, ale u nas w domu jest traktowany jak dziadek, który wszystko ci załatwi, wszędzie zawiezie, coś dowiezie. Miły mężczyzna z białą bródką, lekko zgarbiony, z okularami na nosie, właśnie puka do drzwi. Naciskam klamkę i ciągnę ją w swoją stronę.
- Dzień dobry, panienko Soul, jak minął pani wczorajszy dzień? -pyta Tommy skinąwszy mi kapeluszem.
- Witaj Tommy, a dobrze, poznałam tego Paula -uśmiecham się szeroko
- Opowiesz mi w drodze do szkoły -powiedział i się uśmiechnął -jedziemy już, dobrze?
- Okej -wyszłam z domu krzycząc mamie, że już idę i będę dziś troszkę później.
Tommy odwiózł mnie do szkoły i zostawił, życząc miłego dnia.
Przekroczyłam próg szkoły, o wiele pewniej niż poprzedniego dnia, i udałam się do sali pana White'a. Zajęłam już swoje miejsce, a zaraz po mnie do sali wpadła Anderson. Lekko zdyszana usiadła koło mnie, rzucając przelotny uśmiech.
-Ej, Izzy, pamiętasz? Dziś trening dla cheerleaderek. Będziesz prawda? -zagadnęła mnie Anderson
-Tak, będę, powiedziałam już mamie, że wrócę później -powiedziałam
Rozmawiałyśmy jeszcze chwile o wczorajszej kolacji, nie wspomniałam jej nic o incydencie z Harrym. Chwilę później pan White zaczął prowadzić lekcję, a my zamilkłyśmy.

-Nie! Nie tak! Anderson masz podnieść tę nogę, a nie nią machać na wszystkie strony! Nie! Znowu źle to robisz! -usłyszałam piskliwy głos, wchodząc na salę sportową po lekcjach.
Nie! Proszę nie mówcie mi, że główną cheerleaderką jest Kate. Dziewczyny po usłyszeniu dźwięku zamykanych się drzwi odwróciły się w moją stronę, lustrując każdą część mojego wyglądu.
-Kogo my tu mamy -odezwała się jako pierwsza Kate lodowatym tonem
-Kto to jest? -zapytała jakaś dziewczyna siedząca na ziemi
-Nowa laska w szkole -powiedziała prychając lekceważąco Kate -będziesz tak stała przy drzwiach czy może pokażesz nam co potrafisz?
Rzuciłam swoją torbę na jedna z ławek, poprosiłam o jakąś muzykę po czym zaprezentowałam im mój dawny układ i kilka cheerleaderskich figur. Chyba zrobiłam wrażenie.

*Harry*

Właśnie siedziałem na końcu trybun, by móc w spokoju obejrzeć przesłuchanie Izzy. Na szczęście nie zauważyła mnie wchodząc do sali. Krótka bluza odsłaniała część jej płaskiego brzucha, a jej biodra delikatnie się kołysały z każdym krokiem. Kate zjechała po niej wzrokiem, nawet nie starając się tego ukryć. Nie była zbyt szczęśliwa widząc ją tutaj. Isabelle przedstawiła krótki układ, wykonała kilka salt, podskoków i tego typu pierdół, których nigdy bym nie zrobił. Spojrzałem na jej twarz, policzki zarumienione od wysiłku, oczy lekko przymrużone, usta lekko nabrzmiałe. Moje usta delikatnie zamrowiły przypominając sobie wczorajszy pocałunek. Nie spodziewałem się, że może wytrzeć ręką swoje usta po małym muśnięciu moich. Zaskoczyło mnie to,a co gorsza, mocno poruszyło.Chyba jednak przyjmę zakład Zayn'a.
Kiedy podniosłem się by wyjść ze sali zwróciłem uwagę Katę, która tylko szeroko się uśmiechnęła i przygryzła wargę. Chyba nie myśli, że to dla niej tu przyszedłem? Teraz na pewno nie da mi spokoju. Pomachałem lekko Anderson, która spojrzała się w stronę,w którą patrzyła się Kate.
Powiedziałem nieme 'pa' i wyszedłem szybko z sali, mając nadzieję, że Isabella mnie nie zauważyła.

*Isabella*
-No dobrze -powiedziała Kate -jesteś całkiem dobra. Byłaś już cheerleaderką? -zapytała się
-Tak, kiedyś też trenowałam gimnastykę artystyczną -odpowiedziałam
-A co dziś robisz po szkole? -uśmiechnęła się przebiegle -Masz ochotę na małe zakupy? Czyżby Harry 
się nie pomylił? Dąży do pieniędzy przez rzekomą ''przyjaźń''? Wspomnienie chłopaka przywołało delikatny uśmiech na ustach, lecz po przypomnieniu sobie końcówki wieczoru znikł. Nie wiem, czemu to zrobił, to miał być jakiś rodzaj żartów? A może chcę mnie zaciągnąć do łóżka. W sumie to Harry Styles, nie zdziwiłam bym się gdyby tak było.

*Harry*

Wyszedłem ze szkoły, kierując się w stronę mojego samochodu. Odpaliłem moje maleństwo, które dostałem od rodziców na 18 urodziny. Świetnie się spisuje. Ruszyłem w stronę domu Zayn'a, niewiele myśląc jakie mogły by być skutki tego zakładu. Przez całe 15 minut drogi mój umysł był zajęty myśleniem o Izzy. Długie nogi, płaski brzuch, idealne piersi i piękna, uśmiechnięta twarz. Rozmarzyłem się, nie zauważając że jestem już na podjeździe u Zayn'a. Wyszedłem z samochodu i lekki krokiem podszedłem do drzwi. Zapukałem do drzwi, a po chwili ujrzałem w nich chłopaka.
- Zróbmy to -powiedziałem, a Malik tylko się uśmiechnął. 


niedziela, 16 lutego 2014

4

 *Isabella*

Weszłam do swojego pokoju z dwoma butelkami wody niegazowanej. Pusto, gdzie jest Harry? Odstawiłam butelki na biurko i poszłam szukać mojego kolegi. Czułam się jakbym szukała kota, a nie chłopaka. -Harry?! -nic, cisza.
-Harry, gdzie jesteś? -wciąż cisza. Wchodziłam po kolei do pokojów. Został ostatni do sprawdzenia. Zabiję go jeśli tam jest. Do mojej pracowni wchodzę tylko ja. No, wchodziłam. Weszłam do drugich drzwi po prawo.
- Na miłość boską, Harry! -powiedziałam przeczesując swoje blond włosy -Co ty tu robisz?
- Podziwiam? -pyta zdezorientowany -Sama kazałaś mi tu przyjść.
- Ile ty masz lat? -pytam sarkastycznie -Odróżniasz lewą od prawej?  
- Nie, mam też kłopoty z liczeniem do 10 -mówi, używając mojej broni. Widząc mnie na skraju załamania, uspokaja się -Przepraszam Izzy, pomyliło mi się. Każdemu się może zdarzyć -wzrusza lekko ramionami. 
- Po prostu stąd wyjdźmy -mówię i odwracam się na pięcie w stronę białych drzwi. Styles nic nie mówi, jedynie idzie za mną. Wychodząc zamyka za sobą drzwi. 

*Harry*

- Jesteś wspaniałą artystką -mówię szczerze -mogę zobaczyć twoje inne prace? 
- Dziękuję, moja mama nigdy nie zauważa w tym nic szczególnego -mówi smutno
- Dlaczego? Przecież na swój sposób też jest artystką. Wymyśla trendy, kolekcje. 
- Ona tego nie zauważa. -lekko wzdycha i wpatruję się w dal swojego pokoju. Gdyby tylko uwierzyła w to, co może osiągnąć z takim talentem. 
- Isabella!? Isabella, zejdź na dół. Musisz kogoś poznać -krzyknęła kobieta z dołu. Zgaduję, że to mama Izzy.
- Idziemy -odkrzyknęła i wstała z łóżka -No chodź, dzieciaku -powiedziała do mnie i ruszając kusząco biodrami ruszyła na parter wielkiego domu. Dzieciaku? Przecież to ja jestem ten starszy.
Zwolniłem kroku przy jej pracowni, co oczywiście, nie umknęło jej. Westchnęła, i nie dając się sprowokować, ruszyła dalej nie odwracając się w moją stronę. Co za dziewczyna, każda inna by się odwróciła i zaciągnęła do pierwszego lepszego pokoju, innym nawet pokój nie byłby potrzebny.
Schodzimy w dół po puchowych dywanikach, każdy na jeden schodek. A kiedy stajemy obok salonu, dziewczyna bierze kilka głębszych  wdechów i powoli rusza za odgłosami cichego śpiewu, jak przypuszczam jej mamy.
- O, jesteście-mówi jej mama, gdy tylko nas zauważa. Jest bardzo podobna do Izzy. Pierwszym podobieństwem są oczy, które są tego samego koloru. Rysy twarz i budowa ciała jest taka sama. Nie zaprzeczę, że piersi też odziedziczyła po mamusi. Jak na 30pare latkę jest niezła. -Ty jesteś Harry? -pyta, gdy mnie dostrzega. -Paul dużo mi o tobie opowiadał.
- Paul lubi się mną chwalić -mówię dość pewny siebie. -A właściwie to gdzie jest Paul? -pytam kiedy zwracam uwagę, że nigdzie go nie ma
- Pojechał do sklepu po jakieś wino -mówi, a Izzy wypuszcza wstrzymywane powietrze. Widać, że denerwuje się przed poznaniem Paula. Ciekawe co się stało z jej ojcem. Odszedł od nich? A może one odeszły od niego? A może nie żyje? Może miał jakąś chorobę, z której nie dał rady się wykaraskać. To przykre wychowywać się bez rodzica, rodziców. Mimo że, Paul jest dla mnie jak drugi ojciec, to chciałbym częściej się widywać z rodzicami. Ukradkiem spojrzałem na Isabelle, która pogrążyła się w rozmowie z mamą. Przeprosiłem je i wyszedłem z kuchni, by zadzwonić do własnych rodziców.

*Isabella*

-Przystojny jest -szepnęła mama, kiedy Harry niespodziewanie nas przeprosił i wyszedł z przestrzennej kuchni.
 Ocho, zaraz zacznie się swatanie mamy. Tylko po co? Przecież za 3miesiące znowu się gdzieś przeniesiemy. Znowu rozpakuję tylko potrzebne rzeczy, a reszty nawet nie ruszę. Tak zaoszczędzam czas, który mogę przeznaczyć na rysowanie. Sztuka jest w moim życiu odkąd pamiętam i nigdy mnie nie zawiodła. Zawsze mnie rozumiała i pomagała wyładować emocje. Smutek, rozpacz, czasem radość. Jest jak cicha przyjaciółka, która pozwala mi na okazywanie siebie w każdy możliwy sposób. Trochę onieśmiela mnie fakt, że Harry widział moje prace. Nawet moja mama ich nie ogląda, głównie dlatego, że uważa to za bzdurę. Często się nie rozumiemy, poróżniają nas charaktery i spojrzenie na świat. Harry wraca do kuchni po jakiś 10minutach, a kąciki moich ust idą lekko do góry.
- Co? -pyta -Mam coś na twarzy?
- Nie -odpowiada moja mama- ona podziwia jaki jesteś piękny.
Szczęka mi opada i samotnie wychodzi z pokoju. Dzięki mamo, ty wiesz jak ośmieszyć córkę. Harry uśmiech się dumnie, wypinając pierś do przodu.
- Wiesz Izzy, zawsze możemy iść gdzieś, gdzie będziemy sami -mówi niskim głosem
- Tak, możecie -wtrąca się znowu mama, wciskając coś na swoim IPhone'ie. -ale po kolacji.
Harry uśmiech się pod nosem, a ja oblewam się rumieńcem. Mamo no! Dzięki za wsparcie! 
- To nie najlepszy pomysł -mówię, a mina lokowatego właśnie zrzedła. Aż tak bardzo mu zależy?


Paul okazał się miłym człowiekiem, który jednym słowem bądź gestem przywołuje uśmiech na twarzy u mojej mamy. To miłe patrzeć jak jest tak zakochana, cieszę się z jej szczęścia. Jednakże to będzie przykre kiedy stąd wyjedziemy. 

Wszyscy razem sprzątamy po przygotowanej przez mamę kolacji. Zbieram talerze, Paul kubki, mama sztućce, a Harry udaje, że coś robi. Pewnie nigdy nie musiał po sobie sprzątać. Ciekawe czy został tak wychowany, czy to wpływ lenistwa i dziewczyn, które ciągle obraca. Wszystkie do niego lgną, nie rozumiem dlaczego. Oczywiście prócz olśniewającej urody, długich nóg i wysportowanego ciała. No i tego, że jest zabawny i dość inteligenty. Dobra, rozumiem już te narwane laski. Harry Styles po prostu ma to 'coś'.





wtorek, 11 lutego 2014

3

- Czego chcesz, Kate? -zapytałem zirytowany. Ta dziewczyna nie daje mi spokoju od paru miesięcy. To był ogromny błąd podrywając ją. Ubrana w nieprzepisowy strój podeszła do mnie, kręcąc biodrami. Zbliżyła się do mnie maksymalnie tak, że jej ciało napierało na moje. Ręką przeczesała moje włosy, zanim szepnęła mi uwodzicielsko do ucha
- Ciebie, nagiego, teraz. -Stworzyłem potwora. Kto by pomyślał, że rok temu była cichą, szarą myszką. A teraz stoi przede mną pragnąca mnie nagiego.. Muszę przyznać, że trochę się nakręciłem na nią. Taka łatwa i chętna do pieprzenia. 
Usłyszałem dźwięk zamykanych drzwi i byłem pewien, że Izzy patrzy na mnie i Kate w jednoznacznej pozycji. Cholera. 



*Isabella*


- ehem -odkrząknęłam znacząco. Muszę przyznać, że tego się nie spodziewałam. -Przepraszam, że przerywam wam sesje obściskiwania, ale mieliśmy już iść -powiedziałam spokojnym tonem. Nie żebym coś czuła do Harrego, fajnie, że kogoś ma. 

Harry odsunął od siebie rozzłoszczoną blondynkę, którą od razu poznałam. W jej oczach zauważyłam, że i ona mnie rozpoznała.
- Kto to jest, kochanie? -zapytała blondynka przesuwając po ręcę Harrego
- Nie mów tak do mnie -powiedział ostro Harry, ściągnął jej ręce z jego ciała i odsunał się o krok. Twarz dziewczyny wykrzwiła się w wyraz niedowierzania. -Kate - Izzy, Izzy - Kate -przedstawił nas szybko.
Dziewczyna zlustrowała mnie wzrokiem kolejny raz.
Dziewczyna udała zaskoczenie i sztucznie się do mnie uśmiechnęła.
- Ah, ta nowa artystka-niezdara, prawda? -zapytała i dyskretnie przesuneła się bliżej Harrego
- Tak, dokładnie ta -powiedziałam, podeszłam bliżej i wyciągnęłam rękę w jej kierunku -Isabella Soul.
- Czy to nie przypadek, że mam na sobie koszulkę z Soul? -zapytała, chwaląc się markową odzieżą
- Jeśli się nie mylę to kolekcja z 2006roku, kupisz ją w butiku za 60dolców -powiedziałam i uśmiechnęłam się złośliwie. -Mamy 2014.
- Skąd wiesz? -zapytała mnie Anderson
- Soul firma, Isabella Soul, widzisz różnicę? -zapytałam rozbawiona -To firma mojej mamy.
- Nieźle dziewczyno! -powiedziała Anderson
- taa -bąknełam w odpowiedzi. Fajnie wygląda bycie córką projektanki, ale nikt nie zauważa wad. Ciągłe przeprowadzki, brak koleżanke czy zwykły spokój w życiu. -Możemy już isć, Harry? -zapytałam go. Skinął głową i podszedł do Anderson, dał jej szybkiego buziaka w policzek i podszedł do mnie
- Chodźmy -powiedział i uśmiechnął się zabójczo
- Anderson, do jutra -obdarzyłam dziewczynę miłym uśmiechem i wyszłam za Harrym nie spoglądając na Kate.

*Harry*

- Hej, Izzy, czemu nie powiedziałaś, że jesteś bogata? -zapytałem z wyrzutem kiedy szliśmy ramię w ramię do domu dziewczyny. Nie chciałem by zabrzmiało tak jakbym był za to na nią zły, ale chyba jednak tak wyszło. 
- A czy to coś zmieni? Będę miała więcej koleżanek? A może jakiś chłopak na mnie poleci? -powiedziała zirytowana. W sumie też bym tak zareagował, niepotrzebnie zacząłem ten temat. 
- Nie, nie o to mi chodziło. -zacząłem się tłumaczyć
- O to -ucieła szybko Izzy -nie musisz się usprawiedliwiać. Przyzwyczaiłam się już. -Uśmiechnęła się smutno do siebie i spuściła wzrok na chodnik
- Isabelle, daj mi dokończyć -powiedziałem stając naprzeciwko niej, robiąc z siebie barierę do dalszej drogi. -Izz, Kate Ci nie da spokoju. Mówię poważnie, ostatnio się u niej nie przelewa. Szuka bogatych koleżanek, a teraz kiedy wie kim jest twoja mama, nie da Ci spokoju. -mówiłem spokojnym tonem, ale w środku się, aż gotowało. -Kate jest nieobliczalna. -ciągnąłem dalej -Zrobi wszystko by dojść do pieniędzy, do ludzi, którzy mają pieniądze. -podniosłem jej brode, zmuszając by spojrzała mi w oczy -Uważaj Izzy, po prostu uważaj na nią.

*Isabella*

Doszliśmy pod mój nowy dom w ciszy, która panowała od dłuższego czasu. Mama jak zwykle za bardzo odniosła się ze swoim bogactwem. Harry stał z otwartą buzią, nie dziwię mu się. Też tak zawsze reaguję na nowe domu, za każdym razem większe. 
- Muchę połkniesz -powiedziałam i pociągnęłam go w stronę drzwi wejściowych. Wstukałam kod, a drzwi otworzyły się z charakterystycznym piknięciem. Pchnełam je, zrzuciłam plecak z ramion i buty z nóg. Harry uczynił to samo. 
- Jesteś głodny? -zapytałam -Albo coś do picia? 
- Woda mi wystarczy -odpowiedział grzecznie
- Skoczę do kuchni, a ty możesz iść do mnie. Drugie drzwi po lewej, na górze -powiedziałam i odwróciłam się w kierunku kuchni. 

*Harry*

Drugie drzwi po lewo, drugie drzwi po lewo. Wszdłem do pokoju. To nie była sypialnia, raczej pokój artystyczny. No tak, przecież Kate powiedziała 'artystka-niezdara'. Isabella jest artystką, całkiem niezłą jak widzę. Powiedział bym, że czasami doskonałą. Ściany w pokoju były pokryte czarną farbą, a białą były narysowane kobiety w różnych pozycjach baletowych. Pewnie sama to zrobiła. Zacząłem przyglądać się różnym jej dziełom. Najbardziej zwróciłem uwagę na połączenie pięknej kobiety i kota, nie mogłem oderwać oczu. 
- Na miłosć boską, Harry! -powiedziała Izzy przeczesując swoje blond włosy -Co ty tu robisz? 





___________
I na tym kończymy 3rozdział:)
Zapraszam do komentowania i rozsyłania bloga po znajomych :)))

poniedziałek, 10 lutego 2014

2

- Isabella -przedstawiłam się i lekko odsunełam od nowo poznanego chłopaka.
- Pięknie Ci z rumieńcami -powiedział i delikatnie dotknął palcami mojego policzka -Cześć Anderson.
- Hej Styles, nie podrywaj mi koleżanki -powiedziała rozbawiona
- O której kończysz, słoneczko -zapytał mnie Harry
- Żadne słoneczko -powiedziałam odzyskując pewność siebie -Nie powinno cię to interesować
- Mylisz się -odpowiedział uśmiechając się pod nosem

*Harry*
- Paul mi mówił, że mam wrócić z tobą do domu, jakaś kolacja czy coś tam -powiedziałem uśmiechając się seksownie. Paul miał rację, trudno jej nie zauważyć. Jest bardzo piękna i ciągle uśmiechnięta. 

W jej oczach mignęło zrozumienie całej sytuacji. Zachichotała nerwowo.

- Więc to tobą opiekuje się Paul. Przepraszam, nie wiedziałam jak masz na imię, ani jak wyglądasz -uśmiechnęła się przepraszająco w moją stronę. -Kończę o 14.
- Właściwie -wtrąciła się Anderson -jeśli się zgodzisz to o 16.
- Georg, mów w co ją wplątałaś -powiedziałem szybko, zdając się na charakter mojej przyjaciółki.
- Od razu wplątałam, chciałam ją zabrać na trening dla cheerleaderek -powiedziała i spojrzała błagalnie na Isabelle - Proszę Izzy, brakuje nam jednej dziewczyny, a Tylor chce przyjąć jakąś niedorajde z tych jej koleżaneczek.
- Ale nawet nie widziałaś jak tańczę -powiedziała szybko Isabella
- Dlatego chcę cię sprawdzić, nie daj się prosić. -przysłuchiwałem się ich rozmowie
- Eh, no dobrze. -powiedziała do Anderson. Anderson pisnęła i rzuciła się na biedną dziewczynę w przyjacielskim uścisku.
- Em Harry, a ty o której kończysz? -zapytała mnie Isabella
- Godzinę później, ale zaczekam na ciebie -powiedziałem, a Anderson zrobiła krótkie 'aww', uciszyłem ją spojrzeniem.
- Okej, to do zobaczenia -powiedziała Izzy i ciągnąc za sobą Anderson, pomachała mi zanim weszła na salę gimnastyczną.
Odwróciłem się do kolegów, którzy między sobą rozmawiali o Isabelli. Zayn krzyknał:
- Pierwszy ją przelecę. -reszta chłopaków wybuchła śmiechem, a ja pokazałem środkowy palec w stronę chłopaka.

*Isabella*

- Anderson, pokaż ten układ -powiedziałam przebrana w jej zapasowy strój, byłam gotowa i zmobilizowana do tańczenia. 
Szło mi całkiem nieźle, mieli podobny poziom co w mojej poprzedniej szkole, gdzie byłam kapitanem cheerleaderek. Zaprowadziłam nawet dziewczyny do mistrzostw stanowch, zajełyśmy II miejsce.
Kiedy już nauczyłam się układu, byłam cała zlana potem, ale i utwierdzona w fakcie, że chcę wejść do drużyny cheerleaderek .Zmęczona, ale szczęśliwa zmusiłam Anderson do przećwiczenia jeszcze pare razy układu.

*Harry*

Słyszałem muzykę przez zamknięte drzwi do sali. Uchyliłem je i wcisnąłem głowę do pomieszczenia. Anderson tańczyła z Izzy. Nigdy nie widziałem by dziewczyna tak się ruszała. 

Na gapieniu się na Izzy przyłapała mnie Anderson, która zachęciła ją do zrobieniu kilku trików cheerleaderskich. Jakieś podskoki, podwójne salta, szpagaty. Jest taka gibka, tyle różnych możliwości. Nie, Harry nie. Nie będziesz jej pieprzył. Ogarnij się, do cholery. Wziąłem kilka głębokich wdechów i wszedłem do sali. 
- Hej Hazza! -krzyknęła Anderson - Jak ci się podoba? 
- Fajnie -powiedziałem i spojrzałem się na Izzy -To jak, wracamy do ciebie? 
- Tak, daj mi 5minut -powiedziała, wzieła rzeczy i nie czekając na moją odpowiedź poszła do szatni się przebrać. Patrzyłem jak odchodzi, a Anderson szturchnęła mnie w bok.
- Co? -syknąłem, odwracając się w jej strone
- Mówiłam do ciebie -powiedziała
- Tak, no i co mówiłaś? -zapytałem nadal wpatrując się w drzwi od szatni.
- ŻE MOCNO WPADŁA CI W OKO -krzyknęła Anderson
- cii, cii -chcąc ją uciszyć zacząłem ją łaskotać
- Styles, cholera -dostała napadu śmiechu -prze..przestań no 
Usłyszałem zamykające się drzwi, więc odwróciłem się mając cichą nadzieję, że to Izzy.
Niestety była to Kate. 





____________
Polecajcie, komentujcie, czytajcie:)!
____________
http://i-am-lost-without-you.blogspot.com/ polecam :))!

1

Ramieniem pchełam drzwi wejściowe do szkoły, oczywiście zsunął mi się plecak rozsypując moje rysynki wokół. Świetnie, po prostu świetny początek pierwszego dnia w nowej szkole. Obok mnie przeszła wysoka blondynka, która zjechała po mnie swoim przenikliwym wzrokiem, by za chwilę wybuchnąć gromkim śmiechem. Wianuszek otaczających ją dziewczyn zawtórnował jej. Czyżby królowa i jej poddane? 
Frajerka -szepneła złośliwie do swoich koleżanek, na tyle głośno bym spokojnie mogła usłyszeć jak i kilka osób na korytarzu. 
Królewienka pieprzona -mruknełam do siebie, zbierając moje prace do plecaka.
Wstałam i podeszłam do wysokiej brunetki w stroju cheerleaderki. Zapytałam jak dojść do sekretariatu, po czym udałam się w tamtym kierunku. "Miła" pani sekretarka dała mi plan lekcji z wielkim bólem, bo przerwałam jej pogaduszki przez telefon z koleżanką o nowych zabiegach fitness. 


*Harry*
- Harry! Zaraz się spóźnisz! -krzyknął z dołu Paul. Traktowałem go jak drugiego ojca, podczas gdy mój tata zarabia pieniądze w innym kraju. Brakuje mi rodziców. Paul jest super, pozwala mi na dużo, nie mam ograniczeń, a ostatnio ciągle chodzi uśmiechnięty. 
- Przecież już wychodzę -mówię, kiedy staję koło niego -Co ty taki nerwowy? 
- Moja znajoma się tu przeprowadziła. Idziemy dziś do niej na kolację. Chcę dobrze wypaść przed jej córką, wiesz ma etap buntowania się przeciw Emily -mówi lekko się uśmiechając
- Więc ma na imię Emily -wnioskuję próbując wyciągnąć więcej informacji -a córka? Skąd są? 
- Isabella, z Miami. -odpowiada -chodzicie do tej samej szkoły, mam nadzieję, że się nią dziś zaopiekujesz. Pokażesz szkołe, poznasz z kilkoma osobami, no wiesz.
- Nie wiem jak wygląda, Paul. - wzdycham
- No już, nie wzdychaj tak. Z pewnością zwrócisz na nią uwagę. -uśmiecha się znacząco
- No co? Może jeszcze zaprosze ją na randkę? "Cześć Isabell, nie znasz mnie, ale umówmy się na randkę. Kino i jakaś kolacja, hm? Wpadnę po ciebie o 8" -mówię sarkastycznie na co Paul wywraca oczami. 
- Dobra, zrozumiałem. Nie będę się bawił w swatki -powiedział zrezygnowany. -Ale i tak wracasz z nią do ich domu, po szkole -dadał tonem nieznoszącym sprzeciwu -A teraz chodź, podrzucę Cię w drodze do pracy. 

*Isabella*

Weszłam do sali lekko zdyszana, gdyż bieganie po tej wielkiej szkole w poszukiwaniu sali w ostatnim momencie nie był dobrym pomysłem. 
-Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie -powiedziałam do nauczyciela, kierując się w jego strone.
- Ty jesteś tą nową? -Tak, to ja jestem tą nową, znowu. 
Tak -powiedziałam i uśmiechnełam się miło.
- Zajmij wolne miejsce obok Anderson -powiedział -I nie spóźniaj się więcej na moje lekcje. Następnym razem wyciągne konsekwencje. 
- Dobrze, proszę pana -powiedziałam i podeszłam do jedynego wolnego miejsca w klasie. 
- Hej, jestem Izzy -powiedziałam przyjaźnie do Anderson i wyciągnełam w jej kierunku dłoń -a ty? 
- Anderson -odpowiedziała 
- To twoje imię? -zapytałam zaskoczona 
- Nie - powiedziała rozbawiona moim pytaniem - nazwisko, ale wszyscy mówią do mnie po nazwisku. 
- To jak masz na imię? 
- Georgina, Georgina Anderson -powiedziała i uśmiechneła się -skąd jesteś? Nie wyglądasz na te rejony
- Jestem z Miami -odpowiedziałam
- Cisza! -warknął nauczyciel w naszą stronę, poprawiając swoje okulary. - Wiedziałem, że o czymś zapomniałem. Kochani, to jest wasza nowa koleżanka Isabella Soul. Ja jestem wychowawcą tej klasy, nazywam się Richard White. Chcesz nam coś o sobie powiedzieć? -dobrze, że jestem już obeznana w taką mowę o sobie. 
- Hm, możecie mówić mi Izzy, lubię rysować, tańczyć i pochodzę z Miami. -krótko, zwięźle i na temat.
- Dobrze, Izzy. Ma ktoś jakieś pytanie? -zapytał pan White klasy
- Ja mam -podniosła rękę blondynka z ostatniej ławki -Jesteś naturalną blondynką? 
- Tak - odpowiedziałam
- A masz chłopaka? -rzucił jakiś chłopak z przodu
- Nie, nie szukam chłopaka -zadzwonił dzwonek, a ja uśmiechnęłam się do chłopaka zanim wyszłam z klasy. 

- Izzy! Izzy, czekaj! -odwróciłam się w stronę głosu. Ujrzałam biegnącą w moją stronę Anderson 
- Hej, co tam? -zapytałam kiedy staneła koło mnie 
- Lubisz tańczyć, prawda? Mam dla Ciebie propozycję niedoodrzucenia. -powiedziała i pociągneła mnie za rękę w nieznanym mi kierunku.

Pod wpływem ciągnięcia Anderson obijałam się o innych uczniów. Ktoś mnie szturchnął, Anderson puściła moją rękę, a ja wylądowałam na tyłku przed grupką przystojnych chłopców. Momentalnie zrobiłam się czerwona na twarzy ze wstydu. Jeden z nich, wysoki brunet z loczkami, odepchął się od ściany i podszedł do mnie. Wyciągnął rękę w moim kierunku, przyjęłam ją, a on podciągnął mnie do góry jakbym była piórkiem. 
- Nic ci nie jest? -zapytał - Jestem Harry. A ty, piękna? 








piątek, 7 lutego 2014

PROLOG

"kochanie, już się nie przeprowadzimy...'' czcze gadanie mojej mamy przynajmniej 3razy w roku. Dzięki mamo, znowu zaczynam od nowa. Znowu będą nowi ludzie, których będę musiała poznać. Znowu zaciekawione spojrzenia, przyciszone głosy w moim kierunku. Znowu będę utrzymywać, że jestem ponad tym. Nie jestem, a szkoda. Byłoby łatwiej..

-Isabella! Izzy! Schodź natychmiast! Zaraz się spóźnimy! -Eh, znowu się zaczyna, pomyślałam. 
Idę już, chwila! -odkrzyknęłam mamie i zaczełam się szybko ubierać. 

Wcisnełam się w to, umalowałam się i zbiegłam ze schodów. Prosto na zirytowaną mamę.
- Wychodzimy, teraz. -powiedziała rozłoszczona.

Wsiadłyśmy do mojego Land Rovera i pojechałyśmy do mojej nowej, 'super',jak stwierdziła mama, szkoły.
Moja mama jest dyrektorką dość znanej marki ciuchów, jej ciągła praca zmusza nas do wyprowadzek. Niestety nie zauważa, że podcina mi tym moje, już dawno obumarłe, skrzydła. Kiedy zaczynam się czymś interesować lub z kimś kolegować, nachodzi moment, w którym musimy się przeprowadzić. I tak od 17 roku życia. Wychowywałam się bez ojca, który zostawił mnie i matkę, gdy ta zaszła ze mną w ciąże. Przypomniał sobie o nas, kiedy mama znalazła się w rankingu najbogatszych kobiet świata.

-Wiem, że obiecałam ci już kilka razy.. -zaczeła mama
- Daruj sobie, za 4miesiące znowu będę miała pierwszy dzień w szkole po przeprowadzce -wtrąciłam niemiłym głosem
- Wiem, przykro mi, skarbie. Tym razem będzie inaczej. Obiecuję -powiedziała i uśmiechnęła się ciepło w moją strone.
Zamilkłam i czekałam, aż objaśni mi co się zmieniło.
- Poznałam kogoś, nazywa się Paul, Paul Higgins -powiedziała nieśmiało.
-oh, kiedy? I gdzie? I dlaczego mówisz mi to dopiero teraz? -zapytałam podekscytowana.
- Bo dziś przyjdzie do nas na kolację. Zostawię Ci Tomiego(mój samochód) i wrócę taksówką.
-Okej, mamo. Mogę jakoś pomóc?
-tak, właściwie to tak. -uśmiechnęła się przebiegle. Nie, proszę nie ten uśmiech. Ona ma plan. Jej plany nie są dobre, powoli zaczynam się bać. 
- to co mam zrobić? -zapytałam, siląc się na opanowanie
- zabierzesz jego chrześniaka do nas, chodzicie razem do szkoły.
- dobrze.
Rozmawiałyśmy jeszcze chwile w samochodzie, ale kiedy wjechałyśmy na szkolny parking zamilkłyśmy.

-Pójdziesz sama do sekretariatu? -zapytała mnie mama -chcę posprzątać w naszym nowym domu. Wszędzie jest kurz.
- Dobra, dam radę. -powiedziałam -Mam już w tym doświadczenie.
- Jakby co to jestem pod telefonem, kocham Cie, Iz- dała mi szybkiego buziaka w policzek i ruszyła piechotą w stronę głównej ulicy Nowego Yorku.
Ta kobieta chyba nigdy się nie zmieni...pomyślałam ze smutkiem.

Bohaterowie

                                            Isabella Soul 


17letnia Amerykanka, silna, nieśmiała, miła, kocha tańczyć, rysować i się wygłupiać. Jest też bardzo sarkastyczną osobą. Często odpycha od siebie ludzi, lecz gdziekolwiek się nie ruszy ciągnie za sobą uśmiech innych. Każdy ma z nią ciepłe wspomnienia. Przez ciągłe przeprowadzki nie ma żadnych przyjaciółek. Nie dopuszcza do siebie chłopaków, bo nie widzi sensu w związkach 3miesięcznych. 


                                            Harry Styles

 Harry ma 18 lat, jest pod opieką wujka Paula. Szkolny podrywacz, wszystkie dziewczyny do niego lgną. Sympatyczny kiedy trzeba, zabawny i bardzo humorzasty. Lubi imprezować. Jego najlepszym kumplem jest Zayn Malik, a kumpelą Anderson. Potrafi być romantyczny i czuły względem dziewczyn.

                                             Emily Soul 

 37letnia matka, dyryktorka i założycielka marki ubrań Soul. Ma dobry kontak z córką. Kiedy poznaje Paula jej świat nabiera kolorowych barw. Miła, uśmiechnięta i pełna werwy kobieta z pasją.

                                           Paul Higgins

Ojciec chrzesnty Harrego Stylesa, 38letni prawnik. Często uśmiechnięty, miły. Harry mieszka z nim, a nie z rodzicami.

Georgina Anderson

Bardzo dobra koleżanka Harrego, przyjaciółka rodziny Paula. Ma 17 lat, jest cheerleaderką. Z każdym znajduje wspólny język. Miła, zabawna dziewczyna. 

Kate Nage

Kapitan szkolnej drużyny  cheerleaderek. Ma 18lat, jest w klasie z Harrym. Była kiedyś jego dziewczyną, od tamtego czasu bardzo się zmieniła. Jest niemiła, wredna i bardzo rozpuszczona. Nie dopuszcza do siebie myśli, że ktoś oprócz niej może być z Harrym. 

Zayn Malik

Jest najlepszym kumplem Harrego, świetnie dogaduje się z Anderson. Chodzi z Harrym do klasy, miły, zabawny. Nie lubi kiedy Harry nie wykazuje szacunku do kobiet. Lubi rysować. Bardzo spodobała mu się Izzy.