piątek, 28 marca 2014

13

- Harry -powiedziała cichym, zachrypniętym głosem.
- Tak, kochanie? -zapytałem i nachyliłem się nad jej twarzą. Włosy delikatnie opadały jej na twarz i zakrywały widoczność. Odgarnąłem je jej za ucho.
- Harry - zaczęła -Harry.. ja...
- Ty co, kochanie? -przerwałem jej. Wiem, niepotrzebnie, mogłem tego nie robić, ale nie mogłem wytrzymać. Jak najszybciej chcę się dowiedzieć, co chce mi powiedzieć.
- Harry.. jesteś idiotą -w końcu wydusiła - i wyjdź z mojego pokoju.
Au, nie tego się spodziewałem. Westchnąłem, nachyliłem się do dziewczyny i skradłem jej szybkiego buziaka w policzek. Odwróciła się twarzą w drugą stronę i wymamrotała coś w stylu 'odwal sie'. Ponownie westchnąłem, wstałem z jej łóżka i zniknąłem z pokoju.
Następnego dnia nie pojawiła się w szkole, i następnego, i następnego. Nie było już jej jakiś tydzień. Nie odbierała też telefonu ode mnie, a co bardziej dziwne nie odbierała go też od Anderson. Zaczęło mnie poważniej martwić. A jeśli wyjechała? Nie, to niemożliwe. Paul też by chodził poddenerwowany i zmartwiony. Więc to mogę odrzucić na starcie. A może sytuacja z Kate tak ją irytuje, że postanowiła zmienić szkołę? Nie, na pewno powiedziała by Anderson. No i nie przeniosła by się ze względu na Kate. A..a może to moja wina?
- Harry! Co z Izzy? -zapytała mnie w czwartkowe popołudnie Anderson
- Nie wiem, nie odbiera ode mnie. -powiedziałem i zacząłem butem bawić się kupką piasku na ziemi. -Właśnie chciałem do niej iść.
- O, mogę iść z Tobą? Czy chciałeś być z nią sam? -zaczęła podpuszczać
- Sam. -odpowiedziałem, ale posłałem dziewczynie uśmiech.
- A po co? -zapytała głupkowato z szerokim uśmiechem.
- Żeby głupi miał pytanie -odpowiedziałem niemiło.
- Ej, ej, kolego. Tak się bawić nie będziemy. -powiedziała stanowczym głosem. -No słucham!
- Tak, chciałem iść sam, żeby spędzić z nią trochę czasu. -powiedziałem na wdechu
- Uuuu -zaczęła Anderson, szturchnąłem ją by przestała
- Czyli jednak wpadła ci w oko -stwierdziła
- No, chyba nawet mocno -powiedziałem szczerze i spuściłem głowe w dół.

*Isabella*

Od kilku dni stałam się chodzącym trupem. Mało jem, mało śpię, mało mówię. Najczęściej siedzę w pokoju tanecznym lub u Melanii. Kiedy nie tańczę patrzę się przed siebie, potrafię tak całymi dniami. To taki stan, w którym wyglądam jakbym się tylko zapatrzyła, lecz w mojej głowie myśli biją się ze sobą. Ostatnio nie chodzę do szkoły, bo jaki ma to sens? Mama o wszystkim wie i rozumie. Pierwszy raz rozmawiałam o Melanii z kimś innym niż mama. Przypomnienie sobie tego wszystkiego było ciężkie i teraz nie mogę przerzucić się na ten tryb 'wszystko jest okej', oczywiście póki nie zajrzysz głębiej.
W czwartek postanowiłam zacząć wymyślać układ. Anderson i kilka jej koleżanek, których jeszcze nie poznałam, mamy zamiar pokonać Kate i szkolną drużynę cheerleaderek. 
Przebrałam się w dres i luźną koszulkę, po czym włączyłam muzykę i zaczęłam się ruszać. 

*Harry*

Doszliśmy w ciszy pod dom Izzy. Było słychać muzykę przez otwarte okno. Pewnie Izzy się odstresowuje, zawsze lepiej tańcem niż żyletką. Przyłożyłem palec do ust i szepnąłem do Anderson
-Cicho bądź, zobaczymy jak tańczy gdy jest sama -powiedziałem i delikatnie otworzyłem drzwi, które nie były w żaden sposób zamknięte. Raj dla złodziei. Zakodowałem sobie, żeby później opieprzyć Izzy za zupełny brak rozumu. Sama w wielkim domu, a drzwi otwarte. Czy ona kiedykolwiek myśli?
Wspięliśmy się po schodach, najciszej jak potrafiliśmy. Nie było to trudne zadanie, bo muzyka głośno grała. Była smutna, zapewne jak Izzy od kilku lat. 
Lekko uchyliłem drzwi i przepuściłem Anderson pod swoim ramieniem, by też mogła dostrzec niesamowite ruchy Isabelli. 
Czasem patrzę na nią i nie wierzę. Nie wierzę, że są na świecie ludzie, którzy potrafią zrobić coś tak pięknego z niczego. Isabella jest niesamowitą tancerką, porusza się z gracją, ma wyczucie rytmu oraz ciekawe ruchy. 
O, Mój, Boże. Jak ona to zrobiła? Spojrzałem zdziwiony na Anderson, który ochoczo pokiwała głową w stronę Izzy. 
- To nie wszystko co potrafi -powiedziała cicho. 


Piosenka się skończyła i z wielkich głośników zaczęła lecieć kolejna, szybsza, nieco weselsza. Izzy zaczęła się wygłupiać, jakby świadoma publiczności. W tańcu podciągnęła koszulkę, ukazując swój wysortowany brzuch, wystawiła język, puściła rękami koszulkę, która znów zakryła brzuch dziewczyny.



Stanie i patrzenie na dziewczynę było czystą przyjemnością. Nie wiedziałem czy mamy się już ujawniać, że tu jesteśmy, czy jeszcze poczekać. W końcu nie wyjdziemy teraz, kiedy wiem, że drzwi nie były zamknięte. Nie wiedziałbym jak jej to powiedzieć. Przynajmniej taka jest wersja dla Anderson. A jaka jest prawdziwa? Nie chcę iść, nie chcę opuszczać Izzy, nie chcę zostawić jej samej w tym wielkim domu. Nie chcę i już. Może i zachowuję się jak rozkapryszone dziecko, ale chcę tu zostać i nadal chcę być oczarowywany przez jej ruchy. 
Anderson, która, kiedy ostatnio na nią spojrzałem, była oparta o drzwi od pokoju. Co robi w tym momencie? Leży na podłodze i zbiera, wraz ze mną, mordercze spojrzenia od Isabelli. Ups, znowu coś nam nie wyszło. 
- Co, wy, do jasnej cholery, tu robicie?! -krzyknęła Izzy, kiedy Anderson zaczęła zbierać się z podłogi. Masując okolice prawego biodra. 
- Ej mała wrzuć na luz -powiedziała Anderson, która swoimi słowami roznieciła kiełkujący ogień w Isabelli. 
- Wrzuć na luz? -zapytała Izzy -Czy ty siebie słyszysz? Mam dość! Mam dość, że nie mam chwili dla siebie, bo Harry ciągle się gdzieś kręci. Raz się kręci, raz nie ma go tydzień. Potrzebuję jakieś stabilizacji! Ja też mam jakieś granice!
- Uspokój się -powiedziała Anderson 
- Nie -powiedziała Izzy - Mam dość. Po prostu mnie zostawcie. 
Przez tę krótką rozmowę się nie odezwałem, ale teraz postanowiłem podejść do Izzy
- Izzy, słuchaj -zacząłem trochę niepewnie -rozumiem, że przez ostatni czas często się kręcę wokół ciebie, ale..
 - Żadnych 'ale' Harry, daj mi spokój. Po prostu daj mi spokój. - powiedziała i odwróciła się do mnie plecami. 
Wyszedłem z pokoju i pociągnąłem za sobą Anderson, która nie do końca rozumiała sytuację przed chwila zaistniałą. Spoko Anderson, przynajmniej jest nas dwoje. 

*Isabella*

Nie do końca zrozumiałam swój nagły wybuch, ale czułam, że był mi potrzebny. Do takiego odseparowania się od tego wszystkiego i spojrzenia na wszystko z perspektywą. O tak, z bardzo daleką perspektywą.





niedziela, 23 marca 2014

12

-Cii, no już, spokojnie -mówiła do mnie Anderson, kiedy zaniosłam się płaczem. Nie wiem czemu otworzyłam się przed nimi, nigdy nikomu o tym nie mówiłam. Coś się zmieniło, ja się zmieniłam. Próbowałam unormować, albo chociaż odzyskać oddech. Wzięłam kilka głębszych wdechów. Wytarłam mokrą od łez twarz.
- Hej, już okej? -zapytał mnie Harry. Zrobił to tak czule, że zastanawiałam się czy to na pewno on.
- Tak -pociągnęłam nosem -już okej. Za..Zaraz wrócę, dobrze?
- Mam iść z tobą? -zapytała mnie Anderson
- Nie, muszę to zrobić sama -odpowiedziałam jej wstając z podłogi.
Anderson też wstała, przytuliła mnie i szepnęła na ucho -jesteś strasznie dzielna, mała.
Wyszłam z pomieszczenia i zmierzałam w stronę pokoju znajdującego się na końcu tego piętra.
Kiedy stanęłam przed drzwiami przeszedł mnie dreszcz. Okej, kiedyś muszę tam wejść.
W każdym nowym domu jest taki pokój, w którym trzymamy rzeczy Melanii. Ubrania, zdjęcie, pamiątki. To taki pokój wspomnień. Nie wchodzę do niego odkąd..odkąd ją zabił. Zawsze gdy o tym myślę gniew buduję się w moim ciele. Nie rozumiem jak mógł to zrobić. Zabił własną córkę! Człowieka, którego sam stworzył. O czym myślał, kiedy wbijał jej nóż w serce? Albo, czy dręczą go koszmary z tamtego dnia? Czy gdybym była w domu z matką, nas też by zabił? Co nim kierowało? Czy żałuje? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi.
Weszłam do pokoju Melanii, który nie zmienił swojego stylu, umeblowania czy nawet koloru ścian. A może to zwykły przypadek, że ściany są niebieskie? Tak jak w Hollywood? A może one były zielone? Nie wiem, nie mogę sobie przypomnieć. Tak bardzo chciałam sobie przypomnieć czemu wyszłyśmy z mamą do centrum. Ale nigdy nie mogłam, teraz też nie potrafię. Ta bezradność jest okropna.
Biały zegar, którego wskazówki się zatrzymały na porze obiadowej, wisi po prawej stronie pokoju. Na przeciwko stoi wielka szafa, z której zawsze wysypywały się ciuchy. Melania i tak zawsze powtarzała 'Nie mam w co się ubrać'. Kolejne łzy spłynęły ciurkiem po mojej twarzy. Na półce, koło wielkiego łóżka z baldachimem stojącego pod lewą stroną pokoju, stoją nasze fotografie z dzieciństwa. Wyjazd do Paryża i oczywiście wycieczka do Disneylandu. Stocznia narciarska w Alpach, plaża w Loret De Mar. Byliśmy szczęśliwi, byliśmy rodziną.
Chwyciłam zdjęcie z półki, na którym obie z Melanią jesteśmy uśmiechnięte, bo wymalowane farbami na twarzach. To był chyba jakiś festyn. Zanim kolejna łza zdążyła wsiąknąć w koszulę starłam ją wierzchem dłoni. Zgarnęłam jeszcze zdjęcie z Disneylandu i wyszłam z pokoju.
Ruszyłam w stronę swojego pokoju, postanowiłam znaleźć cały album. Nie chciałam być już tą 'tajemniczą i bogatą dziewczyną'. Chciałam by inni zobaczyli, że mam coś więcej do zaoferowania niż pieniądze matki.
Wchodząc do pokoju, w którym zostali moi znajomi. A może nawet przyjaciele? Usłyszałam ściszone głosy
- Nie wiem co bym zrobiła na jej miejscu -powiedziała smutnym głosem Anderson -To straszne, Izz jest taka dzielna.
- Taa -burknął Harry - też nie wiem co bym zrobił. Powinienem być dla niej milszy? -zapytał
- Nie -odpowiedziałam wchodząc z zajętymi rękami, drzwi domknęłam prawą nogą. Delikatnie straciłam równowagę, ale wszystko wróciło do normy kiedy ręce Anderson przytrzymały moje łydki. -Nie chcę żadnej litości. -zwróciłam się do Harrego.
- Co tam masz? -zapytał Zayn opierając się o lustro. O człowieku, jak tylko mi je ubrudzisz dostaniesz szmatę i płyn do mycia luster.
- Zdjęcia, chciałam wam pokazać kilka zdjęć -usiadłam między Zaynem a Anderson. Podałam ramkę z Disneylandu Harremu, a z umalowanymi buziami Zaynowi. Anderson przybliżyła się do mnie, wskazała na album swoją brodą. Otworzyłam pierwszą stronę, gdzie było zdjęcie całej naszej rodziny. Ja, Melania i rodzice.
- Jesteś pewna, że chcesz to oglądać? -zapytała dziewczyna -Lub że my to możemy obejrzeć?
- Tak, jestem pewna. -powiedziałam
- Słodka byłaś -stwierdził Zayn
- Była? -zapytał Harry, puścił mi oczko i uśmiechnął się głupkowato zadowolony ze swojego pytania.
Chłopcy przysunęli się bliżej i razem oglądaliśmy zdjęcia z albumu. Opowiadałam im różne historie związane z poszczególnymi zdjęciami. Wiele wspólnych wyjazdów, wspomnień. Byliśmy szczęśliwi. Właśnie, dobre słowo. Byliśmy.
- Widzę, że dużo podróżowałaś -stwierdził Zayn po czym dla zasady szturchnął Harrego
- Tak, rodzice uwielbiali to robić. Tak się poznali. - powiedziałam -Chyba we Włoszech, albo w Rzymie? Nie pamiętam już.
- Hej -powiedział czule Harry -to już nie ma znaczenia.
Wszyscy spojrzeli po sobie i przełknęli ślinę.
- Okej -odparłam i kiwnęłam głową. - Dobra, widzę, że chcecie o coś zapytać. Więc pytajcie
- Gdzie on jest? -Harry
- Jak się czuję twoja mama? -Zayn
- Jak sobie z tym radzisz? -Anderson
- Często płaczesz? -Harry
- Masz jakieś wieści od ojca? -Anderson
- Boisz się? -Harry
Pytania były różne, starałam się na wszystkie odpowiadać. Oczywiście na niektóre nie znałam odpowiedzi. Mama nie rozmawia ze mną na ten temat, więc nie wiem jak się z tym czuje. Nie wiem też co z ojcem, którego nie widziałam od 9, a może 10 lat.
- Czy tęsknisz za tamtymi czasami? -Zayn
- Oczywiście idioto, że tęskni -powiedział zirytowany Harry
Zaśmiałam się głośno. Spojrzeli na mnie dziwnym wzrokiem. Coś pomiędzy 'Izzy jest psychiczna' a 'Izzy dużo prszeszła'. Kiedy umilkłam nastała ta cisza, której nikt nie ma potrzeby przerywać. To jest ten dobry rodzaj ciszy, gdzie każdy ma czas na swoje przemyślenia. Jakby zachowywała się Melania, gdyby to ja była na jej miejscu. Czy nadal byłaby zamknięta w sobie? Czy dopuszczała by do siebie ludzi?
Zatrzasnęłam album nie kończąc oglądania zdjęć, odepchnęłam go od siebie i położyłam się na twardej podłodze. To niesprawiedliwe.

*Harry* 

Kiedy Izzy leżała na plecach, twarzą skierowaną ku górze, ze zgiętymi kolanami i płaskim brzuchem stwierdziłem, że jest najpiękniejszą dziewczyną jaką widziałem. Dziewczyną, która tak dużo przeszła. Dziewczyną, która się nie poddała. Dziewczyną, która jest dzielna i silna. Dziewczyną, która pokonuje wszelkie przeszkody. Dziewczyną, która kiedyś będzie moją dziewczyną. A jedyne co robię w tym kierunku to krzywdzenie jej i wkurzanie do granic możliwości. Świetnie Harry, jeszcze chwila i ci wejdzie do łóżka... 
Nie wiem jak sprawić, by była moja. Nie wiem jak sprawić, by odwzajemniła moje uczucia. 
Po kilku minutach ciszy, jaka zapanowała wokół nas, usłyszałem ciche i naprawdę urocze bełkotanie zaspanej Izzy, która właśnie leżała na prawym boku. Twarzą do mnie. Usta były delikatnie rozchylone, a oczy zamknięte. Usnęła. 
- Izzy zasnęła -powiedziałem najciszej jak potrafiłem. Podniosłem się, by zabrać ją do jej łóżka. Anderson mnie powstrzymała. 
-Czekaj, zrobię jej zdjęcie -przewróciłem oczami -tylko jedno no.
-Okej, ale bez lampy, bez dźwięku, a później wysyłasz mi kopię. -powiedziałem równie cicho 
Anderson kiwnęła głową i wyjęła telefon, zrobiła szybko zdjęcie i pokazała mi na ekranie jak wyszła Izzy. Uśmiechnąłem się lekko i wziąłem dziewczynę na ręce. Anderson odtworzyła mi drzwi i poszła ze mną, by  pomóc z drzwiami od Izzy pokoju. Potem zostawiła mnie z Isabellą.
Położyłem delikatnie dziewczynę na łóżku, ściągnąłem buty, a następnie przykryłem pościelą. Usiadłem obok niej i wpatrywałem się w jej piękną twarz. Kosmyk jej długich blond włosów znajdował się centralnie nad jej lewym okiem. Założyłem niesforny kosmyk za jej ucho.
Dziewczyna lekko otworzyła oczy i spojrzała na mnie rozanielonym wzrokiem. 
-Harry -powiedziała cichym, zachrypniętym głosem.



środa, 19 marca 2014

11

Patrzę się na nich, a oczy prawie wychodzą mi z orbit. Co tu się dzieję, do cholery? Nie zadaję tego pytania głośno. Robi to za mnie wściekła Anderson.
- Co tu się dzieję, do cholery? -warczy -Ty -wskazuje na Kate -robisz wypad, w tym momencie. A ty -wskazuje na Harrego -ubierz się i lepiej zrób rachunek sumienia, bo łatwo teraz nie odpuszczę.
Kate przeciąga całą tę sytuacje jak najdłużej się da, powoli zakłada koszulkę, a następnie staję na palcach próbując dosięgnąć usta Harrego. Chłopak nie odpowiada na jej małą zachciankę czułości, jedyne co robi to patrzy na mnie. Wprost w moje oczy.
Anderson nie wytrzymuję i bierze dziewczynę za ramię i wyprowadza z domu. Kate zatrzymuje się przy mnie i mówi głosem pełnym jadu. Gdyby tylko jej głos mógłby zabijać, leżałabym już martwa na marmurowej kuchennej posadzce.
- Jak idzie wam układ? -zapytała -Wymyśliłam ostatnio świetny ruch -przechwala się
-Pokaż -mówię obojętnie. Widzę jak w oczach dziewczyny migoczą złośliwe iskierki.
- Izz -mówi ostrzegającym tonem Anderson
- Nie, spoko, niech pokaże -mówię jej. Ciekawość wzięła górę.

Razem z Anderson wybuchamy śmiechem. Ona coś takiego chcę pokazać na mistrzostwach? Dziewczyna robi urażoną minę, chyba naprawdę spodobał jej się ten ruch. 
-Izz, pokaż jej jakiś ruch. Prawdziwy ruch, a nie jakieś wygibasy -powiedział Zayn, który delikatnie przyciągnął mnie do swojego boku i szepnął na ucho -tylko coś seksownego, proszę -po czym musnął ustami moje ucho. Zadrżałam, a on przez to lekko się uśmiechnął. Wiedział, że tak na mnie zadziałał. 
- U nas to się robi tak -powiedziałam do Kate i delikatnie odsunęłam się od Zayna.

-Dziewczyno rządzisz -powiedział John i nastawił rękę, żebym mogła mu przybić piątkę. 
-No tak, ładnie, ładnie. Od kogo to ściągnęłaś? -zapytała złośliwie Kate -a może mama wynajęła ci choreografa, hm? 
-Moje mamy do tego nie mieszaj -powiedziałam -a teraz robisz wypad z mojego domu. 
Dziewczyna odwróciła się na pięcie i z dumnie uniesioną głową wyszła z kuchni. Teraz wszystkie pary oczu spojrzały na Harrego. 
- Co? -odezwał się po raz pierwszy odkąd tu weszliśmy. 
- Gówno -odpowiedział mu niemiło Zayn. 

*Harry* 

Nie spodziewałem się, że Izzy wróci tak szybko do domu. Fakt, nie powinienem był zapraszać do jej domu Kate, a tym bardziej się z nią obmacywać. Co ze mnie za facet? Za jakiego gościa uważa mnie teraz Izzy? Najpierw ja całuje, a potem ona zastaje mnie z Kate na wpół rozebranych. No pięknie, jestem największym palantem świata. 
 Wkurzył mnie Zayn, kiedy przyciągnął Izzy do siebie i coś jej powiedział na ucho. I to jej ciało, które pasowało do jego.. Idealnie jej głowa pasowała do miejsca pod jego szyją. Boże, co to ma być? Zaraz coś rozwalę, najlepiej twarz Zayna.
Zawsze kiedy próbuję coś naprawić..rozwalam to jeszcze bardziej. Jak to możliwe, że jestem taki do dupy? 
Zanim pojawiła się Isabella czułem, że jestem spoko gościem. Na którego lecą laski, wchodzą mu do łóżka. Nawet nie musiałem się starać, by zwrócić na siebie uwagę. Co jest w tej dziewczynie? Ciągnie mnie do niej, ciągnie jak cholera. Nawet Kate nie potrafi odwrócić mojej uwagi od Izzy. Nie podoba mi się to co czuje. Nie chce tego czuć. 
-Gówno? -pytam mulata -O co ci, do cholery, chodzi? 
-Hm -udał, że się zamyśla -Może nie podoba mi się fakt, że łamiesz swoje obietnice? Albo, że przyprowadzasz tutaj Kate? To nawet nie twój dom! 
-Przyganiał kocioł garnkowi! -warknąłem, ignorując resztę wypowiedzi chłopaka.
-Wiecie co? -powiedziała Anderson, wchodząc do kuchni -Jeśli macie zamiar na siebie warczeć bez powodu to zapraszam wan na dwór. Nikt mi się nie będzie tu kłócił. 
-Pani domu, co? -Izzy rzuciła z uśmiechem i podciągnęła się na blat. Jej nogi wisiały dobre 30cm nad ziemią. W mojej głowie powstała wizja, że właśnie stoję tam przy niej, właśnie między jej nogami, ręce trzymam na jej biodrach. Delikatnie całuję ją w obojczyk i naznaczam ścieżkę małymi pocałunkami wzdłuż jej szyi, aż do miękkich ust. Całuję ją bardzo namiętnie i wkładam w ten pocałunek wszelkie emocje gromadzące się w mnie. Izzy mruczy i przyciąga mnie bliżej do siebie. 
 Wizja się rozmyła chowając w głąb umysłu w momencie, gdzie Zayn mnie szturchnął łokciem 
-Sorry, stary -powiedział i za chwile posłał Izzy uśmiech. Odwzajemniła go. Onieśmielona spuściła głowę w dół tak, ze włosy zasłoniły jej twarz. Nie kryj twarzy, piękna.
-Anderson -powiedziała Izzy, kiedy już podniosła głowę do góry. Rumieńce, których nikt wcześniej nie dostrzegł właśnie schodziły jej z twarzy. Uśmiech pojawił się od ucha do ucha -Musze Ci coś pokazać. Chodź, proszę.
- Okej, okej. -powiedziała zdziwiona Anderson
-Andy -zatrzymał ją John -będę się już zbierał -powiedział, dał jej buziaka w policzek, posłał uśmiech Isabelli, a mi i Zaynowi kiwnął tylko głową. Wyszedł z kuchni, a po chwili usłyszeliśmy delikatne trzaśnięcie drzwiami wejściowymi. 
-Możemy iść -powiedziała Anderson -Prowadź 
Isabella zeskoczyła delikatnie z blatu i poszła w stronę schodów. Wszyscy ruszyliśmy za nią. 

*Isabella*

-Dziewczyno! Chyba sobie żartujesz! -Anderson jest wyraźnie zadowolona, cieszę się z tego jak mała dziewczynka. 
-To jak? -pytam -Podoba Ci się? 
Anderson nic nie odpowiedziała, jedynie rzuciła się w moją stronę z wyciągniętymi ramionami. Mocno przyciągnęła mnie do siebie.
-Jest wspaniale! Nie mogę w to uwierzyć! -mówi szybkim tonem. Chłopcy, którzy stoją jeszcze w progu drzwi nie są wtajemniczeni w nasz pomysł. Posyłają nam zdziwione spojrzenia. 
- To uwierz -mówię i delikatnie ją od siebie odsuwam. 
-Aaa! -pisnęła i zaczęła podskakiwać przebierając wysoko nogami.
- No już, już. Nie przyzwyczajaj się -powiedziałam już mniej entuzjastycznie -za 2miesiące mnie już tu nie będzie. 
-Jak to? -spytał Harry
-Bo się przeprowadzę, piąty raz w tym roku -powiedziałam. Trochę głupia sprawa, zawsze gdy przywiąże się do kogoś, muszę się przeprowadzać. Nigdy, naprawdę nigdy, nie mieszkałam w jednym mieście dłużej niż 4miesiące. Nie mam też prawdziwych przyjaciół, bo nie zdążyłam się z nikim na tyle zakolegować by utrzymać jakikolwiek kontakt po wyprowadzce. To smutne, bardzo smutne, ale prawdziwe. 
- Teraz będzie inaczej -powiedział Harry wkładając w te słowa tyle wiary, że i ja zaczęłam w to wierzyć. Kiedy spojrzałam w jego oczy zauważyłam, że on naprawdę w to wierzy, to nie są zwykłe słowa. Nie wiem dlaczego, ale myślę, że on zrobi wszystko co w jego mocy, by zatrzymać mnie w tym miejscu. Ale czy mając na myśli miejsce, mam na myśli miasto? Czy może miejsce obok niego? Często gubię się w tym. Gubię się w tych uczuciach. W uczuciach do Harrego. Chłopak ewidentnie  nie jest mi obojętny. Wiem, że on wie, że nie jest. Mimo wszystko sprawia, że cierpię. Może nieświadomie to robi, lecz nadal robi. Chociaż by sprowadzając Kate do mojego domu, czy pomagając Kate w wyrzuceniu  mnie z drużyny. 
- Czemu tak często się przeprowadzacie? -zapytała Anderson -Znaczy wiedziałam, że już kilka razy się przeprowadzałaś, ale wow. Nie miałam pojęcia, że aż tak często. 
- Praca mamy -tłumaczę -a przynajmniej taka jest wersja dla mnie. Może uciekamy przed moim ojcem -żartuję sobie -albo jakaś mafia nas ściga.
-Co się stało z twoim ojcem? -zapytał mnie Harry. 
-Może usiądziemy? -zapytałam i sama usiadłam na zimnej podłodze. Kiedy wszyscy poszli moim przykładem i stworzyliśmy sobie kółko zaczęłam mówić. Mówiłam tak cicho, że moi znajomi musieli się przysunąć bliżej mnie. -Kiedy miałam 7 lat mieszkałam w Hollywood, mama wciąż pracowała, dopiero zaczynała prowadzić firmę. Nigdy nie było jej w domu. Ale tata.. ojciec -poprawiłam się, nigdy nie będę mówić 'tata' - ale ojciec też zostawał. Zostawaliśmy w trójkę. Ja, ojciec i Melania. 
-Kim jest Melania? -zapytał cicho Harry 
-Melania jest.. -łza spłynęła mi po policzku, po szyi, aż wsiąknęła w materiał koszuli. -była. Melania była moją siostrą -kolejne łzy zaczęły mi spływać. Harry przesiadł się bliżej mnie i delikatnie objął swoim ramieniem. 
- Co z Melanią? -zapytał Zayn 
- Nie żyję -szepnęłam tak cicho, że nikt nie usłyszał. Może oprócz Harrego, który praktycznie przyciskał mnie teraz do siebie. 
- Co? -zapytała Anderson, która nie dosłyszała 
- Zabił ją! Rozumiesz?! -krzyknęłam -On ją zabił -powiedziałam już ciszej, a 3 pary oczy spojrzały na mnie.


____________________________________________
Witam, witam, mam nadzieję, że się podoba:) Liczę na większą ilość komentarzy, bo to jednak motywuję:)
Pozdrawiam:* 

niedziela, 16 marca 2014

10

To dziwna sytuacja. Anderson wstrzymała powietrze, pewnie nieświadoma tego co właśnie robi, a Kate poczerwieniała na twarzy. Złość? Zażenowanie? A może coś w rodzaju wstydu? Może uważała, że Harry jest jej chłopakiem. Albo po prostu myślała, że Harry ma mnie za kompletną ofiarę, z którą nie powinno się zadawać skoro nie jestem już w drużynie.
-Zapytałam, jak to cię pocałował? -powiedziała do mnie Kate, która stoi tu dobre 4minuty. Skąd ona się wzieła? Cały czas była w kawiarence?
- Tak jak poprzednim razem gdy pytałaś -odpowiedziałam jej chłodnym głosem -A teraz jeśli możesz to nas zostaw. Przyszłyśmy tu porozmawiać, a jak tu stoisz i przysłuchujesz się co mówimy, mogę być pewna, że usłyszę to na szkolnym korytarzu.
- Narazie Kate -powiedziała sztucznie słodkim głosem Anderson
Kate mruknęła pod nosem coś w stylu 'jeszcze zobaczycie' odwróciła się na pięcie i wyszła z kawiarenki.
Spojrzałyśmy po sobie z Anderson i wzruszyłyśmy ramionami.
- No to jak to było? -zapytała mnie dziewczyna -Mów szybko, jeśli nie chcesz mówić tego przy Johnym
- Docisnął mnie do ściany i pocałował. Nie odwzajemniłam pocałunku, po jakimś czasie odepchnęłam go i wyrwałam z jego uścisku, ot cała historia
- Jaka historia? -zapytał John stawiając tacę z kawami.
-Oh, no wiesz, takie damskie historyjki -powiedziała tajemniczo Anderson i posłała mu uśmiech, chłopak nie drążył tematu
-Wiecie spotkałem kolegę, siedzi sam, co powiecie na to, żebym go do nas zaprosił? -proszę nie mówcie, że to Harry. Proszę tylko nie on. Kate w zupełności mi wystarczyła, by podwyższyć ciśnienie.
-Okej, idź po niego-powiedziała zachęcająco dziewczyna
-Co ty wyprawiasz? -syknęłam, gdy John oddalił się wystarczająco -A jeśli to Harry?
-Nie dramatyzuj, on się zgodził, żebyś z nami była. Jeśli ma być fair to jego kolega też może z nami posiedzieć. Wyluzuj trochę maleńka. Może jutro pójdziemy do klubu?
- Cieszmy się dziś, a o jutro będziemy się martwić kiedy indziej -powiedział męski głos za mną, instyktownie się odwróciłam.
Przede mną stał szeroko uśmiechnięty mulat. Ciemne włosy były znajomo zaczesane do góry. Zayn Malik, najlepszy kumpel Harrego.
-Hej Izzy -przywitał się ze mną -Andy, świetnie wyglądasz.
-Dzięki -mruknęła, ale uśmiechnęła się -Co ty tu robisz?
- Szukam kociego futra w kawie -odpowiedział sakrastycznie -a wy?
- A my tu ładnie wyglądamy -powiedział John
- Hej Izzy, nie widziałaś Harrego? -zapytał mnie Zayn
- Jak wychodziłam to był z Paulem u mnie -powiedziałam i wymusiłam uśmiech. A wcześniej całował mnie przy ścianie, dodałam w myślach.
- Chodźmy gdzieś -powiedziała Anderson -nie będziemy siedzieć tyle czasu w jednym miejscu, jesteśmy na to za młodzi i za fajni. -jej skromność zawsze mnie urzeka -No już! Ruszać tyłki.
- Okej, okej, już się nie złość -powiedział John
- Złość piękności szkodzi - dopowiedział Zayn
- Ale tobie już i tak nic nie zaszkodzi -dodałam, chłopaki się zaśmiali, a dziewczyna spojrzała na mnie wzrokiem mordercy i dołączyła śmiechem do chłopaków. 


- Hej, jestem tu od dobrego tygodnia, może dłużej a nic tu nie widziałam -powiedziałam smutnym głosem. Jak się nad tym zastanowić nie miałam kiedy pozwiedzać okolicy. Mama też była zajęta, a nie chciałam zwiedzać jej sama. Znając mnie, pewnie zgubiłabym się po 3 zakręcie od domu.
- Droga Isabelle, pragnę przedstawić Ci najwspanialszych przewodników najbliższej okolicy. -powiedział szeroko uśmiechnięty Zayn, odwrócił się plecami do mnie i lekko schylił -Zapraszam na pojazd.
- Co? -zapytałam zdezorientowana
-Wchodź na barana, będzie zabawnie -powiedział i wskazał na Anderson, która była już na plecach Johna
-okej, ale jestem ciężka, zmęczysz się -zaczęłam gadać, chodź wiedziałam, że i tak będzie kazał mi wejść na barana. A im dłużej zwlekałam tym John zużywał coraz więcej swojej siły na Anderson.
-Zamknij się i właź -powiedział mulat. O dziwo nie zabrzmiało to chamsko.
- Dobra, dobra, już wchodzę -powiedziałam i wdrapałam się na chłopaka.
Takim o to sposobem zwiedziłam najbliższą okolice, zobaczyłam kilka wspaniałych miejsc, poznałam kilku znajomych Zayn'a. Nie było wśród nich Harrego, na szczęście. Nie powiem, że nie chcę go nigdy więcej widzieć. Nie powiem, że mi na nim zależy. Nie powiem, że coś do niego czuje. Nie powiem też, że miewam o nim sny. A na pewno nigdy nie powiem, że ciesze się z tego, że go poznałam. A chrzanić to. Zależy mi na nim. Nie wiem co mam robić. Gdyby tylko on okazał się.. nawet nie wiem jaki ma być. Chciałabym żeby był sobą, ale nie jest. Nie kiedy jest, a raczej był przy mnie. Zachowuję się jak palant, na którego lecą wszystkie dziewczyny. Dobra, może i lecą, ale to i tak nie świadczy o tym, że musi być takim idiotą. Tak wiele myśli bije się w mojej głowie. Walka między tym co powinnam, a tym co chcę zrobić jest nie fair wobec innych ludzi.
-Ej Izzy, chyba odpłynęłaś -mówi Zayn z nutką rozbawienia -Co jest?
Właśnie dochodzimy pod mój dom, gdyż nasza mini wycieczka została przerwana z powodu głodu chłopaków. Stwierdziliśmy, że nie będziemy drugi raz siedzieli w jakieś knajpce, więc zaproponowałam im swój dom. Oczywiście reakcja zawsze jest taka sama, gdy ktoś stoi przed moim domem.

-Jezu, dziewczyno, ale jesteś dziana -mówi zszokowany John -Kim są twoi rodzice? Premierzy czy coś w tym stylu?
Wybucham śmiechem i patrzę na niego. On serio tak uważa. 
-Niee -mówię, kiedy mój napad śmiechu odchodzi -Mama projektuje ubrania -wyjaśniam i wchodzę na ścieżkę prowadzącą do drzwi. Oby nasi wcześniejsi goście już poszli, no przynajmniej Harry. Prowadzę za sobą chłopaków, którzy są nieco zawstydzeni moją obojętnością do wielkością tego domu. Anderson jest już raczej przyzwyczajona, była u mnie może z 2razy. Kiedy wchodzimy do domu słyszę donośny śmiech mamy. Czuję jak ktoś szturchnął mnie delikatnie w brzuch palcem. Odwracam się i widzę, że Zayn jest pochylony w moją stronę. 
- Masz bardzo podobny śmiech do mamy -nie wiem czemu mówi szeptem, ale nadaje to takiej aury tajemnicy naszej rozmowie dla osób trzecich. Kręcę głowa na jego słowa z uśmiechem od ucha do ucha. 
- Serio? Nie wiem jak to wogule możliwe. Powiedziałabym, że to przez geny, ale nie jestem co do tego taka pewna. -mówię ironicznie, a chłopak wybucha śmiechem zwracając tym uwagę pozostałych nastolatków. 
- Okej, to co chcecie zjeść? -pytam
- Isabelle, to ty? -krzyczy mama z salonu. Pewnie jest nadal z Paulem, nie dziwię się w sumie. Fajny facet, miły i pomocny.
- Tak -odkrzykuję -Cześć Paul -dodaję rozbawiona. 
- Paul? -pyta zdziwiony John
- No wiesz, chłopak mojej mamy -odpowiadam z lekkim uśmiechem.
- Dobra, idziemy jeść. -mówi Anderson. 
Czuję jak Zayn porywa mnie z podłogi i przerzuca sobie przez ramię. 
- Prowadź -mówi do Anderson, która kiwa w odpowiedzi głową i zmierza w stronę kuchni. 
Chłopak trzyma ręce przy moim tyłku, czuję, że z każdym krokiem jedna dłoń sunie delikatnie do góry. Zayn idzie za Anderson, która porusza się doskolane znając teren, chwilę później stoi wryta w ziemię. Chłopak, który mnie niesie też sztywnieje. Nie wiem co się dzieję. Szarpię się, by zejść z chłopaka, lecz jest to zupełnie niepotrzebne, gdyż chłopak wogule nie protestuje. Patrzę przez chwilę w oczy Zayn'a, który jest wpatrzony coś za mną. Odwracam się w tamtą stronę, nieświadoma tego co mogę dostrzec. 
Harry Styles w mojej kuchni, nie jest sam.
Chłopak jest bez koszulki.
Stoi obok blond dziewczyny, obok Kate Nage, która także nie ma koszulki.  


piątek, 14 marca 2014

9

-Pomagasz z układem cheerleaderskim? -zapytał mnie Paul, kiedy siedzieliśmy przy stole po zjedzonym obiedzie. Wypuściłam wstrzymywane powietrze i spojrzałam na niego pytająco. - Emily mówiła mi, że jesteś cheerleaderką -wyjaśnił.
- A, no pewnie, że mówiła -powiedziałam obojętnie, wzruszyłam ramionami i powiedziałam: nie jestem już cheerleaderką.
- Co? Kochanie, co ty mówisz? Jak to nie jesteś? -mama chwyciła mnie za rękę, która leżała na stole.
- Wyrzuciły mnie -mówię wprost, nie ma sensu niczego ukrywać. Mama i tak by się dowiedziała.
- Nie mogą cię tak po prostu wyrzucić -protestuje mama, nie wiem czy stara się utrzymać konwersacje, czy chcę pokazać jaką jest mamą przed naszymi, co ja mówię? przed jej gośćmi.
- Mamo -jęczę -Daj spokój. Jestem duża, dam sobie radę. -'jestem duża, dam sobie radę' jako tradycyjny argument. Tradycyjny argument, który mama zawsze podważy.
- A ja jestem twoją matką i chcę wiedzieć co się dzieje. Więc słucham. -mówi stanowczym głosem mama. Tym głosem, co nie lubi jakiegokolwiek sprzeciwu. -Co za dziewczyny cię wyrzuciły?
Kate Nage, która kupuje twoje ubrania ze starych kolekcji. Jezu, przecież tak nie powiem. Rzuciłam okiem na Paula, który patrzył to na mamę, to na mnie, nie wiedząc jak się zachować. Natomiast Harry uważnie mnie obserwował. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Harry ci chętnie opowie o swojej dziewczynie -powiedziałam złośliwie i wstałam od stołu. -Ale wiecie co? Ja muszę już..
- To nie jest moja dziewczyna! -warknął po chwili Harry przerywając mi
- Cokolwiek -powiedziałam obojętnie -Muszę już iść.
Zrobiłam krok do tyłu, a ręką Harrego owinęła się wokół mojego nadgarstka. Spojrzałam na niego morderczym wzrokiem.
- Ona nie jest moją dziewczyną -powiedział cicho
- Okej, wolisz określenie 'dziewczyna do pieprzenia'? -zapytałam podle- Więc mamo, Harry ci chętnie opowie o swojej dziewczynie do pieprzenia.
- Isabello! -powiedziała ostrzegawczo mama. Harry nie puszczając mojego nadgarstka wstał od stołu.
- Puść mnie, idioto -warknęłam i zaczęłam się wyrywać. Chłopak przytrzymał mnie drugą ręką za ramię i nic nie mówiąc wyprowadził mnie z pokoju. -Co ty, do cholery, wyprawiasz?
Za rogiem pchnął mnie na ścianę i przycisnął swoje ciepłe usta do moich.

 Poczułam jego oddech na moim policzku, kiedy przekrzywił głowę by pogłębić pocałunek. Jego usta ruszały się z wyraźną wprawą podczas gdy moje były nieruchome. Warknął, chyba brak reakcji z mojej strony go rozzłościł. Jego ręce owinęły się wokół mojej talii chcąc przyciągnąć bliżej siebie. Mój umysł, który chwilowo się zawiesił przez zapach jego perfum, zapach przy którym nie umiałam się skupić i myśleć, w końcu odzyskał nad sobą panowanie i zmusił moje ciało od oderwania Harrego ode mnie. 
- Nie rób tego więcej -warknęłam i ostatecznie wydostałam się z objęć chłopaka -Nie mam zamiaru być jak Kate.
Po tych słowach odeszłam szybkim chodem w stronę schodów, które pokonałam w nadzwyczajnym tempie. Ruszyłam do swojego pokoju, przekroczyłam próg pokoju i od razu rzuciłam się w stronę łóżka, chwytając po drodze telefon.
- Anderson, musimy porozmawiać -powiedziałam do telefonu, kiedy dziewczyna, po 4 sygnałach odebrała swoją komórkę.

*Harry*

Pocałowałem ją. Jezu, ja ją pocałowałem! Co mi odbiło do tego głupie łba? Przecież to było wiadome, że nie odwzajemni pocałunku! Albo, że mnie odepchnie! I po co mi to było? Czasem nie panuję nad swoimi pragnieniami. Teraz ma mnie pewnie za jakąś szuje, a co gorsza uważa, że Kate jest moją dziewczyną. Co prawda była nią kiedyś, ale teraz? Gdyby tylko mnie wysłuchała... Jezu, ale wszystko schrzaniłem.
Jestem Harry Styles i jestem kompletnym głupcem. 

*Isabella* 

-Możemy się spotkać? -pytam Anderson, która od 5min opowiada o nowo poznanym chłopaku.
- Wiesz, umówiłam się już z Johnem -mówi przepraszająco -ale zaraz do niego napisze i zapytam czy możesz iść ze mną. W sumie czuła bym się swobodniej, ale jeśli zacznie cie podrywać masz nie reagować -mówi i zaczyna się śmiać 
-Okej, okej, zrozumiałam, jest cały twój. Nie patrzeć, nie mówić, nie dotykać, jasne -żartuję
- No, i to ja rozumiem. Napisze ci zaraz smska, ok? Gdzie, co i jak. Nara maleńka -mówi Anderson i rozłącza się nie dając mi żadnej możliwości na odpowiedź. 
3 minuty później przychodzi sms. "Starbucks, ten 10 min od ciebie, za 30 min, zgodził się. Pamiętaj bez podrywu! Jest mój" 
Odpisałam "Nie śmiałabym zabierać ci chłopaka, ok" i zaczęłam się szykować. 
   Po zrobieniu lekkiego makijażu, założeniu koszuli z kołnierzykiem i spodni, w których moje nogi wyglądają na dłuższe i szczuplejsze, wzięłam plecak i wrzuciłam do niego najpotrzebniejsze rzeczy. Ruszyłam do salonu, z którego dochodził głośny śmiech mamy i Paula. Uważam to za niezwykle słodkie, że moja mama kogoś ma, że znów kogoś pokochała. Cieszę się, że znalazła Paula.
Kiedy weszłam do salonu Harry podniósł na mnie wzrok, posłał bezczelny uśmiech i wrócił wzrokiem do telefonu. Pewnie pisze z Kate. Przewróciłam oczyma i spojrzałam na mamę i Paula, którzy siedzieli na jednym fotelu. To znaczy Paul na fotelu, a mama na kolanach Paula. Szalejesz mamo! 
- Chciałam tylko powiedzieć, że wychodzę -oświadczyłam mamie 
- Tylko nie wróć za późno -ostrzegł mnie żartobliwie Paul, posłałam mu leniwy uśmiech
- Masz telefon? -zapytała mama, na co w odpowiedzi pomachałam jej swoim IPhonem. Kiwnęłam głową i odwróciłam się w stronę wyjścia z pokoju, gdy stałam w progu mama zawołała:
-Ślicznie wyglądasz, myszko 
- Mamo, no.. -zaczęłam jęczeć, ale się uśmiechnęłam na jej komplement
- Tak, ślicznie wyglądasz, MYSZKO -powiedział Harry i głupio się uśmiechnął. Jak dziecko, jak dziecko..

*Harry* 

Nie mogłem się powstrzymać, musiałem powiedzieć, że ślicznie wygląda. Nawet jeśli starałem się obrócić w jakąś kąśliwą uwagę powiedziałem swoje zdanie. Te spodnie niesamowicie prezentowały jej nogi długie nogi, a tyłek wyglądał nieziemsko. Słyszałem jak zamyka drzwi wejściowe, wstałem i przeciągnąłem się.
- Idziesz gdzieś? -zapytał mnie Paul
- Ta- mruknąłem -nie będę patrzył jak dwójka starców migdali się do siebie. -rzuciłem z uśmiechem, zarzuciłem kurtkę na plecy i puściłem im oczko -nie roznieście domu. 
Słyszałem ich śmiech kiedy zamykałem drzwi. Ruszyłem w stronę mojego domu. 

*Isabella*

-Hej, Isabella -powiedziałam i podałam rękę chłopakowi, który właśnie przyszedł z Anderson do kawiarni. 
- John, miło mi. Wiele o tobie słyszałem -powiedział i przyjaźnie się uśmiechnął. Brązowe, śmiejące się oczy, figlarny uśmiech, typowy przystojniak.

Posłałam uśmiech Anderson. 
- Uwierz mi, ja też dużo o tobie słyszałam. To co zamawiamy? 
- To ja pójdę -zaoferował się John -Co chcecie? 
- Cappuccino karmelowe -odpowiedziałyśmy w tym samym momencie z Anderson, chłopak parsknął śmiechem i poszedł w stronę kasy. 
-Co sądzisz? -zapytała mnie dziewczyna
- Miły, przystojny, uroczy -posłałam dziewczynie uśmiech. -Fajny, fajny, trzymaj go blisko siebie. 
-Jak blisko? -zapytała zaczepnie
- Najbliżej jak się da. -rzuciłam jej uśmiech i założyłam włosy za ucho. -Jest taka sprawa... no wiesz.. Harry.. eh no.. Harry wziął.. no on.. 
-No on co? Powiedz to wreszcie -dziewczyna patrzyła na mnie wyczekująco -Izz, mów.
- Harry mnie pocałował! -powiedziałam podniesionym głosem. 
- Jak to?! -powiedziała zaskoczona Anderson
-Co?! Co to znaczy, że Harry cię pocałował? -usłyszałam za sobą zdziwiony głos.

poniedziałek, 10 marca 2014

8


-No i co zamierzasz zrobić? Tak po prostu zbierzesz ładne dziewczyny? Puścisz muzykę i co? W ciągu 6 tygodni nie nauczą się tańczyć! Nie na taki poziom! A dodatkowo ładne dziewczyny są leniwe! To będzie koszmar, i doskonale zdajesz sobie z tego sprawę. -mocno dramatyzuję, wiem o tym, ale jakoś muszę się wyładować. Gdyby nie było tu Anderson już dawno byłabym na górze, w swoim artystycznym pokoju. Mama często nazywa te pokoje otchłanią, bo gdy tam wchodzę nie ma mnie przez połowę dnia.
- Izzy, znam takie co nie są leniwe, a są piękne-powiedziała Anderson, po czym spojrzała na mnie znacząco i uśmiechnęła się zaczepnie -nie jesteś leniwa, prawda?
-och, zamknij się -powiedziałam ze śmiechem -To jak to widzisz, co? Werbujemy ładne dziewczyny, dajemy im krótkie spódniczki i niech pokazują tyłek na zawodach? Dupą świata nie podbiją!
- Słodko, że uważasz, iż siedzimy w tym razem. - posłała mi najszerszy uśmiech jaki kiedykolwiek u niej widziałam - Ale nie, nikt tu tyłka wypinać nie będzie. No może oprócz Kate.  Więc przewidziałam taki obrót spraw. Zamówię nam trenerkę, jest świetna. Rusza się niesamowicie, z gracją, jej układy mogą podbijać świat. - mówi podekscytowana, z wielkim uśmiechem na twarzy -Już dzwonię, bądź cicho.
Słyszę jak telefon dzwoni mi z kurtki, którą rzuciłam gdzieś w przedpokoju. Wychodzę bez słowa, by nie przerywać Anderson. Kiedy prawie mam już telefon w ręce, on przestaje dzwonić. Za chwilę znów wydobył się dźwięk dzwonka. Na ekranie pojawia się szereg liczb:
662-459-325
Wypuszczam powietrze, które nieświadomie wstrzymywałam i odbieram dzwoniący telefon.
-Halo? -staram się brzmieć przyjemnie
-Wróć tu do salonu, idiotko. -mówi rozbawiony głos Anderson -Mam dla ciebie ważną wiadomość.
Ruszam w stronę dużego pokoju, gdzie zostawiłam wcześniej dziewczynę. Leży rozłożona na sofie, a kiedy wchodzę nawet nie zmienia pozycji. Nogi na oparciu, a głowa delikatnie spada w dół.
- Witam, witam, pani trener. -mówi Anderson poważnym tonem

*Harry*

-Zayn! Zayn, otwieraj te pieprzone drzwi! -krzyczę i walę pięściami do drzwi od 10minut. Zwariować można. Chyba za inwestuję i kupię mu obroże magnetyczną i przyczepie do kutasa. Może wtedy zareaguje i ruszy dupę, by otworzyć mi te drzwi. Dzwonię dzwonkiem i znów pukam, dzwonie, pukam i tak w kółko. 
- Zayn! Napalone laski są ze mną! -krzyczę na tyle głośno, by usłyszał ze swojej sypialnie, jednakże ludzie przechodzący po ulicy posyłają mi dziwne spojrzenia.
 Słyszę ciężki tupot stóp. Dzięki ci Boże.
- Czego? -pyta Zayn przez zamknięte drzwi
- Przyszedłem ukraść ci brykę. A walę do drzwi, bo może chcesz o tym wiedzieć. -mówię sarkastycznie, a za chwilę zniżam głos -Otwieraj te drzwi, idioto.
Chłopak przesuwa zasuwę i po chwili drzwi się otwierają. Zayn stoi bez koszulki, a spodnie dresowe ma nisko opuszczone na biodrach. Patrzy na mnie wzrokiem mordercy. 
- Obudziłeś mnie -rzucił oskarżającym tonem - Mów czego chcesz i daj mi pospać
- Chcę podwoić stawkę -mówię na jednym wdechu
- Co? Pewnie coś za tym stoi -stwierdza i patrzy uważnie na moją twarz, kiedy zadaje kolejne pytanie -Tu chodzi o nią? O Isabelle?
- Taa, obecnie mnie nienawidzi -mruknąłem - potrzebuję więcej czasu.
- Nic nowego, wiele lasek cie nienawidzi -wzrusza ramionami -co wcale nie znaczy, że nie przespały by się z tobą kolejny raz. Więc co zrobiłeś bogatej blondi? 
- Nie mów tak na nią -bronię jej, jakbym mógł pozwolić komukolwiek ją obrażać? - Nic jej nie zrobiłem. Po prostu przeleciałem Kate. Potem poszedłem z nią na jej trening, a ona wymyśliła jakieś gówno dla Izzy, żeby ją wylać z drużyny. Rozumiesz? Walała ją bez powodu! 
- I dlatego Cie nienawidzi? Bez przesady, tylko przeleciałeś byłą dziewczynę -no tak, dla niego to nic nie znacząca dziewczyna.
- Nie, Kate powiedziała jej, że ze sobą spaliśmy. A potem widziała nas jak się całowaliśmy. Po tym jak ją wylała. - mówię, a moja głowa coraz bardziej spada w dół ze całkowitego zażenowania moim zachowaniem. Nic nie powiedziałem Kate, nie stanąłem w obronie Izzy. 
- Stary, chyba wpadłeś -podniósł mi głowę i spojrzał w moje oczy, westchnął - i to porządnie. 
Nie powiedziałem nic, nie dałem mu żadnego znaku na potwierdzenie jego słów, ale myślę, że po tylu latach znajomości zna mnie lepiej niż ja sam siebie. 
- To co, chcesz zerwać zakład? -zapytał 
- Nie? Jestem Harry Styles! Jestem zdobywcą!. - i jestem kompletnie zauroczony Isabellą Soul.

*Isabella*

- Co? Nie, nie ma mowy! -próbuję się bronić przed pomysłem Anderson. Dziewczyna spojrzała na mnie smutnym wzrokiem.
- Izzy, musimy, nie mamy wyjścia! -powiedziała i zaczęła zbierać swoje rzeczy z salonu -Musze się zbierać, ale obiecaj mi, ze chociaż to przemyślisz. 
Poddaje się, powinnam to dla niej zrobić. Ona stanęła w mojej obronie i dobrowolnie odeszła z drużyny, której za rok prawdopodobnie była by kapitanem. Przytaknęłam jej głową i podeszłam do niej. Rozłożyłam ramiona, a dziewczyna delikatnie w nie weszła i otuliła swoimi. 
- Dziękuję Anderson, za wszystko -szepnęłam
- Nie ma za co, kochanie -skradła mi buziaka w policzek i odsunęła się ode mnie -Serio, muszę iść. Umówiłam się z mamą, że będę wcześniej. 
Ruszyła w stronę drzwi i rzuciła krótkie 'nara maleńka' po czym zamknęła za sobą drzwi. 
Zostałam sama. Znowu sama. Sama w dużym domu. Cudownie..

Poobijałam się jakiś czas, ale zaczęło mi się to nudzić. Weszłam na piętro do pokoju z lustrami, gdzie mogłam spokojnie tańczyć. Pokój jest bardzo przestronny, a lustra na ścianach z każdej strony odbijają moje odbicie. W prawym rogu pokoju znajduję się cała potrzebna elektronika. Wielkie głośniki, kilka mniejszych rozmieszczonych na ścianach pod sufitem. No i oczywiście radiostacja i notebook, bez których taniec staje się nudny. Taniec bez muzyki to jak płatki bez mleka. Suche, ale nadal zjadliwe.  Mama od zawsze wolała mój taniec od malowania, więc pchała mnie w tamtą stronę. Zapisywała mnie na różne warsztaty, na które nie mogłybyśmy sobie pozwolić, gdyby nie jej praca. 
Stanęłam na środku pokoju, włączyłam muzykę z pilota, który za chwilę potoczył się po podłodze pokoju. Muzyka przepłynęła przez moje ciało i zaczęła wprawiać je w ruch. 

 
-Kochanie, o mój Boże! Ty tańczysz! -krzyknęła uradowana mama, która trzymała za rękę Paula. Harry opierał się o framugę drzwi.
-Tańczyłam, zanim mi nie przerwaliście - wyłączyłam muzykę i odparłam obojętnym tonem, ale po skrzywionej minie mamy, wnioskuję, że przesadziłam z tą obojętnością. Posłałam jej lekki uśmiech -ale mogę wam coś pokazać, jeśli chcecie zobaczyć. 
-Pokazuj, a nie gadasz -powiedział cały w skowronkach Paul.Włączyłam od nowa piosenkę, ustawiając chwilę przed refrenem. 

 

Zostałam nagrodzona brawami, a Harry zaczął gwiżdżeć na palcach. Mój entuzjazm przygasł kiedy przeniosłam swój wzrok na niego. Wdech, wydech, wdech..



_______________________________________________
Okej, kilka rzeczy:)!

1. https://www.facebook.com/handmadeprzytulaki?fref=ts wchodzimy, dajemy lajka, ogladamy rzeczy:)!
2. Chciałabym, żebyście więcej komentowali:) Co wam się podoba, a co nie:) 
3. Przepraszam, że dawno nic nie dodwałam, ale nie miałam weny, a nie chciałam by było coś zrobione do dupy. 
4. Wchodzimy, pokazujemy bloga znajomym, udostępniamy go na fejsach, askach, sraskach i tym podobnych 
5. Dziękuję za uwagę i zachęcam do komentowania:)!