- Tak, kochanie? -zapytałem i nachyliłem się nad jej twarzą. Włosy delikatnie opadały jej na twarz i zakrywały widoczność. Odgarnąłem je jej za ucho.
- Harry - zaczęła -Harry.. ja...
- Ty co, kochanie? -przerwałem jej. Wiem, niepotrzebnie, mogłem tego nie robić, ale nie mogłem wytrzymać. Jak najszybciej chcę się dowiedzieć, co chce mi powiedzieć.
- Harry.. jesteś idiotą -w końcu wydusiła - i wyjdź z mojego pokoju.
Au, nie tego się spodziewałem. Westchnąłem, nachyliłem się do dziewczyny i skradłem jej szybkiego buziaka w policzek. Odwróciła się twarzą w drugą stronę i wymamrotała coś w stylu 'odwal sie'. Ponownie westchnąłem, wstałem z jej łóżka i zniknąłem z pokoju.
Następnego dnia nie pojawiła się w szkole, i następnego, i następnego. Nie było już jej jakiś tydzień. Nie odbierała też telefonu ode mnie, a co bardziej dziwne nie odbierała go też od Anderson. Zaczęło mnie poważniej martwić. A jeśli wyjechała? Nie, to niemożliwe. Paul też by chodził poddenerwowany i zmartwiony. Więc to mogę odrzucić na starcie. A może sytuacja z Kate tak ją irytuje, że postanowiła zmienić szkołę? Nie, na pewno powiedziała by Anderson. No i nie przeniosła by się ze względu na Kate. A..a może to moja wina?
- Harry! Co z Izzy? -zapytała mnie w czwartkowe popołudnie Anderson
- Nie wiem, nie odbiera ode mnie. -powiedziałem i zacząłem butem bawić się kupką piasku na ziemi. -Właśnie chciałem do niej iść.
- O, mogę iść z Tobą? Czy chciałeś być z nią sam? -zaczęła podpuszczać
- Sam. -odpowiedziałem, ale posłałem dziewczynie uśmiech.
- A po co? -zapytała głupkowato z szerokim uśmiechem.
- Żeby głupi miał pytanie -odpowiedziałem niemiło.
- Ej, ej, kolego. Tak się bawić nie będziemy. -powiedziała stanowczym głosem. -No słucham!
- Tak, chciałem iść sam, żeby spędzić z nią trochę czasu. -powiedziałem na wdechu
- Uuuu -zaczęła Anderson, szturchnąłem ją by przestała
- Czyli jednak wpadła ci w oko -stwierdziła
- No, chyba nawet mocno -powiedziałem szczerze i spuściłem głowe w dół.
*Isabella*
Od kilku dni stałam się chodzącym trupem. Mało jem, mało śpię, mało mówię. Najczęściej siedzę w pokoju tanecznym lub u Melanii. Kiedy nie tańczę patrzę się przed siebie, potrafię tak całymi dniami. To taki stan, w którym wyglądam jakbym się tylko zapatrzyła, lecz w mojej głowie myśli biją się ze sobą. Ostatnio nie chodzę do szkoły, bo jaki ma to sens? Mama o wszystkim wie i rozumie. Pierwszy raz rozmawiałam o Melanii z kimś innym niż mama. Przypomnienie sobie tego wszystkiego było ciężkie i teraz nie mogę przerzucić się na ten tryb 'wszystko jest okej', oczywiście póki nie zajrzysz głębiej.
W czwartek postanowiłam zacząć wymyślać układ. Anderson i kilka jej koleżanek, których jeszcze nie poznałam, mamy zamiar pokonać Kate i szkolną drużynę cheerleaderek.
Przebrałam się w dres i luźną koszulkę, po czym włączyłam muzykę i zaczęłam się ruszać.
*Harry*
Doszliśmy w ciszy pod dom Izzy. Było słychać muzykę przez otwarte okno. Pewnie Izzy się odstresowuje, zawsze lepiej tańcem niż żyletką. Przyłożyłem palec do ust i szepnąłem do Anderson
-Cicho bądź, zobaczymy jak tańczy gdy jest sama -powiedziałem i delikatnie otworzyłem drzwi, które nie były w żaden sposób zamknięte. Raj dla złodziei. Zakodowałem sobie, żeby później opieprzyć Izzy za zupełny brak rozumu. Sama w wielkim domu, a drzwi otwarte. Czy ona kiedykolwiek myśli?
Wspięliśmy się po schodach, najciszej jak potrafiliśmy. Nie było to trudne zadanie, bo muzyka głośno grała. Była smutna, zapewne jak Izzy od kilku lat.
Lekko uchyliłem drzwi i przepuściłem Anderson pod swoim ramieniem, by też mogła dostrzec niesamowite ruchy Isabelli.
Czasem patrzę na nią i nie wierzę. Nie wierzę, że są na świecie ludzie, którzy potrafią zrobić coś tak pięknego z niczego. Isabella jest niesamowitą tancerką, porusza się z gracją, ma wyczucie rytmu oraz ciekawe ruchy.
O, Mój, Boże. Jak ona to zrobiła? Spojrzałem zdziwiony na Anderson, który ochoczo pokiwała głową w stronę Izzy.
- To nie wszystko co potrafi -powiedziała cicho.
Piosenka się skończyła i z wielkich głośników zaczęła lecieć kolejna, szybsza, nieco weselsza. Izzy zaczęła się wygłupiać, jakby świadoma publiczności. W tańcu podciągnęła koszulkę, ukazując swój wysortowany brzuch, wystawiła język, puściła rękami koszulkę, która znów zakryła brzuch dziewczyny.
Stanie i patrzenie na dziewczynę było czystą przyjemnością. Nie wiedziałem czy mamy się już ujawniać, że tu jesteśmy, czy jeszcze poczekać. W końcu nie wyjdziemy teraz, kiedy wiem, że drzwi nie były zamknięte. Nie wiedziałbym jak jej to powiedzieć. Przynajmniej taka jest wersja dla Anderson. A jaka jest prawdziwa? Nie chcę iść, nie chcę opuszczać Izzy, nie chcę zostawić jej samej w tym wielkim domu. Nie chcę i już. Może i zachowuję się jak rozkapryszone dziecko, ale chcę tu zostać i nadal chcę być oczarowywany przez jej ruchy.
Anderson, która, kiedy ostatnio na nią spojrzałem, była oparta o drzwi od pokoju. Co robi w tym momencie? Leży na podłodze i zbiera, wraz ze mną, mordercze spojrzenia od Isabelli. Ups, znowu coś nam nie wyszło.
- Co, wy, do jasnej cholery, tu robicie?! -krzyknęła Izzy, kiedy Anderson zaczęła zbierać się z podłogi. Masując okolice prawego biodra.
- Ej mała wrzuć na luz -powiedziała Anderson, która swoimi słowami roznieciła kiełkujący ogień w Isabelli.
- Wrzuć na luz? -zapytała Izzy -Czy ty siebie słyszysz? Mam dość! Mam dość, że nie mam chwili dla siebie, bo Harry ciągle się gdzieś kręci. Raz się kręci, raz nie ma go tydzień. Potrzebuję jakieś stabilizacji! Ja też mam jakieś granice!
- Uspokój się -powiedziała Anderson
- Nie -powiedziała Izzy - Mam dość. Po prostu mnie zostawcie.
Przez tę krótką rozmowę się nie odezwałem, ale teraz postanowiłem podejść do Izzy
- Izzy, słuchaj -zacząłem trochę niepewnie -rozumiem, że przez ostatni czas często się kręcę wokół ciebie, ale..
- Żadnych 'ale' Harry, daj mi spokój. Po prostu daj mi spokój. - powiedziała i odwróciła się do mnie plecami.
Wyszedłem z pokoju i pociągnąłem za sobą Anderson, która nie do końca rozumiała sytuację przed chwila zaistniałą. Spoko Anderson, przynajmniej jest nas dwoje.
*Isabella*
Nie do końca zrozumiałam swój nagły wybuch, ale czułam, że był mi potrzebny. Do takiego odseparowania się od tego wszystkiego i spojrzenia na wszystko z perspektywą. O tak, z bardzo daleką perspektywą.



