piątek, 28 marca 2014

13

- Harry -powiedziała cichym, zachrypniętym głosem.
- Tak, kochanie? -zapytałem i nachyliłem się nad jej twarzą. Włosy delikatnie opadały jej na twarz i zakrywały widoczność. Odgarnąłem je jej za ucho.
- Harry - zaczęła -Harry.. ja...
- Ty co, kochanie? -przerwałem jej. Wiem, niepotrzebnie, mogłem tego nie robić, ale nie mogłem wytrzymać. Jak najszybciej chcę się dowiedzieć, co chce mi powiedzieć.
- Harry.. jesteś idiotą -w końcu wydusiła - i wyjdź z mojego pokoju.
Au, nie tego się spodziewałem. Westchnąłem, nachyliłem się do dziewczyny i skradłem jej szybkiego buziaka w policzek. Odwróciła się twarzą w drugą stronę i wymamrotała coś w stylu 'odwal sie'. Ponownie westchnąłem, wstałem z jej łóżka i zniknąłem z pokoju.
Następnego dnia nie pojawiła się w szkole, i następnego, i następnego. Nie było już jej jakiś tydzień. Nie odbierała też telefonu ode mnie, a co bardziej dziwne nie odbierała go też od Anderson. Zaczęło mnie poważniej martwić. A jeśli wyjechała? Nie, to niemożliwe. Paul też by chodził poddenerwowany i zmartwiony. Więc to mogę odrzucić na starcie. A może sytuacja z Kate tak ją irytuje, że postanowiła zmienić szkołę? Nie, na pewno powiedziała by Anderson. No i nie przeniosła by się ze względu na Kate. A..a może to moja wina?
- Harry! Co z Izzy? -zapytała mnie w czwartkowe popołudnie Anderson
- Nie wiem, nie odbiera ode mnie. -powiedziałem i zacząłem butem bawić się kupką piasku na ziemi. -Właśnie chciałem do niej iść.
- O, mogę iść z Tobą? Czy chciałeś być z nią sam? -zaczęła podpuszczać
- Sam. -odpowiedziałem, ale posłałem dziewczynie uśmiech.
- A po co? -zapytała głupkowato z szerokim uśmiechem.
- Żeby głupi miał pytanie -odpowiedziałem niemiło.
- Ej, ej, kolego. Tak się bawić nie będziemy. -powiedziała stanowczym głosem. -No słucham!
- Tak, chciałem iść sam, żeby spędzić z nią trochę czasu. -powiedziałem na wdechu
- Uuuu -zaczęła Anderson, szturchnąłem ją by przestała
- Czyli jednak wpadła ci w oko -stwierdziła
- No, chyba nawet mocno -powiedziałem szczerze i spuściłem głowe w dół.

*Isabella*

Od kilku dni stałam się chodzącym trupem. Mało jem, mało śpię, mało mówię. Najczęściej siedzę w pokoju tanecznym lub u Melanii. Kiedy nie tańczę patrzę się przed siebie, potrafię tak całymi dniami. To taki stan, w którym wyglądam jakbym się tylko zapatrzyła, lecz w mojej głowie myśli biją się ze sobą. Ostatnio nie chodzę do szkoły, bo jaki ma to sens? Mama o wszystkim wie i rozumie. Pierwszy raz rozmawiałam o Melanii z kimś innym niż mama. Przypomnienie sobie tego wszystkiego było ciężkie i teraz nie mogę przerzucić się na ten tryb 'wszystko jest okej', oczywiście póki nie zajrzysz głębiej.
W czwartek postanowiłam zacząć wymyślać układ. Anderson i kilka jej koleżanek, których jeszcze nie poznałam, mamy zamiar pokonać Kate i szkolną drużynę cheerleaderek. 
Przebrałam się w dres i luźną koszulkę, po czym włączyłam muzykę i zaczęłam się ruszać. 

*Harry*

Doszliśmy w ciszy pod dom Izzy. Było słychać muzykę przez otwarte okno. Pewnie Izzy się odstresowuje, zawsze lepiej tańcem niż żyletką. Przyłożyłem palec do ust i szepnąłem do Anderson
-Cicho bądź, zobaczymy jak tańczy gdy jest sama -powiedziałem i delikatnie otworzyłem drzwi, które nie były w żaden sposób zamknięte. Raj dla złodziei. Zakodowałem sobie, żeby później opieprzyć Izzy za zupełny brak rozumu. Sama w wielkim domu, a drzwi otwarte. Czy ona kiedykolwiek myśli?
Wspięliśmy się po schodach, najciszej jak potrafiliśmy. Nie było to trudne zadanie, bo muzyka głośno grała. Była smutna, zapewne jak Izzy od kilku lat. 
Lekko uchyliłem drzwi i przepuściłem Anderson pod swoim ramieniem, by też mogła dostrzec niesamowite ruchy Isabelli. 
Czasem patrzę na nią i nie wierzę. Nie wierzę, że są na świecie ludzie, którzy potrafią zrobić coś tak pięknego z niczego. Isabella jest niesamowitą tancerką, porusza się z gracją, ma wyczucie rytmu oraz ciekawe ruchy. 
O, Mój, Boże. Jak ona to zrobiła? Spojrzałem zdziwiony na Anderson, który ochoczo pokiwała głową w stronę Izzy. 
- To nie wszystko co potrafi -powiedziała cicho. 


Piosenka się skończyła i z wielkich głośników zaczęła lecieć kolejna, szybsza, nieco weselsza. Izzy zaczęła się wygłupiać, jakby świadoma publiczności. W tańcu podciągnęła koszulkę, ukazując swój wysortowany brzuch, wystawiła język, puściła rękami koszulkę, która znów zakryła brzuch dziewczyny.



Stanie i patrzenie na dziewczynę było czystą przyjemnością. Nie wiedziałem czy mamy się już ujawniać, że tu jesteśmy, czy jeszcze poczekać. W końcu nie wyjdziemy teraz, kiedy wiem, że drzwi nie były zamknięte. Nie wiedziałbym jak jej to powiedzieć. Przynajmniej taka jest wersja dla Anderson. A jaka jest prawdziwa? Nie chcę iść, nie chcę opuszczać Izzy, nie chcę zostawić jej samej w tym wielkim domu. Nie chcę i już. Może i zachowuję się jak rozkapryszone dziecko, ale chcę tu zostać i nadal chcę być oczarowywany przez jej ruchy. 
Anderson, która, kiedy ostatnio na nią spojrzałem, była oparta o drzwi od pokoju. Co robi w tym momencie? Leży na podłodze i zbiera, wraz ze mną, mordercze spojrzenia od Isabelli. Ups, znowu coś nam nie wyszło. 
- Co, wy, do jasnej cholery, tu robicie?! -krzyknęła Izzy, kiedy Anderson zaczęła zbierać się z podłogi. Masując okolice prawego biodra. 
- Ej mała wrzuć na luz -powiedziała Anderson, która swoimi słowami roznieciła kiełkujący ogień w Isabelli. 
- Wrzuć na luz? -zapytała Izzy -Czy ty siebie słyszysz? Mam dość! Mam dość, że nie mam chwili dla siebie, bo Harry ciągle się gdzieś kręci. Raz się kręci, raz nie ma go tydzień. Potrzebuję jakieś stabilizacji! Ja też mam jakieś granice!
- Uspokój się -powiedziała Anderson 
- Nie -powiedziała Izzy - Mam dość. Po prostu mnie zostawcie. 
Przez tę krótką rozmowę się nie odezwałem, ale teraz postanowiłem podejść do Izzy
- Izzy, słuchaj -zacząłem trochę niepewnie -rozumiem, że przez ostatni czas często się kręcę wokół ciebie, ale..
 - Żadnych 'ale' Harry, daj mi spokój. Po prostu daj mi spokój. - powiedziała i odwróciła się do mnie plecami. 
Wyszedłem z pokoju i pociągnąłem za sobą Anderson, która nie do końca rozumiała sytuację przed chwila zaistniałą. Spoko Anderson, przynajmniej jest nas dwoje. 

*Isabella*

Nie do końca zrozumiałam swój nagły wybuch, ale czułam, że był mi potrzebny. Do takiego odseparowania się od tego wszystkiego i spojrzenia na wszystko z perspektywą. O tak, z bardzo daleką perspektywą.





niedziela, 23 marca 2014

12

-Cii, no już, spokojnie -mówiła do mnie Anderson, kiedy zaniosłam się płaczem. Nie wiem czemu otworzyłam się przed nimi, nigdy nikomu o tym nie mówiłam. Coś się zmieniło, ja się zmieniłam. Próbowałam unormować, albo chociaż odzyskać oddech. Wzięłam kilka głębszych wdechów. Wytarłam mokrą od łez twarz.
- Hej, już okej? -zapytał mnie Harry. Zrobił to tak czule, że zastanawiałam się czy to na pewno on.
- Tak -pociągnęłam nosem -już okej. Za..Zaraz wrócę, dobrze?
- Mam iść z tobą? -zapytała mnie Anderson
- Nie, muszę to zrobić sama -odpowiedziałam jej wstając z podłogi.
Anderson też wstała, przytuliła mnie i szepnęła na ucho -jesteś strasznie dzielna, mała.
Wyszłam z pomieszczenia i zmierzałam w stronę pokoju znajdującego się na końcu tego piętra.
Kiedy stanęłam przed drzwiami przeszedł mnie dreszcz. Okej, kiedyś muszę tam wejść.
W każdym nowym domu jest taki pokój, w którym trzymamy rzeczy Melanii. Ubrania, zdjęcie, pamiątki. To taki pokój wspomnień. Nie wchodzę do niego odkąd..odkąd ją zabił. Zawsze gdy o tym myślę gniew buduję się w moim ciele. Nie rozumiem jak mógł to zrobić. Zabił własną córkę! Człowieka, którego sam stworzył. O czym myślał, kiedy wbijał jej nóż w serce? Albo, czy dręczą go koszmary z tamtego dnia? Czy gdybym była w domu z matką, nas też by zabił? Co nim kierowało? Czy żałuje? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi.
Weszłam do pokoju Melanii, który nie zmienił swojego stylu, umeblowania czy nawet koloru ścian. A może to zwykły przypadek, że ściany są niebieskie? Tak jak w Hollywood? A może one były zielone? Nie wiem, nie mogę sobie przypomnieć. Tak bardzo chciałam sobie przypomnieć czemu wyszłyśmy z mamą do centrum. Ale nigdy nie mogłam, teraz też nie potrafię. Ta bezradność jest okropna.
Biały zegar, którego wskazówki się zatrzymały na porze obiadowej, wisi po prawej stronie pokoju. Na przeciwko stoi wielka szafa, z której zawsze wysypywały się ciuchy. Melania i tak zawsze powtarzała 'Nie mam w co się ubrać'. Kolejne łzy spłynęły ciurkiem po mojej twarzy. Na półce, koło wielkiego łóżka z baldachimem stojącego pod lewą stroną pokoju, stoją nasze fotografie z dzieciństwa. Wyjazd do Paryża i oczywiście wycieczka do Disneylandu. Stocznia narciarska w Alpach, plaża w Loret De Mar. Byliśmy szczęśliwi, byliśmy rodziną.
Chwyciłam zdjęcie z półki, na którym obie z Melanią jesteśmy uśmiechnięte, bo wymalowane farbami na twarzach. To był chyba jakiś festyn. Zanim kolejna łza zdążyła wsiąknąć w koszulę starłam ją wierzchem dłoni. Zgarnęłam jeszcze zdjęcie z Disneylandu i wyszłam z pokoju.
Ruszyłam w stronę swojego pokoju, postanowiłam znaleźć cały album. Nie chciałam być już tą 'tajemniczą i bogatą dziewczyną'. Chciałam by inni zobaczyli, że mam coś więcej do zaoferowania niż pieniądze matki.
Wchodząc do pokoju, w którym zostali moi znajomi. A może nawet przyjaciele? Usłyszałam ściszone głosy
- Nie wiem co bym zrobiła na jej miejscu -powiedziała smutnym głosem Anderson -To straszne, Izz jest taka dzielna.
- Taa -burknął Harry - też nie wiem co bym zrobił. Powinienem być dla niej milszy? -zapytał
- Nie -odpowiedziałam wchodząc z zajętymi rękami, drzwi domknęłam prawą nogą. Delikatnie straciłam równowagę, ale wszystko wróciło do normy kiedy ręce Anderson przytrzymały moje łydki. -Nie chcę żadnej litości. -zwróciłam się do Harrego.
- Co tam masz? -zapytał Zayn opierając się o lustro. O człowieku, jak tylko mi je ubrudzisz dostaniesz szmatę i płyn do mycia luster.
- Zdjęcia, chciałam wam pokazać kilka zdjęć -usiadłam między Zaynem a Anderson. Podałam ramkę z Disneylandu Harremu, a z umalowanymi buziami Zaynowi. Anderson przybliżyła się do mnie, wskazała na album swoją brodą. Otworzyłam pierwszą stronę, gdzie było zdjęcie całej naszej rodziny. Ja, Melania i rodzice.
- Jesteś pewna, że chcesz to oglądać? -zapytała dziewczyna -Lub że my to możemy obejrzeć?
- Tak, jestem pewna. -powiedziałam
- Słodka byłaś -stwierdził Zayn
- Była? -zapytał Harry, puścił mi oczko i uśmiechnął się głupkowato zadowolony ze swojego pytania.
Chłopcy przysunęli się bliżej i razem oglądaliśmy zdjęcia z albumu. Opowiadałam im różne historie związane z poszczególnymi zdjęciami. Wiele wspólnych wyjazdów, wspomnień. Byliśmy szczęśliwi. Właśnie, dobre słowo. Byliśmy.
- Widzę, że dużo podróżowałaś -stwierdził Zayn po czym dla zasady szturchnął Harrego
- Tak, rodzice uwielbiali to robić. Tak się poznali. - powiedziałam -Chyba we Włoszech, albo w Rzymie? Nie pamiętam już.
- Hej -powiedział czule Harry -to już nie ma znaczenia.
Wszyscy spojrzeli po sobie i przełknęli ślinę.
- Okej -odparłam i kiwnęłam głową. - Dobra, widzę, że chcecie o coś zapytać. Więc pytajcie
- Gdzie on jest? -Harry
- Jak się czuję twoja mama? -Zayn
- Jak sobie z tym radzisz? -Anderson
- Często płaczesz? -Harry
- Masz jakieś wieści od ojca? -Anderson
- Boisz się? -Harry
Pytania były różne, starałam się na wszystkie odpowiadać. Oczywiście na niektóre nie znałam odpowiedzi. Mama nie rozmawia ze mną na ten temat, więc nie wiem jak się z tym czuje. Nie wiem też co z ojcem, którego nie widziałam od 9, a może 10 lat.
- Czy tęsknisz za tamtymi czasami? -Zayn
- Oczywiście idioto, że tęskni -powiedział zirytowany Harry
Zaśmiałam się głośno. Spojrzeli na mnie dziwnym wzrokiem. Coś pomiędzy 'Izzy jest psychiczna' a 'Izzy dużo prszeszła'. Kiedy umilkłam nastała ta cisza, której nikt nie ma potrzeby przerywać. To jest ten dobry rodzaj ciszy, gdzie każdy ma czas na swoje przemyślenia. Jakby zachowywała się Melania, gdyby to ja była na jej miejscu. Czy nadal byłaby zamknięta w sobie? Czy dopuszczała by do siebie ludzi?
Zatrzasnęłam album nie kończąc oglądania zdjęć, odepchnęłam go od siebie i położyłam się na twardej podłodze. To niesprawiedliwe.

*Harry* 

Kiedy Izzy leżała na plecach, twarzą skierowaną ku górze, ze zgiętymi kolanami i płaskim brzuchem stwierdziłem, że jest najpiękniejszą dziewczyną jaką widziałem. Dziewczyną, która tak dużo przeszła. Dziewczyną, która się nie poddała. Dziewczyną, która jest dzielna i silna. Dziewczyną, która pokonuje wszelkie przeszkody. Dziewczyną, która kiedyś będzie moją dziewczyną. A jedyne co robię w tym kierunku to krzywdzenie jej i wkurzanie do granic możliwości. Świetnie Harry, jeszcze chwila i ci wejdzie do łóżka... 
Nie wiem jak sprawić, by była moja. Nie wiem jak sprawić, by odwzajemniła moje uczucia. 
Po kilku minutach ciszy, jaka zapanowała wokół nas, usłyszałem ciche i naprawdę urocze bełkotanie zaspanej Izzy, która właśnie leżała na prawym boku. Twarzą do mnie. Usta były delikatnie rozchylone, a oczy zamknięte. Usnęła. 
- Izzy zasnęła -powiedziałem najciszej jak potrafiłem. Podniosłem się, by zabrać ją do jej łóżka. Anderson mnie powstrzymała. 
-Czekaj, zrobię jej zdjęcie -przewróciłem oczami -tylko jedno no.
-Okej, ale bez lampy, bez dźwięku, a później wysyłasz mi kopię. -powiedziałem równie cicho 
Anderson kiwnęła głową i wyjęła telefon, zrobiła szybko zdjęcie i pokazała mi na ekranie jak wyszła Izzy. Uśmiechnąłem się lekko i wziąłem dziewczynę na ręce. Anderson odtworzyła mi drzwi i poszła ze mną, by  pomóc z drzwiami od Izzy pokoju. Potem zostawiła mnie z Isabellą.
Położyłem delikatnie dziewczynę na łóżku, ściągnąłem buty, a następnie przykryłem pościelą. Usiadłem obok niej i wpatrywałem się w jej piękną twarz. Kosmyk jej długich blond włosów znajdował się centralnie nad jej lewym okiem. Założyłem niesforny kosmyk za jej ucho.
Dziewczyna lekko otworzyła oczy i spojrzała na mnie rozanielonym wzrokiem. 
-Harry -powiedziała cichym, zachrypniętym głosem.



środa, 19 marca 2014

11

Patrzę się na nich, a oczy prawie wychodzą mi z orbit. Co tu się dzieję, do cholery? Nie zadaję tego pytania głośno. Robi to za mnie wściekła Anderson.
- Co tu się dzieję, do cholery? -warczy -Ty -wskazuje na Kate -robisz wypad, w tym momencie. A ty -wskazuje na Harrego -ubierz się i lepiej zrób rachunek sumienia, bo łatwo teraz nie odpuszczę.
Kate przeciąga całą tę sytuacje jak najdłużej się da, powoli zakłada koszulkę, a następnie staję na palcach próbując dosięgnąć usta Harrego. Chłopak nie odpowiada na jej małą zachciankę czułości, jedyne co robi to patrzy na mnie. Wprost w moje oczy.
Anderson nie wytrzymuję i bierze dziewczynę za ramię i wyprowadza z domu. Kate zatrzymuje się przy mnie i mówi głosem pełnym jadu. Gdyby tylko jej głos mógłby zabijać, leżałabym już martwa na marmurowej kuchennej posadzce.
- Jak idzie wam układ? -zapytała -Wymyśliłam ostatnio świetny ruch -przechwala się
-Pokaż -mówię obojętnie. Widzę jak w oczach dziewczyny migoczą złośliwe iskierki.
- Izz -mówi ostrzegającym tonem Anderson
- Nie, spoko, niech pokaże -mówię jej. Ciekawość wzięła górę.

Razem z Anderson wybuchamy śmiechem. Ona coś takiego chcę pokazać na mistrzostwach? Dziewczyna robi urażoną minę, chyba naprawdę spodobał jej się ten ruch. 
-Izz, pokaż jej jakiś ruch. Prawdziwy ruch, a nie jakieś wygibasy -powiedział Zayn, który delikatnie przyciągnął mnie do swojego boku i szepnął na ucho -tylko coś seksownego, proszę -po czym musnął ustami moje ucho. Zadrżałam, a on przez to lekko się uśmiechnął. Wiedział, że tak na mnie zadziałał. 
- U nas to się robi tak -powiedziałam do Kate i delikatnie odsunęłam się od Zayna.

-Dziewczyno rządzisz -powiedział John i nastawił rękę, żebym mogła mu przybić piątkę. 
-No tak, ładnie, ładnie. Od kogo to ściągnęłaś? -zapytała złośliwie Kate -a może mama wynajęła ci choreografa, hm? 
-Moje mamy do tego nie mieszaj -powiedziałam -a teraz robisz wypad z mojego domu. 
Dziewczyna odwróciła się na pięcie i z dumnie uniesioną głową wyszła z kuchni. Teraz wszystkie pary oczu spojrzały na Harrego. 
- Co? -odezwał się po raz pierwszy odkąd tu weszliśmy. 
- Gówno -odpowiedział mu niemiło Zayn. 

*Harry* 

Nie spodziewałem się, że Izzy wróci tak szybko do domu. Fakt, nie powinienem był zapraszać do jej domu Kate, a tym bardziej się z nią obmacywać. Co ze mnie za facet? Za jakiego gościa uważa mnie teraz Izzy? Najpierw ja całuje, a potem ona zastaje mnie z Kate na wpół rozebranych. No pięknie, jestem największym palantem świata. 
 Wkurzył mnie Zayn, kiedy przyciągnął Izzy do siebie i coś jej powiedział na ucho. I to jej ciało, które pasowało do jego.. Idealnie jej głowa pasowała do miejsca pod jego szyją. Boże, co to ma być? Zaraz coś rozwalę, najlepiej twarz Zayna.
Zawsze kiedy próbuję coś naprawić..rozwalam to jeszcze bardziej. Jak to możliwe, że jestem taki do dupy? 
Zanim pojawiła się Isabella czułem, że jestem spoko gościem. Na którego lecą laski, wchodzą mu do łóżka. Nawet nie musiałem się starać, by zwrócić na siebie uwagę. Co jest w tej dziewczynie? Ciągnie mnie do niej, ciągnie jak cholera. Nawet Kate nie potrafi odwrócić mojej uwagi od Izzy. Nie podoba mi się to co czuje. Nie chce tego czuć. 
-Gówno? -pytam mulata -O co ci, do cholery, chodzi? 
-Hm -udał, że się zamyśla -Może nie podoba mi się fakt, że łamiesz swoje obietnice? Albo, że przyprowadzasz tutaj Kate? To nawet nie twój dom! 
-Przyganiał kocioł garnkowi! -warknąłem, ignorując resztę wypowiedzi chłopaka.
-Wiecie co? -powiedziała Anderson, wchodząc do kuchni -Jeśli macie zamiar na siebie warczeć bez powodu to zapraszam wan na dwór. Nikt mi się nie będzie tu kłócił. 
-Pani domu, co? -Izzy rzuciła z uśmiechem i podciągnęła się na blat. Jej nogi wisiały dobre 30cm nad ziemią. W mojej głowie powstała wizja, że właśnie stoję tam przy niej, właśnie między jej nogami, ręce trzymam na jej biodrach. Delikatnie całuję ją w obojczyk i naznaczam ścieżkę małymi pocałunkami wzdłuż jej szyi, aż do miękkich ust. Całuję ją bardzo namiętnie i wkładam w ten pocałunek wszelkie emocje gromadzące się w mnie. Izzy mruczy i przyciąga mnie bliżej do siebie. 
 Wizja się rozmyła chowając w głąb umysłu w momencie, gdzie Zayn mnie szturchnął łokciem 
-Sorry, stary -powiedział i za chwile posłał Izzy uśmiech. Odwzajemniła go. Onieśmielona spuściła głowę w dół tak, ze włosy zasłoniły jej twarz. Nie kryj twarzy, piękna.
-Anderson -powiedziała Izzy, kiedy już podniosła głowę do góry. Rumieńce, których nikt wcześniej nie dostrzegł właśnie schodziły jej z twarzy. Uśmiech pojawił się od ucha do ucha -Musze Ci coś pokazać. Chodź, proszę.
- Okej, okej. -powiedziała zdziwiona Anderson
-Andy -zatrzymał ją John -będę się już zbierał -powiedział, dał jej buziaka w policzek, posłał uśmiech Isabelli, a mi i Zaynowi kiwnął tylko głową. Wyszedł z kuchni, a po chwili usłyszeliśmy delikatne trzaśnięcie drzwiami wejściowymi. 
-Możemy iść -powiedziała Anderson -Prowadź 
Isabella zeskoczyła delikatnie z blatu i poszła w stronę schodów. Wszyscy ruszyliśmy za nią. 

*Isabella*

-Dziewczyno! Chyba sobie żartujesz! -Anderson jest wyraźnie zadowolona, cieszę się z tego jak mała dziewczynka. 
-To jak? -pytam -Podoba Ci się? 
Anderson nic nie odpowiedziała, jedynie rzuciła się w moją stronę z wyciągniętymi ramionami. Mocno przyciągnęła mnie do siebie.
-Jest wspaniale! Nie mogę w to uwierzyć! -mówi szybkim tonem. Chłopcy, którzy stoją jeszcze w progu drzwi nie są wtajemniczeni w nasz pomysł. Posyłają nam zdziwione spojrzenia. 
- To uwierz -mówię i delikatnie ją od siebie odsuwam. 
-Aaa! -pisnęła i zaczęła podskakiwać przebierając wysoko nogami.
- No już, już. Nie przyzwyczajaj się -powiedziałam już mniej entuzjastycznie -za 2miesiące mnie już tu nie będzie. 
-Jak to? -spytał Harry
-Bo się przeprowadzę, piąty raz w tym roku -powiedziałam. Trochę głupia sprawa, zawsze gdy przywiąże się do kogoś, muszę się przeprowadzać. Nigdy, naprawdę nigdy, nie mieszkałam w jednym mieście dłużej niż 4miesiące. Nie mam też prawdziwych przyjaciół, bo nie zdążyłam się z nikim na tyle zakolegować by utrzymać jakikolwiek kontakt po wyprowadzce. To smutne, bardzo smutne, ale prawdziwe. 
- Teraz będzie inaczej -powiedział Harry wkładając w te słowa tyle wiary, że i ja zaczęłam w to wierzyć. Kiedy spojrzałam w jego oczy zauważyłam, że on naprawdę w to wierzy, to nie są zwykłe słowa. Nie wiem dlaczego, ale myślę, że on zrobi wszystko co w jego mocy, by zatrzymać mnie w tym miejscu. Ale czy mając na myśli miejsce, mam na myśli miasto? Czy może miejsce obok niego? Często gubię się w tym. Gubię się w tych uczuciach. W uczuciach do Harrego. Chłopak ewidentnie  nie jest mi obojętny. Wiem, że on wie, że nie jest. Mimo wszystko sprawia, że cierpię. Może nieświadomie to robi, lecz nadal robi. Chociaż by sprowadzając Kate do mojego domu, czy pomagając Kate w wyrzuceniu  mnie z drużyny. 
- Czemu tak często się przeprowadzacie? -zapytała Anderson -Znaczy wiedziałam, że już kilka razy się przeprowadzałaś, ale wow. Nie miałam pojęcia, że aż tak często. 
- Praca mamy -tłumaczę -a przynajmniej taka jest wersja dla mnie. Może uciekamy przed moim ojcem -żartuję sobie -albo jakaś mafia nas ściga.
-Co się stało z twoim ojcem? -zapytał mnie Harry. 
-Może usiądziemy? -zapytałam i sama usiadłam na zimnej podłodze. Kiedy wszyscy poszli moim przykładem i stworzyliśmy sobie kółko zaczęłam mówić. Mówiłam tak cicho, że moi znajomi musieli się przysunąć bliżej mnie. -Kiedy miałam 7 lat mieszkałam w Hollywood, mama wciąż pracowała, dopiero zaczynała prowadzić firmę. Nigdy nie było jej w domu. Ale tata.. ojciec -poprawiłam się, nigdy nie będę mówić 'tata' - ale ojciec też zostawał. Zostawaliśmy w trójkę. Ja, ojciec i Melania. 
-Kim jest Melania? -zapytał cicho Harry 
-Melania jest.. -łza spłynęła mi po policzku, po szyi, aż wsiąknęła w materiał koszuli. -była. Melania była moją siostrą -kolejne łzy zaczęły mi spływać. Harry przesiadł się bliżej mnie i delikatnie objął swoim ramieniem. 
- Co z Melanią? -zapytał Zayn 
- Nie żyję -szepnęłam tak cicho, że nikt nie usłyszał. Może oprócz Harrego, który praktycznie przyciskał mnie teraz do siebie. 
- Co? -zapytała Anderson, która nie dosłyszała 
- Zabił ją! Rozumiesz?! -krzyknęłam -On ją zabił -powiedziałam już ciszej, a 3 pary oczy spojrzały na mnie.


____________________________________________
Witam, witam, mam nadzieję, że się podoba:) Liczę na większą ilość komentarzy, bo to jednak motywuję:)
Pozdrawiam:*