niedziela, 16 lutego 2014

4

 *Isabella*

Weszłam do swojego pokoju z dwoma butelkami wody niegazowanej. Pusto, gdzie jest Harry? Odstawiłam butelki na biurko i poszłam szukać mojego kolegi. Czułam się jakbym szukała kota, a nie chłopaka. -Harry?! -nic, cisza.
-Harry, gdzie jesteś? -wciąż cisza. Wchodziłam po kolei do pokojów. Został ostatni do sprawdzenia. Zabiję go jeśli tam jest. Do mojej pracowni wchodzę tylko ja. No, wchodziłam. Weszłam do drugich drzwi po prawo.
- Na miłość boską, Harry! -powiedziałam przeczesując swoje blond włosy -Co ty tu robisz?
- Podziwiam? -pyta zdezorientowany -Sama kazałaś mi tu przyjść.
- Ile ty masz lat? -pytam sarkastycznie -Odróżniasz lewą od prawej?  
- Nie, mam też kłopoty z liczeniem do 10 -mówi, używając mojej broni. Widząc mnie na skraju załamania, uspokaja się -Przepraszam Izzy, pomyliło mi się. Każdemu się może zdarzyć -wzrusza lekko ramionami. 
- Po prostu stąd wyjdźmy -mówię i odwracam się na pięcie w stronę białych drzwi. Styles nic nie mówi, jedynie idzie za mną. Wychodząc zamyka za sobą drzwi. 

*Harry*

- Jesteś wspaniałą artystką -mówię szczerze -mogę zobaczyć twoje inne prace? 
- Dziękuję, moja mama nigdy nie zauważa w tym nic szczególnego -mówi smutno
- Dlaczego? Przecież na swój sposób też jest artystką. Wymyśla trendy, kolekcje. 
- Ona tego nie zauważa. -lekko wzdycha i wpatruję się w dal swojego pokoju. Gdyby tylko uwierzyła w to, co może osiągnąć z takim talentem. 
- Isabella!? Isabella, zejdź na dół. Musisz kogoś poznać -krzyknęła kobieta z dołu. Zgaduję, że to mama Izzy.
- Idziemy -odkrzyknęła i wstała z łóżka -No chodź, dzieciaku -powiedziała do mnie i ruszając kusząco biodrami ruszyła na parter wielkiego domu. Dzieciaku? Przecież to ja jestem ten starszy.
Zwolniłem kroku przy jej pracowni, co oczywiście, nie umknęło jej. Westchnęła, i nie dając się sprowokować, ruszyła dalej nie odwracając się w moją stronę. Co za dziewczyna, każda inna by się odwróciła i zaciągnęła do pierwszego lepszego pokoju, innym nawet pokój nie byłby potrzebny.
Schodzimy w dół po puchowych dywanikach, każdy na jeden schodek. A kiedy stajemy obok salonu, dziewczyna bierze kilka głębszych  wdechów i powoli rusza za odgłosami cichego śpiewu, jak przypuszczam jej mamy.
- O, jesteście-mówi jej mama, gdy tylko nas zauważa. Jest bardzo podobna do Izzy. Pierwszym podobieństwem są oczy, które są tego samego koloru. Rysy twarz i budowa ciała jest taka sama. Nie zaprzeczę, że piersi też odziedziczyła po mamusi. Jak na 30pare latkę jest niezła. -Ty jesteś Harry? -pyta, gdy mnie dostrzega. -Paul dużo mi o tobie opowiadał.
- Paul lubi się mną chwalić -mówię dość pewny siebie. -A właściwie to gdzie jest Paul? -pytam kiedy zwracam uwagę, że nigdzie go nie ma
- Pojechał do sklepu po jakieś wino -mówi, a Izzy wypuszcza wstrzymywane powietrze. Widać, że denerwuje się przed poznaniem Paula. Ciekawe co się stało z jej ojcem. Odszedł od nich? A może one odeszły od niego? A może nie żyje? Może miał jakąś chorobę, z której nie dał rady się wykaraskać. To przykre wychowywać się bez rodzica, rodziców. Mimo że, Paul jest dla mnie jak drugi ojciec, to chciałbym częściej się widywać z rodzicami. Ukradkiem spojrzałem na Isabelle, która pogrążyła się w rozmowie z mamą. Przeprosiłem je i wyszedłem z kuchni, by zadzwonić do własnych rodziców.

*Isabella*

-Przystojny jest -szepnęła mama, kiedy Harry niespodziewanie nas przeprosił i wyszedł z przestrzennej kuchni.
 Ocho, zaraz zacznie się swatanie mamy. Tylko po co? Przecież za 3miesiące znowu się gdzieś przeniesiemy. Znowu rozpakuję tylko potrzebne rzeczy, a reszty nawet nie ruszę. Tak zaoszczędzam czas, który mogę przeznaczyć na rysowanie. Sztuka jest w moim życiu odkąd pamiętam i nigdy mnie nie zawiodła. Zawsze mnie rozumiała i pomagała wyładować emocje. Smutek, rozpacz, czasem radość. Jest jak cicha przyjaciółka, która pozwala mi na okazywanie siebie w każdy możliwy sposób. Trochę onieśmiela mnie fakt, że Harry widział moje prace. Nawet moja mama ich nie ogląda, głównie dlatego, że uważa to za bzdurę. Często się nie rozumiemy, poróżniają nas charaktery i spojrzenie na świat. Harry wraca do kuchni po jakiś 10minutach, a kąciki moich ust idą lekko do góry.
- Co? -pyta -Mam coś na twarzy?
- Nie -odpowiada moja mama- ona podziwia jaki jesteś piękny.
Szczęka mi opada i samotnie wychodzi z pokoju. Dzięki mamo, ty wiesz jak ośmieszyć córkę. Harry uśmiech się dumnie, wypinając pierś do przodu.
- Wiesz Izzy, zawsze możemy iść gdzieś, gdzie będziemy sami -mówi niskim głosem
- Tak, możecie -wtrąca się znowu mama, wciskając coś na swoim IPhone'ie. -ale po kolacji.
Harry uśmiech się pod nosem, a ja oblewam się rumieńcem. Mamo no! Dzięki za wsparcie! 
- To nie najlepszy pomysł -mówię, a mina lokowatego właśnie zrzedła. Aż tak bardzo mu zależy?


Paul okazał się miłym człowiekiem, który jednym słowem bądź gestem przywołuje uśmiech na twarzy u mojej mamy. To miłe patrzeć jak jest tak zakochana, cieszę się z jej szczęścia. Jednakże to będzie przykre kiedy stąd wyjedziemy. 

Wszyscy razem sprzątamy po przygotowanej przez mamę kolacji. Zbieram talerze, Paul kubki, mama sztućce, a Harry udaje, że coś robi. Pewnie nigdy nie musiał po sobie sprzątać. Ciekawe czy został tak wychowany, czy to wpływ lenistwa i dziewczyn, które ciągle obraca. Wszystkie do niego lgną, nie rozumiem dlaczego. Oczywiście prócz olśniewającej urody, długich nóg i wysportowanego ciała. No i tego, że jest zabawny i dość inteligenty. Dobra, rozumiem już te narwane laski. Harry Styles po prostu ma to 'coś'.





2 komentarze: