niedziela, 16 marca 2014

10

To dziwna sytuacja. Anderson wstrzymała powietrze, pewnie nieświadoma tego co właśnie robi, a Kate poczerwieniała na twarzy. Złość? Zażenowanie? A może coś w rodzaju wstydu? Może uważała, że Harry jest jej chłopakiem. Albo po prostu myślała, że Harry ma mnie za kompletną ofiarę, z którą nie powinno się zadawać skoro nie jestem już w drużynie.
-Zapytałam, jak to cię pocałował? -powiedziała do mnie Kate, która stoi tu dobre 4minuty. Skąd ona się wzieła? Cały czas była w kawiarence?
- Tak jak poprzednim razem gdy pytałaś -odpowiedziałam jej chłodnym głosem -A teraz jeśli możesz to nas zostaw. Przyszłyśmy tu porozmawiać, a jak tu stoisz i przysłuchujesz się co mówimy, mogę być pewna, że usłyszę to na szkolnym korytarzu.
- Narazie Kate -powiedziała sztucznie słodkim głosem Anderson
Kate mruknęła pod nosem coś w stylu 'jeszcze zobaczycie' odwróciła się na pięcie i wyszła z kawiarenki.
Spojrzałyśmy po sobie z Anderson i wzruszyłyśmy ramionami.
- No to jak to było? -zapytała mnie dziewczyna -Mów szybko, jeśli nie chcesz mówić tego przy Johnym
- Docisnął mnie do ściany i pocałował. Nie odwzajemniłam pocałunku, po jakimś czasie odepchnęłam go i wyrwałam z jego uścisku, ot cała historia
- Jaka historia? -zapytał John stawiając tacę z kawami.
-Oh, no wiesz, takie damskie historyjki -powiedziała tajemniczo Anderson i posłała mu uśmiech, chłopak nie drążył tematu
-Wiecie spotkałem kolegę, siedzi sam, co powiecie na to, żebym go do nas zaprosił? -proszę nie mówcie, że to Harry. Proszę tylko nie on. Kate w zupełności mi wystarczyła, by podwyższyć ciśnienie.
-Okej, idź po niego-powiedziała zachęcająco dziewczyna
-Co ty wyprawiasz? -syknęłam, gdy John oddalił się wystarczająco -A jeśli to Harry?
-Nie dramatyzuj, on się zgodził, żebyś z nami była. Jeśli ma być fair to jego kolega też może z nami posiedzieć. Wyluzuj trochę maleńka. Może jutro pójdziemy do klubu?
- Cieszmy się dziś, a o jutro będziemy się martwić kiedy indziej -powiedział męski głos za mną, instyktownie się odwróciłam.
Przede mną stał szeroko uśmiechnięty mulat. Ciemne włosy były znajomo zaczesane do góry. Zayn Malik, najlepszy kumpel Harrego.
-Hej Izzy -przywitał się ze mną -Andy, świetnie wyglądasz.
-Dzięki -mruknęła, ale uśmiechnęła się -Co ty tu robisz?
- Szukam kociego futra w kawie -odpowiedział sakrastycznie -a wy?
- A my tu ładnie wyglądamy -powiedział John
- Hej Izzy, nie widziałaś Harrego? -zapytał mnie Zayn
- Jak wychodziłam to był z Paulem u mnie -powiedziałam i wymusiłam uśmiech. A wcześniej całował mnie przy ścianie, dodałam w myślach.
- Chodźmy gdzieś -powiedziała Anderson -nie będziemy siedzieć tyle czasu w jednym miejscu, jesteśmy na to za młodzi i za fajni. -jej skromność zawsze mnie urzeka -No już! Ruszać tyłki.
- Okej, okej, już się nie złość -powiedział John
- Złość piękności szkodzi - dopowiedział Zayn
- Ale tobie już i tak nic nie zaszkodzi -dodałam, chłopaki się zaśmiali, a dziewczyna spojrzała na mnie wzrokiem mordercy i dołączyła śmiechem do chłopaków. 


- Hej, jestem tu od dobrego tygodnia, może dłużej a nic tu nie widziałam -powiedziałam smutnym głosem. Jak się nad tym zastanowić nie miałam kiedy pozwiedzać okolicy. Mama też była zajęta, a nie chciałam zwiedzać jej sama. Znając mnie, pewnie zgubiłabym się po 3 zakręcie od domu.
- Droga Isabelle, pragnę przedstawić Ci najwspanialszych przewodników najbliższej okolicy. -powiedział szeroko uśmiechnięty Zayn, odwrócił się plecami do mnie i lekko schylił -Zapraszam na pojazd.
- Co? -zapytałam zdezorientowana
-Wchodź na barana, będzie zabawnie -powiedział i wskazał na Anderson, która była już na plecach Johna
-okej, ale jestem ciężka, zmęczysz się -zaczęłam gadać, chodź wiedziałam, że i tak będzie kazał mi wejść na barana. A im dłużej zwlekałam tym John zużywał coraz więcej swojej siły na Anderson.
-Zamknij się i właź -powiedział mulat. O dziwo nie zabrzmiało to chamsko.
- Dobra, dobra, już wchodzę -powiedziałam i wdrapałam się na chłopaka.
Takim o to sposobem zwiedziłam najbliższą okolice, zobaczyłam kilka wspaniałych miejsc, poznałam kilku znajomych Zayn'a. Nie było wśród nich Harrego, na szczęście. Nie powiem, że nie chcę go nigdy więcej widzieć. Nie powiem, że mi na nim zależy. Nie powiem, że coś do niego czuje. Nie powiem też, że miewam o nim sny. A na pewno nigdy nie powiem, że ciesze się z tego, że go poznałam. A chrzanić to. Zależy mi na nim. Nie wiem co mam robić. Gdyby tylko on okazał się.. nawet nie wiem jaki ma być. Chciałabym żeby był sobą, ale nie jest. Nie kiedy jest, a raczej był przy mnie. Zachowuję się jak palant, na którego lecą wszystkie dziewczyny. Dobra, może i lecą, ale to i tak nie świadczy o tym, że musi być takim idiotą. Tak wiele myśli bije się w mojej głowie. Walka między tym co powinnam, a tym co chcę zrobić jest nie fair wobec innych ludzi.
-Ej Izzy, chyba odpłynęłaś -mówi Zayn z nutką rozbawienia -Co jest?
Właśnie dochodzimy pod mój dom, gdyż nasza mini wycieczka została przerwana z powodu głodu chłopaków. Stwierdziliśmy, że nie będziemy drugi raz siedzieli w jakieś knajpce, więc zaproponowałam im swój dom. Oczywiście reakcja zawsze jest taka sama, gdy ktoś stoi przed moim domem.

-Jezu, dziewczyno, ale jesteś dziana -mówi zszokowany John -Kim są twoi rodzice? Premierzy czy coś w tym stylu?
Wybucham śmiechem i patrzę na niego. On serio tak uważa. 
-Niee -mówię, kiedy mój napad śmiechu odchodzi -Mama projektuje ubrania -wyjaśniam i wchodzę na ścieżkę prowadzącą do drzwi. Oby nasi wcześniejsi goście już poszli, no przynajmniej Harry. Prowadzę za sobą chłopaków, którzy są nieco zawstydzeni moją obojętnością do wielkością tego domu. Anderson jest już raczej przyzwyczajona, była u mnie może z 2razy. Kiedy wchodzimy do domu słyszę donośny śmiech mamy. Czuję jak ktoś szturchnął mnie delikatnie w brzuch palcem. Odwracam się i widzę, że Zayn jest pochylony w moją stronę. 
- Masz bardzo podobny śmiech do mamy -nie wiem czemu mówi szeptem, ale nadaje to takiej aury tajemnicy naszej rozmowie dla osób trzecich. Kręcę głowa na jego słowa z uśmiechem od ucha do ucha. 
- Serio? Nie wiem jak to wogule możliwe. Powiedziałabym, że to przez geny, ale nie jestem co do tego taka pewna. -mówię ironicznie, a chłopak wybucha śmiechem zwracając tym uwagę pozostałych nastolatków. 
- Okej, to co chcecie zjeść? -pytam
- Isabelle, to ty? -krzyczy mama z salonu. Pewnie jest nadal z Paulem, nie dziwię się w sumie. Fajny facet, miły i pomocny.
- Tak -odkrzykuję -Cześć Paul -dodaję rozbawiona. 
- Paul? -pyta zdziwiony John
- No wiesz, chłopak mojej mamy -odpowiadam z lekkim uśmiechem.
- Dobra, idziemy jeść. -mówi Anderson. 
Czuję jak Zayn porywa mnie z podłogi i przerzuca sobie przez ramię. 
- Prowadź -mówi do Anderson, która kiwa w odpowiedzi głową i zmierza w stronę kuchni. 
Chłopak trzyma ręce przy moim tyłku, czuję, że z każdym krokiem jedna dłoń sunie delikatnie do góry. Zayn idzie za Anderson, która porusza się doskolane znając teren, chwilę później stoi wryta w ziemię. Chłopak, który mnie niesie też sztywnieje. Nie wiem co się dzieję. Szarpię się, by zejść z chłopaka, lecz jest to zupełnie niepotrzebne, gdyż chłopak wogule nie protestuje. Patrzę przez chwilę w oczy Zayn'a, który jest wpatrzony coś za mną. Odwracam się w tamtą stronę, nieświadoma tego co mogę dostrzec. 
Harry Styles w mojej kuchni, nie jest sam.
Chłopak jest bez koszulki.
Stoi obok blond dziewczyny, obok Kate Nage, która także nie ma koszulki.  


3 komentarze: