-No i co zamierzasz zrobić? Tak po prostu zbierzesz ładne dziewczyny? Puścisz muzykę i co? W ciągu 6 tygodni nie nauczą się tańczyć! Nie na taki poziom! A dodatkowo ładne dziewczyny są leniwe! To będzie koszmar, i doskonale zdajesz sobie z tego sprawę. -mocno dramatyzuję, wiem o tym, ale jakoś muszę się wyładować. Gdyby nie było tu Anderson już dawno byłabym na górze, w swoim artystycznym pokoju. Mama często nazywa te pokoje otchłanią, bo gdy tam wchodzę nie ma mnie przez połowę dnia.
- Izzy, znam takie co nie są leniwe, a są piękne-powiedziała Anderson, po czym spojrzała na mnie znacząco i uśmiechnęła się zaczepnie -nie jesteś leniwa, prawda?
-och, zamknij się -powiedziałam ze śmiechem -To jak to widzisz, co? Werbujemy ładne dziewczyny, dajemy im krótkie spódniczki i niech pokazują tyłek na zawodach? Dupą świata nie podbiją!
- Słodko, że uważasz, iż siedzimy w tym razem. - posłała mi najszerszy uśmiech jaki kiedykolwiek u niej widziałam - Ale nie, nikt tu tyłka wypinać nie będzie. No może oprócz Kate. Więc przewidziałam taki obrót spraw. Zamówię nam trenerkę, jest świetna. Rusza się niesamowicie, z gracją, jej układy mogą podbijać świat. - mówi podekscytowana, z wielkim uśmiechem na twarzy -Już dzwonię, bądź cicho.
Słyszę jak telefon dzwoni mi z kurtki, którą rzuciłam gdzieś w przedpokoju. Wychodzę bez słowa, by nie przerywać Anderson. Kiedy prawie mam już telefon w ręce, on przestaje dzwonić. Za chwilę znów wydobył się dźwięk dzwonka. Na ekranie pojawia się szereg liczb:
662-459-325
Wypuszczam powietrze, które nieświadomie wstrzymywałam i odbieram dzwoniący telefon.
-Halo? -staram się brzmieć przyjemnie
-Wróć tu do salonu, idiotko. -mówi rozbawiony głos Anderson -Mam dla ciebie ważną wiadomość.
Ruszam w stronę dużego pokoju, gdzie zostawiłam wcześniej dziewczynę. Leży rozłożona na sofie, a kiedy wchodzę nawet nie zmienia pozycji. Nogi na oparciu, a głowa delikatnie spada w dół.
- Witam, witam, pani trener. -mówi Anderson poważnym tonem
*Harry*
-Zayn! Zayn, otwieraj te pieprzone drzwi! -krzyczę i walę pięściami do drzwi od 10minut. Zwariować można. Chyba za inwestuję i kupię mu obroże magnetyczną i przyczepie do kutasa. Może wtedy zareaguje i ruszy dupę, by otworzyć mi te drzwi. Dzwonię dzwonkiem i znów pukam, dzwonie, pukam i tak w kółko.
- Zayn! Napalone laski są ze mną! -krzyczę na tyle głośno, by usłyszał ze swojej sypialnie, jednakże ludzie przechodzący po ulicy posyłają mi dziwne spojrzenia.
Słyszę ciężki tupot stóp. Dzięki ci Boże.
Słyszę ciężki tupot stóp. Dzięki ci Boże.
- Czego? -pyta Zayn przez zamknięte drzwi
- Przyszedłem ukraść ci brykę. A walę do drzwi, bo może chcesz o tym wiedzieć. -mówię sarkastycznie, a za chwilę zniżam głos -Otwieraj te drzwi, idioto.
Chłopak przesuwa zasuwę i po chwili drzwi się otwierają. Zayn stoi bez koszulki, a spodnie dresowe ma nisko opuszczone na biodrach. Patrzy na mnie wzrokiem mordercy.
Chłopak przesuwa zasuwę i po chwili drzwi się otwierają. Zayn stoi bez koszulki, a spodnie dresowe ma nisko opuszczone na biodrach. Patrzy na mnie wzrokiem mordercy.
- Obudziłeś mnie -rzucił oskarżającym tonem - Mów czego chcesz i daj mi pospać
- Chcę podwoić stawkę -mówię na jednym wdechu
- Co? Pewnie coś za tym stoi -stwierdza i patrzy uważnie na moją twarz, kiedy zadaje kolejne pytanie -Tu chodzi o nią? O Isabelle?
- Taa, obecnie mnie nienawidzi -mruknąłem - potrzebuję więcej czasu.
- Nic nowego, wiele lasek cie nienawidzi -wzrusza ramionami -co wcale nie znaczy, że nie przespały by się z tobą kolejny raz. Więc co zrobiłeś bogatej blondi?
- Nie mów tak na nią -bronię jej, jakbym mógł pozwolić komukolwiek ją obrażać? - Nic jej nie zrobiłem. Po prostu przeleciałem Kate. Potem poszedłem z nią na jej trening, a ona wymyśliła jakieś gówno dla Izzy, żeby ją wylać z drużyny. Rozumiesz? Walała ją bez powodu!
- I dlatego Cie nienawidzi? Bez przesady, tylko przeleciałeś byłą dziewczynę -no tak, dla niego to nic nie znacząca dziewczyna.
- Nie, Kate powiedziała jej, że ze sobą spaliśmy. A potem widziała nas jak się całowaliśmy. Po tym jak ją wylała. - mówię, a moja głowa coraz bardziej spada w dół ze całkowitego zażenowania moim zachowaniem. Nic nie powiedziałem Kate, nie stanąłem w obronie Izzy.
- Stary, chyba wpadłeś -podniósł mi głowę i spojrzał w moje oczy, westchnął - i to porządnie.
Nie powiedziałem nic, nie dałem mu żadnego znaku na potwierdzenie jego słów, ale myślę, że po tylu latach znajomości zna mnie lepiej niż ja sam siebie.
- To co, chcesz zerwać zakład? -zapytał
- Nie? Jestem Harry Styles! Jestem zdobywcą!. - i jestem kompletnie zauroczony Isabellą Soul.
*Isabella*
- Co? Nie, nie ma mowy! -próbuję się bronić przed pomysłem Anderson. Dziewczyna spojrzała na mnie smutnym wzrokiem.
- Izzy, musimy, nie mamy wyjścia! -powiedziała i zaczęła zbierać swoje rzeczy z salonu -Musze się zbierać, ale obiecaj mi, ze chociaż to przemyślisz.
Poddaje się, powinnam to dla niej zrobić. Ona stanęła w mojej obronie i dobrowolnie odeszła z drużyny, której za rok prawdopodobnie była by kapitanem. Przytaknęłam jej głową i podeszłam do niej. Rozłożyłam ramiona, a dziewczyna delikatnie w nie weszła i otuliła swoimi.
- Dziękuję Anderson, za wszystko -szepnęłam
- Nie ma za co, kochanie -skradła mi buziaka w policzek i odsunęła się ode mnie -Serio, muszę iść. Umówiłam się z mamą, że będę wcześniej.
Ruszyła w stronę drzwi i rzuciła krótkie 'nara maleńka' po czym zamknęła za sobą drzwi.
Zostałam sama. Znowu sama. Sama w dużym domu. Cudownie..
Poobijałam się jakiś czas, ale zaczęło mi się to nudzić. Weszłam na piętro do pokoju z lustrami, gdzie mogłam spokojnie tańczyć. Pokój jest bardzo przestronny, a lustra na ścianach z każdej strony odbijają moje odbicie.
W prawym rogu pokoju znajduję się cała potrzebna elektronika. Wielkie głośniki, kilka mniejszych rozmieszczonych na ścianach pod sufitem. No i oczywiście radiostacja i notebook, bez których taniec staje się nudny. Taniec bez muzyki to jak płatki bez mleka. Suche, ale nadal zjadliwe.
Mama od zawsze wolała mój taniec od malowania, więc pchała mnie w tamtą stronę. Zapisywała mnie na różne warsztaty, na które nie mogłybyśmy sobie pozwolić, gdyby nie jej praca.
Stanęłam na środku pokoju, włączyłam muzykę z pilota, który za chwilę potoczył się po podłodze pokoju. Muzyka przepłynęła przez moje ciało i zaczęła wprawiać je w ruch.
-Kochanie, o mój Boże! Ty tańczysz! -krzyknęła uradowana mama, która trzymała za rękę Paula. Harry opierał się o framugę drzwi.
-Tańczyłam, zanim mi nie przerwaliście - wyłączyłam muzykę i odparłam obojętnym tonem, ale po skrzywionej minie mamy, wnioskuję, że przesadziłam z tą obojętnością. Posłałam jej lekki uśmiech -ale mogę wam coś pokazać, jeśli chcecie zobaczyć.
-Pokazuj, a nie gadasz -powiedział cały w skowronkach Paul.Włączyłam od nowa piosenkę, ustawiając chwilę przed refrenem.
Zostałam nagrodzona brawami, a Harry zaczął gwiżdżeć na palcach. Mój entuzjazm przygasł kiedy przeniosłam swój wzrok na niego. Wdech, wydech, wdech..
_______________________________________________
Okej, kilka rzeczy:)!
1. https://www.facebook.com/handmadeprzytulaki?fref=ts wchodzimy, dajemy lajka, ogladamy rzeczy:)!
2. Chciałabym, żebyście więcej komentowali:) Co wam się podoba, a co nie:)
3. Przepraszam, że dawno nic nie dodwałam, ale nie miałam weny, a nie chciałam by było coś zrobione do dupy.
4. Wchodzimy, pokazujemy bloga znajomym, udostępniamy go na fejsach, askach, sraskach i tym podobnych
5. Dziękuję za uwagę i zachęcam do komentowania:)!





http://good-away-baby.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń''Chciałabym się obudzić. Choć na chwilkę otworzyć oczy. Wziąć głęboki wdech, zamrugać lub tylko poruszyć kciukiem. Tymczasem musiałam tu tkwić. Ale gdzie było to "tu"?Całą siłą woli jaką w sobie miałam, nakazałam swojemu organizmowi do obudzenia się. Było to trudne, bo byłam zdrętwiała i nieruchoma. Czy mogłam cokolwiek zrobić? A może zostanę tu na zawsze...
...Zamknięta we własnym ciele.''
Zapraszam na bloga o Lou :) xx
askach, sraskach.. XD Nie mogę. Świetny rozdział, jak zawsze. Udostępnie go na swoim asku :)
OdpowiedzUsuń