piątek, 18 kwietnia 2014

16

Wchodząc do mojego domu z Harrym u boku, nie spodziewałam się, że ktokolwiek może być w domu. Spojrzałam na chłopaka, który również rzucił mi pytające spojrzenie. Wzruszyłam lekko ramionami i pociągnęłam chłopaka za trzymaną rękę w stronę głosów. Z tego co się orientuję mama miała wrócić później z pracy. Miałam mieszane uczucia, kiedy siedziała w salonie, a naprzeciw niej jakiś mężczyzna. Niepewnie spojrzałam na Harrego, który też nie rozumiał rozgrywającej się sytuacji.
Stanęłam w progu opierając się o framugę i czekałam, aż nas w końcu zauważą. Nic z tego, byli tak zafascynowali rozmową, że nawet nie zauważyli nas w pomieszczeniu.
Chrząknęłam znacząco, by zwrócić ich uwagę. Spojrzeli na nas. Mama zauważała nasze złączone dłonie, ale nic nie powiedziała na temat. Przeczuwam, że będzie chciała go poruszyć później.
Facet zjechał po mnie wzrokiem i przeniósł go na moją mamę. Kiwnął głową i powiedział: będzie idealna
- Idealna do czego? -zapytał Harry opiekuńczo przyciągając mnie do siebie. Zarzucił swoje ramię na moją talie. - Kim pan w ogóle jest?
Harry zlustrował go nieufnym wzrokiem.
- Spokojnie Harry -poprosiła mama -To jest Luke Murs.
Chłopak rzucił mi pytające spojrzenie, które miało zapytać 'znasz go?' Pokręciłam delikatnie głową.
- Jestem trenerem Volley'a -powiedział pan Luke, widząc nasze zmieszanie.
- Ja chyba nadal nie rozumiem -powiedział Harry.
Och, nie rozumie, bo nie wie.
- No..no ja kiedyś grałam w siatkówkę -powiedziałam do Harrego -Nic wielkiego, dodatkowa pasja.
Lekko wzruszyłam ramionami i posłałam mu delikatny uśmiech. Odwzajemnił go, a potem znów przeniósł swój wzrok na pana Luka Murs'a.
- Więc co pan tu robi? -zapytał
- Chcę Isabelli w swojej drużynie. -powiedział do Harrego. Halo! Stoję obok! Nie jestem przedmiotem!
Wszyscy usłyszeli dźwięk zamykanych drzwi i głos Paula z korytarza
- Wróciłem, kochanie! -za chwile wynurzył się zza Harrego, który stał w przejściu. Paul spojrzał na wszystkich zebranych oceniając w głowie sytuację. -Co się dzieje? -zapytał
- Isabella wchodzi w skład Volley'a -powiedziała uradowana mama. Co do cholery?
- Co? -fuknęłam -Nigdzie nie wchodzę! -powiedziałam rozzłoszczona tym, że nikt nie liczył się z moim zdaniem.
- Och, kochanie -westchnęła mama -Czemu nie? Przecież to świetna szansa!
- Myślę, że sama zadecyduję o tym co w tej sprawie zrobię -powiedziałam, a następnie kiwnęłam głową w stronę pana Luka.-Mogę dać panu znać za jakiś czas?
- Oczywiście, słoneczko -powiedział i uśmiechnął się promiennie. Uśmiech przygasł, kiedy Harry spojrzał na niego gniewnie.
- Proszę się liczyć ze słowami. -powiedział niskim głosem -Jestem pewien, że może to podejść pod pedofilię.
- Oczywiście, żadnych słoneczek przy twoim chłopaku -puścił mi oczko, a Harry od razu się spiął. Proszę, proszę, proszę nie reaguj. Nie daj się skonfrontować. Wolałam nie poruszać kwestii 'bycia moim chłopakiem'. W tej chwili bardziej zależało mi na tym, by chłopak obok mnie nie zrobił czegoś wyjątkowo głupiego. Przytrzymałam mocniej jego dłoń. I spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. Jednak jego oczy były zwężone i skierowane w stronę pana Luka.
- Harry, spokojnie -do akcji wkroczył Paul, który już nie raz widział chłopaka w takich sytuacjach.
- Proszę -szepnęłam. Harry gwałtownie wypuścił wstrzymywane powietrze.
- Widzę, że wiesz jak zapanować nad swoim chłopakiem -powiedział Luke, a ja w myślach walnęłam się w głowę za nie wypowiedzenie kwestii 'on nie jest moim chłopakiem'. - To co, będziemy w kontakcie tak?
- Tak - odpowiedziałam równo z mamą, po czym posłałam jej jedno z moich nieprzyjemnych spojrzeń, których często nie widywała.
- Odprowadzę Cię -zaoferował się Paul
- Znam drogę do wyjścia -powiedział Luke, ale podał rękę Paulowi i Harremu na odchodne.
Ciszę w pokoju przerwał dźwięk zamkniętych drzwi.
Nie wiedziałam jak zacząć i co powiedzieć mamie. Nie chciałam na nią krzyczeć, robić niepotrzebnych wywodów, bo wiedziałam, że chciała dla mnie jak najlepiej. Zamiast tego uderzyłam z innej strony.
- Skąd go znasz? -zapytałam
- Skontaktował się ze mną -odpowiedziała -Podobno śledzili twoją karierę od 3lat.
Karierę? Zagrałam tylko kilka meczów, nie można tu mówić o karierze.
- Co o tym myślisz? -zapytał Paul, który siedział teraz obok mojej mamy.
- Nie mam pojęcia. Nie wiem czy pogodzę wszystko ze sobą czasowo. Taniec zabiera mi dużo czasu, szkoła, znajomi. Nie chcę niczego i nikogo poświęcać, a treningi będą pewnie z 3 razy w tygodniu.Jest mi tu dobrze, naprawdę dobrze. Nie chcę brać za dużo zajęć dodatkowych, by przez brak czasu nie dostrzegać tego co mam teraz -odparłam, nawet nie zdając sobie sprawy z wymówionych słów. -Eee, a tak właściwie to co oferuje Luke?
- Stypendium sportowe, trening z jakimiś szychami, rozwijanie się w tym kierunku -wyliczała na palcach -osiągnięcia, nowe znajomości.
- Na jakiej pozycji grałaś? -zainteresował się Paul
- Rozgrywająca -powiedziała dumnie mama - była też kapitanem drużyny i zaprowadziła zespół do mistrzostw stanowych.
- Mamoo -jęknęłam zawstydzona jej przechwałką. Wraz z Paulem zaczęli się śmiać.
W tym momencie uznałam, że powinniśmy z Harrym wyjść z salonu, by zostawić im jak najwięcej przestrzeni osobistej. Pociągnęłam chłopaka lekko za rękę i poszliśmy na górę. Do mojego pokoju.


*Harry*

Trzymając ja za rękę pokonywaliśmy schody do jej pokoju. Moje myśli, które normalnie pędziłyby w stronę jej zgrabnego tyłka, teraz szły w kierunku zdolności jakie dziewczyna przede mną ukrywała. Świetnie tańczy, pięknie rysuję i na dodatek gra w siatkówkę? To jakiś fake. Na świecie nie ma ludzi tak idealnych jak ona. Zauważyłem pewną zależność pomiędzy tańcem, rysowaniem czy nawet siatkówką. W każdej ze swojej pasji Isabella wyrażała siebie. Czy to gracją i seksapilem podczas tańca, czy niewinnością i wrażliwością w rysowaniu nadal była sobą. Żałuję, że nigdy nie widziałem jak gra w siatkówkę, ale jestem pewien, że jest wspaniała.
- To od kiedy grasz? -zapytałem kiedy usiadłem na jej łóżku.
- Od dawna -odpowiedziała wymijająco siadając koło mnie. Zastanawiałem się czy drążyć temat czy zostawić go w spokoju. Ostatecznie stwierdziłem, że chcę się dowiedzieć.
- Od kiedy? -zapytałem ponownie
- No od dawna -powiedziała i spuściła wzrok. Chwyciłem dwoma palcami jej brodę i delikatnie podniosłem piękną twarz do góry, by mogła spojrzeć mi w oczy. Kiwnąłem lekko zachęcając tym do mówienia. Przewróciła oczyma i zaczęła cicho mówić. - To było po tym jak Melania zginęła. Ojca wpakowali do pudła, a mama całkowicie oddała się pracy. Nawet nie kazała mi chodzić do szkoły. Miała mnie totalnie gdzieś, ale z biegiem czasu zaczęłam rozumieć jak ona mogła się czuć. A kiedy nie chodziłam do szkoły miałam za dużo czasu na malowanie i taniec, po jakimś czasie zaczęło mi się nudzić. I tu pojawiła się pani Angela, która wszystkiego mnie nauczyła. Wzięła mnie do swojego klubu, po jakimś czasie mianowała liderką i potem poszło. Mecze, zwycięstwa i ciągły brak zainteresowania ze strony mamy.
Nic nie odpowiedziałem, ale zamiast tego wziąłem ją w ramiona. Czyny ponad słowa, tak mówi mój tata.
Chwila ciszy, która wbrew moim oczekiwaniom wcale nie była niezręczna, zapanowała wśród nas. Cisza była idealnym dopełnieniem słów Izzy.
- Nawet nie wiesz jak Cię podziwiam -powiedziałem i ucałowałem czubek jej głowy.
- Hmm? -mruknęła zaspana. Zaśmiałem się cicho w odpowiedzi.Ta dziewczyna nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać.
- Gdzie masz piżamę? -zapytałem
-Emm, gdzieś tam -wskazała jedną z wielu szuflad.Wstałem i otworzyłem pierwszą. Oczy mi się zaświeciły.
Bielizna Izzy.
Nie byłbym sobą, gdybym nie wyjął jednej pary fikuśnych czarnych majteczek i obejrzał z każdej strony. Odłożyłem majtki i sięgnąłem po równie czarny biustonosz. 80C, idealny rozmiar.
Spojrzałem na dziewczynę leżącą na łóżku. Już spała. Zrezygnowany zamknąłem szufladę i podszedłem do Izzy. Przykryłem ją dwoma, leżącymi obok, kocami. Nachyliłem się w jej kierunku i ucałowałem czubek jej głowy.
Gdyby w tej chwili otworzyła oczy wystraszyła by się śmiertelnie. Pochylałem się nad nią, bardzo blisko jej twarzy. Nie mogłem się powstrzymać i zostałem jeszcze chwilę, by móc na nią popatrzeć. Klatka piersiowa unosiła się i opadała, a delikatny uśmiech gościł na jej ustach. Była piękna.
- Chyba Cię lubię, Izzy. - powiedziałem szeptem -Bardzo lubię.

_______________________________________________
Nie wiem czy kolejny rozdział pojawi się przed świętami, więc chciałabym wam życzyć: wiele uśmiechu,czystego sumienia, prawdziwych przyjaciół, zdrowia i miłości.
Kocham mocno♥

6 komentarzy: