niedziela, 16 marca 2014

10

To dziwna sytuacja. Anderson wstrzymała powietrze, pewnie nieświadoma tego co właśnie robi, a Kate poczerwieniała na twarzy. Złość? Zażenowanie? A może coś w rodzaju wstydu? Może uważała, że Harry jest jej chłopakiem. Albo po prostu myślała, że Harry ma mnie za kompletną ofiarę, z którą nie powinno się zadawać skoro nie jestem już w drużynie.
-Zapytałam, jak to cię pocałował? -powiedziała do mnie Kate, która stoi tu dobre 4minuty. Skąd ona się wzieła? Cały czas była w kawiarence?
- Tak jak poprzednim razem gdy pytałaś -odpowiedziałam jej chłodnym głosem -A teraz jeśli możesz to nas zostaw. Przyszłyśmy tu porozmawiać, a jak tu stoisz i przysłuchujesz się co mówimy, mogę być pewna, że usłyszę to na szkolnym korytarzu.
- Narazie Kate -powiedziała sztucznie słodkim głosem Anderson
Kate mruknęła pod nosem coś w stylu 'jeszcze zobaczycie' odwróciła się na pięcie i wyszła z kawiarenki.
Spojrzałyśmy po sobie z Anderson i wzruszyłyśmy ramionami.
- No to jak to było? -zapytała mnie dziewczyna -Mów szybko, jeśli nie chcesz mówić tego przy Johnym
- Docisnął mnie do ściany i pocałował. Nie odwzajemniłam pocałunku, po jakimś czasie odepchnęłam go i wyrwałam z jego uścisku, ot cała historia
- Jaka historia? -zapytał John stawiając tacę z kawami.
-Oh, no wiesz, takie damskie historyjki -powiedziała tajemniczo Anderson i posłała mu uśmiech, chłopak nie drążył tematu
-Wiecie spotkałem kolegę, siedzi sam, co powiecie na to, żebym go do nas zaprosił? -proszę nie mówcie, że to Harry. Proszę tylko nie on. Kate w zupełności mi wystarczyła, by podwyższyć ciśnienie.
-Okej, idź po niego-powiedziała zachęcająco dziewczyna
-Co ty wyprawiasz? -syknęłam, gdy John oddalił się wystarczająco -A jeśli to Harry?
-Nie dramatyzuj, on się zgodził, żebyś z nami była. Jeśli ma być fair to jego kolega też może z nami posiedzieć. Wyluzuj trochę maleńka. Może jutro pójdziemy do klubu?
- Cieszmy się dziś, a o jutro będziemy się martwić kiedy indziej -powiedział męski głos za mną, instyktownie się odwróciłam.
Przede mną stał szeroko uśmiechnięty mulat. Ciemne włosy były znajomo zaczesane do góry. Zayn Malik, najlepszy kumpel Harrego.
-Hej Izzy -przywitał się ze mną -Andy, świetnie wyglądasz.
-Dzięki -mruknęła, ale uśmiechnęła się -Co ty tu robisz?
- Szukam kociego futra w kawie -odpowiedział sakrastycznie -a wy?
- A my tu ładnie wyglądamy -powiedział John
- Hej Izzy, nie widziałaś Harrego? -zapytał mnie Zayn
- Jak wychodziłam to był z Paulem u mnie -powiedziałam i wymusiłam uśmiech. A wcześniej całował mnie przy ścianie, dodałam w myślach.
- Chodźmy gdzieś -powiedziała Anderson -nie będziemy siedzieć tyle czasu w jednym miejscu, jesteśmy na to za młodzi i za fajni. -jej skromność zawsze mnie urzeka -No już! Ruszać tyłki.
- Okej, okej, już się nie złość -powiedział John
- Złość piękności szkodzi - dopowiedział Zayn
- Ale tobie już i tak nic nie zaszkodzi -dodałam, chłopaki się zaśmiali, a dziewczyna spojrzała na mnie wzrokiem mordercy i dołączyła śmiechem do chłopaków. 


- Hej, jestem tu od dobrego tygodnia, może dłużej a nic tu nie widziałam -powiedziałam smutnym głosem. Jak się nad tym zastanowić nie miałam kiedy pozwiedzać okolicy. Mama też była zajęta, a nie chciałam zwiedzać jej sama. Znając mnie, pewnie zgubiłabym się po 3 zakręcie od domu.
- Droga Isabelle, pragnę przedstawić Ci najwspanialszych przewodników najbliższej okolicy. -powiedział szeroko uśmiechnięty Zayn, odwrócił się plecami do mnie i lekko schylił -Zapraszam na pojazd.
- Co? -zapytałam zdezorientowana
-Wchodź na barana, będzie zabawnie -powiedział i wskazał na Anderson, która była już na plecach Johna
-okej, ale jestem ciężka, zmęczysz się -zaczęłam gadać, chodź wiedziałam, że i tak będzie kazał mi wejść na barana. A im dłużej zwlekałam tym John zużywał coraz więcej swojej siły na Anderson.
-Zamknij się i właź -powiedział mulat. O dziwo nie zabrzmiało to chamsko.
- Dobra, dobra, już wchodzę -powiedziałam i wdrapałam się na chłopaka.
Takim o to sposobem zwiedziłam najbliższą okolice, zobaczyłam kilka wspaniałych miejsc, poznałam kilku znajomych Zayn'a. Nie było wśród nich Harrego, na szczęście. Nie powiem, że nie chcę go nigdy więcej widzieć. Nie powiem, że mi na nim zależy. Nie powiem, że coś do niego czuje. Nie powiem też, że miewam o nim sny. A na pewno nigdy nie powiem, że ciesze się z tego, że go poznałam. A chrzanić to. Zależy mi na nim. Nie wiem co mam robić. Gdyby tylko on okazał się.. nawet nie wiem jaki ma być. Chciałabym żeby był sobą, ale nie jest. Nie kiedy jest, a raczej był przy mnie. Zachowuję się jak palant, na którego lecą wszystkie dziewczyny. Dobra, może i lecą, ale to i tak nie świadczy o tym, że musi być takim idiotą. Tak wiele myśli bije się w mojej głowie. Walka między tym co powinnam, a tym co chcę zrobić jest nie fair wobec innych ludzi.
-Ej Izzy, chyba odpłynęłaś -mówi Zayn z nutką rozbawienia -Co jest?
Właśnie dochodzimy pod mój dom, gdyż nasza mini wycieczka została przerwana z powodu głodu chłopaków. Stwierdziliśmy, że nie będziemy drugi raz siedzieli w jakieś knajpce, więc zaproponowałam im swój dom. Oczywiście reakcja zawsze jest taka sama, gdy ktoś stoi przed moim domem.

-Jezu, dziewczyno, ale jesteś dziana -mówi zszokowany John -Kim są twoi rodzice? Premierzy czy coś w tym stylu?
Wybucham śmiechem i patrzę na niego. On serio tak uważa. 
-Niee -mówię, kiedy mój napad śmiechu odchodzi -Mama projektuje ubrania -wyjaśniam i wchodzę na ścieżkę prowadzącą do drzwi. Oby nasi wcześniejsi goście już poszli, no przynajmniej Harry. Prowadzę za sobą chłopaków, którzy są nieco zawstydzeni moją obojętnością do wielkością tego domu. Anderson jest już raczej przyzwyczajona, była u mnie może z 2razy. Kiedy wchodzimy do domu słyszę donośny śmiech mamy. Czuję jak ktoś szturchnął mnie delikatnie w brzuch palcem. Odwracam się i widzę, że Zayn jest pochylony w moją stronę. 
- Masz bardzo podobny śmiech do mamy -nie wiem czemu mówi szeptem, ale nadaje to takiej aury tajemnicy naszej rozmowie dla osób trzecich. Kręcę głowa na jego słowa z uśmiechem od ucha do ucha. 
- Serio? Nie wiem jak to wogule możliwe. Powiedziałabym, że to przez geny, ale nie jestem co do tego taka pewna. -mówię ironicznie, a chłopak wybucha śmiechem zwracając tym uwagę pozostałych nastolatków. 
- Okej, to co chcecie zjeść? -pytam
- Isabelle, to ty? -krzyczy mama z salonu. Pewnie jest nadal z Paulem, nie dziwię się w sumie. Fajny facet, miły i pomocny.
- Tak -odkrzykuję -Cześć Paul -dodaję rozbawiona. 
- Paul? -pyta zdziwiony John
- No wiesz, chłopak mojej mamy -odpowiadam z lekkim uśmiechem.
- Dobra, idziemy jeść. -mówi Anderson. 
Czuję jak Zayn porywa mnie z podłogi i przerzuca sobie przez ramię. 
- Prowadź -mówi do Anderson, która kiwa w odpowiedzi głową i zmierza w stronę kuchni. 
Chłopak trzyma ręce przy moim tyłku, czuję, że z każdym krokiem jedna dłoń sunie delikatnie do góry. Zayn idzie za Anderson, która porusza się doskolane znając teren, chwilę później stoi wryta w ziemię. Chłopak, który mnie niesie też sztywnieje. Nie wiem co się dzieję. Szarpię się, by zejść z chłopaka, lecz jest to zupełnie niepotrzebne, gdyż chłopak wogule nie protestuje. Patrzę przez chwilę w oczy Zayn'a, który jest wpatrzony coś za mną. Odwracam się w tamtą stronę, nieświadoma tego co mogę dostrzec. 
Harry Styles w mojej kuchni, nie jest sam.
Chłopak jest bez koszulki.
Stoi obok blond dziewczyny, obok Kate Nage, która także nie ma koszulki.  


piątek, 14 marca 2014

9

-Pomagasz z układem cheerleaderskim? -zapytał mnie Paul, kiedy siedzieliśmy przy stole po zjedzonym obiedzie. Wypuściłam wstrzymywane powietrze i spojrzałam na niego pytająco. - Emily mówiła mi, że jesteś cheerleaderką -wyjaśnił.
- A, no pewnie, że mówiła -powiedziałam obojętnie, wzruszyłam ramionami i powiedziałam: nie jestem już cheerleaderką.
- Co? Kochanie, co ty mówisz? Jak to nie jesteś? -mama chwyciła mnie za rękę, która leżała na stole.
- Wyrzuciły mnie -mówię wprost, nie ma sensu niczego ukrywać. Mama i tak by się dowiedziała.
- Nie mogą cię tak po prostu wyrzucić -protestuje mama, nie wiem czy stara się utrzymać konwersacje, czy chcę pokazać jaką jest mamą przed naszymi, co ja mówię? przed jej gośćmi.
- Mamo -jęczę -Daj spokój. Jestem duża, dam sobie radę. -'jestem duża, dam sobie radę' jako tradycyjny argument. Tradycyjny argument, który mama zawsze podważy.
- A ja jestem twoją matką i chcę wiedzieć co się dzieje. Więc słucham. -mówi stanowczym głosem mama. Tym głosem, co nie lubi jakiegokolwiek sprzeciwu. -Co za dziewczyny cię wyrzuciły?
Kate Nage, która kupuje twoje ubrania ze starych kolekcji. Jezu, przecież tak nie powiem. Rzuciłam okiem na Paula, który patrzył to na mamę, to na mnie, nie wiedząc jak się zachować. Natomiast Harry uważnie mnie obserwował. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Harry ci chętnie opowie o swojej dziewczynie -powiedziałam złośliwie i wstałam od stołu. -Ale wiecie co? Ja muszę już..
- To nie jest moja dziewczyna! -warknął po chwili Harry przerywając mi
- Cokolwiek -powiedziałam obojętnie -Muszę już iść.
Zrobiłam krok do tyłu, a ręką Harrego owinęła się wokół mojego nadgarstka. Spojrzałam na niego morderczym wzrokiem.
- Ona nie jest moją dziewczyną -powiedział cicho
- Okej, wolisz określenie 'dziewczyna do pieprzenia'? -zapytałam podle- Więc mamo, Harry ci chętnie opowie o swojej dziewczynie do pieprzenia.
- Isabello! -powiedziała ostrzegawczo mama. Harry nie puszczając mojego nadgarstka wstał od stołu.
- Puść mnie, idioto -warknęłam i zaczęłam się wyrywać. Chłopak przytrzymał mnie drugą ręką za ramię i nic nie mówiąc wyprowadził mnie z pokoju. -Co ty, do cholery, wyprawiasz?
Za rogiem pchnął mnie na ścianę i przycisnął swoje ciepłe usta do moich.

 Poczułam jego oddech na moim policzku, kiedy przekrzywił głowę by pogłębić pocałunek. Jego usta ruszały się z wyraźną wprawą podczas gdy moje były nieruchome. Warknął, chyba brak reakcji z mojej strony go rozzłościł. Jego ręce owinęły się wokół mojej talii chcąc przyciągnąć bliżej siebie. Mój umysł, który chwilowo się zawiesił przez zapach jego perfum, zapach przy którym nie umiałam się skupić i myśleć, w końcu odzyskał nad sobą panowanie i zmusił moje ciało od oderwania Harrego ode mnie. 
- Nie rób tego więcej -warknęłam i ostatecznie wydostałam się z objęć chłopaka -Nie mam zamiaru być jak Kate.
Po tych słowach odeszłam szybkim chodem w stronę schodów, które pokonałam w nadzwyczajnym tempie. Ruszyłam do swojego pokoju, przekroczyłam próg pokoju i od razu rzuciłam się w stronę łóżka, chwytając po drodze telefon.
- Anderson, musimy porozmawiać -powiedziałam do telefonu, kiedy dziewczyna, po 4 sygnałach odebrała swoją komórkę.

*Harry*

Pocałowałem ją. Jezu, ja ją pocałowałem! Co mi odbiło do tego głupie łba? Przecież to było wiadome, że nie odwzajemni pocałunku! Albo, że mnie odepchnie! I po co mi to było? Czasem nie panuję nad swoimi pragnieniami. Teraz ma mnie pewnie za jakąś szuje, a co gorsza uważa, że Kate jest moją dziewczyną. Co prawda była nią kiedyś, ale teraz? Gdyby tylko mnie wysłuchała... Jezu, ale wszystko schrzaniłem.
Jestem Harry Styles i jestem kompletnym głupcem. 

*Isabella* 

-Możemy się spotkać? -pytam Anderson, która od 5min opowiada o nowo poznanym chłopaku.
- Wiesz, umówiłam się już z Johnem -mówi przepraszająco -ale zaraz do niego napisze i zapytam czy możesz iść ze mną. W sumie czuła bym się swobodniej, ale jeśli zacznie cie podrywać masz nie reagować -mówi i zaczyna się śmiać 
-Okej, okej, zrozumiałam, jest cały twój. Nie patrzeć, nie mówić, nie dotykać, jasne -żartuję
- No, i to ja rozumiem. Napisze ci zaraz smska, ok? Gdzie, co i jak. Nara maleńka -mówi Anderson i rozłącza się nie dając mi żadnej możliwości na odpowiedź. 
3 minuty później przychodzi sms. "Starbucks, ten 10 min od ciebie, za 30 min, zgodził się. Pamiętaj bez podrywu! Jest mój" 
Odpisałam "Nie śmiałabym zabierać ci chłopaka, ok" i zaczęłam się szykować. 
   Po zrobieniu lekkiego makijażu, założeniu koszuli z kołnierzykiem i spodni, w których moje nogi wyglądają na dłuższe i szczuplejsze, wzięłam plecak i wrzuciłam do niego najpotrzebniejsze rzeczy. Ruszyłam do salonu, z którego dochodził głośny śmiech mamy i Paula. Uważam to za niezwykle słodkie, że moja mama kogoś ma, że znów kogoś pokochała. Cieszę się, że znalazła Paula.
Kiedy weszłam do salonu Harry podniósł na mnie wzrok, posłał bezczelny uśmiech i wrócił wzrokiem do telefonu. Pewnie pisze z Kate. Przewróciłam oczyma i spojrzałam na mamę i Paula, którzy siedzieli na jednym fotelu. To znaczy Paul na fotelu, a mama na kolanach Paula. Szalejesz mamo! 
- Chciałam tylko powiedzieć, że wychodzę -oświadczyłam mamie 
- Tylko nie wróć za późno -ostrzegł mnie żartobliwie Paul, posłałam mu leniwy uśmiech
- Masz telefon? -zapytała mama, na co w odpowiedzi pomachałam jej swoim IPhonem. Kiwnęłam głową i odwróciłam się w stronę wyjścia z pokoju, gdy stałam w progu mama zawołała:
-Ślicznie wyglądasz, myszko 
- Mamo, no.. -zaczęłam jęczeć, ale się uśmiechnęłam na jej komplement
- Tak, ślicznie wyglądasz, MYSZKO -powiedział Harry i głupio się uśmiechnął. Jak dziecko, jak dziecko..

*Harry* 

Nie mogłem się powstrzymać, musiałem powiedzieć, że ślicznie wygląda. Nawet jeśli starałem się obrócić w jakąś kąśliwą uwagę powiedziałem swoje zdanie. Te spodnie niesamowicie prezentowały jej nogi długie nogi, a tyłek wyglądał nieziemsko. Słyszałem jak zamyka drzwi wejściowe, wstałem i przeciągnąłem się.
- Idziesz gdzieś? -zapytał mnie Paul
- Ta- mruknąłem -nie będę patrzył jak dwójka starców migdali się do siebie. -rzuciłem z uśmiechem, zarzuciłem kurtkę na plecy i puściłem im oczko -nie roznieście domu. 
Słyszałem ich śmiech kiedy zamykałem drzwi. Ruszyłem w stronę mojego domu. 

*Isabella*

-Hej, Isabella -powiedziałam i podałam rękę chłopakowi, który właśnie przyszedł z Anderson do kawiarni. 
- John, miło mi. Wiele o tobie słyszałem -powiedział i przyjaźnie się uśmiechnął. Brązowe, śmiejące się oczy, figlarny uśmiech, typowy przystojniak.

Posłałam uśmiech Anderson. 
- Uwierz mi, ja też dużo o tobie słyszałam. To co zamawiamy? 
- To ja pójdę -zaoferował się John -Co chcecie? 
- Cappuccino karmelowe -odpowiedziałyśmy w tym samym momencie z Anderson, chłopak parsknął śmiechem i poszedł w stronę kasy. 
-Co sądzisz? -zapytała mnie dziewczyna
- Miły, przystojny, uroczy -posłałam dziewczynie uśmiech. -Fajny, fajny, trzymaj go blisko siebie. 
-Jak blisko? -zapytała zaczepnie
- Najbliżej jak się da. -rzuciłam jej uśmiech i założyłam włosy za ucho. -Jest taka sprawa... no wiesz.. Harry.. eh no.. Harry wziął.. no on.. 
-No on co? Powiedz to wreszcie -dziewczyna patrzyła na mnie wyczekująco -Izz, mów.
- Harry mnie pocałował! -powiedziałam podniesionym głosem. 
- Jak to?! -powiedziała zaskoczona Anderson
-Co?! Co to znaczy, że Harry cię pocałował? -usłyszałam za sobą zdziwiony głos.

poniedziałek, 10 marca 2014

8


-No i co zamierzasz zrobić? Tak po prostu zbierzesz ładne dziewczyny? Puścisz muzykę i co? W ciągu 6 tygodni nie nauczą się tańczyć! Nie na taki poziom! A dodatkowo ładne dziewczyny są leniwe! To będzie koszmar, i doskonale zdajesz sobie z tego sprawę. -mocno dramatyzuję, wiem o tym, ale jakoś muszę się wyładować. Gdyby nie było tu Anderson już dawno byłabym na górze, w swoim artystycznym pokoju. Mama często nazywa te pokoje otchłanią, bo gdy tam wchodzę nie ma mnie przez połowę dnia.
- Izzy, znam takie co nie są leniwe, a są piękne-powiedziała Anderson, po czym spojrzała na mnie znacząco i uśmiechnęła się zaczepnie -nie jesteś leniwa, prawda?
-och, zamknij się -powiedziałam ze śmiechem -To jak to widzisz, co? Werbujemy ładne dziewczyny, dajemy im krótkie spódniczki i niech pokazują tyłek na zawodach? Dupą świata nie podbiją!
- Słodko, że uważasz, iż siedzimy w tym razem. - posłała mi najszerszy uśmiech jaki kiedykolwiek u niej widziałam - Ale nie, nikt tu tyłka wypinać nie będzie. No może oprócz Kate.  Więc przewidziałam taki obrót spraw. Zamówię nam trenerkę, jest świetna. Rusza się niesamowicie, z gracją, jej układy mogą podbijać świat. - mówi podekscytowana, z wielkim uśmiechem na twarzy -Już dzwonię, bądź cicho.
Słyszę jak telefon dzwoni mi z kurtki, którą rzuciłam gdzieś w przedpokoju. Wychodzę bez słowa, by nie przerywać Anderson. Kiedy prawie mam już telefon w ręce, on przestaje dzwonić. Za chwilę znów wydobył się dźwięk dzwonka. Na ekranie pojawia się szereg liczb:
662-459-325
Wypuszczam powietrze, które nieświadomie wstrzymywałam i odbieram dzwoniący telefon.
-Halo? -staram się brzmieć przyjemnie
-Wróć tu do salonu, idiotko. -mówi rozbawiony głos Anderson -Mam dla ciebie ważną wiadomość.
Ruszam w stronę dużego pokoju, gdzie zostawiłam wcześniej dziewczynę. Leży rozłożona na sofie, a kiedy wchodzę nawet nie zmienia pozycji. Nogi na oparciu, a głowa delikatnie spada w dół.
- Witam, witam, pani trener. -mówi Anderson poważnym tonem

*Harry*

-Zayn! Zayn, otwieraj te pieprzone drzwi! -krzyczę i walę pięściami do drzwi od 10minut. Zwariować można. Chyba za inwestuję i kupię mu obroże magnetyczną i przyczepie do kutasa. Może wtedy zareaguje i ruszy dupę, by otworzyć mi te drzwi. Dzwonię dzwonkiem i znów pukam, dzwonie, pukam i tak w kółko. 
- Zayn! Napalone laski są ze mną! -krzyczę na tyle głośno, by usłyszał ze swojej sypialnie, jednakże ludzie przechodzący po ulicy posyłają mi dziwne spojrzenia.
 Słyszę ciężki tupot stóp. Dzięki ci Boże.
- Czego? -pyta Zayn przez zamknięte drzwi
- Przyszedłem ukraść ci brykę. A walę do drzwi, bo może chcesz o tym wiedzieć. -mówię sarkastycznie, a za chwilę zniżam głos -Otwieraj te drzwi, idioto.
Chłopak przesuwa zasuwę i po chwili drzwi się otwierają. Zayn stoi bez koszulki, a spodnie dresowe ma nisko opuszczone na biodrach. Patrzy na mnie wzrokiem mordercy. 
- Obudziłeś mnie -rzucił oskarżającym tonem - Mów czego chcesz i daj mi pospać
- Chcę podwoić stawkę -mówię na jednym wdechu
- Co? Pewnie coś za tym stoi -stwierdza i patrzy uważnie na moją twarz, kiedy zadaje kolejne pytanie -Tu chodzi o nią? O Isabelle?
- Taa, obecnie mnie nienawidzi -mruknąłem - potrzebuję więcej czasu.
- Nic nowego, wiele lasek cie nienawidzi -wzrusza ramionami -co wcale nie znaczy, że nie przespały by się z tobą kolejny raz. Więc co zrobiłeś bogatej blondi? 
- Nie mów tak na nią -bronię jej, jakbym mógł pozwolić komukolwiek ją obrażać? - Nic jej nie zrobiłem. Po prostu przeleciałem Kate. Potem poszedłem z nią na jej trening, a ona wymyśliła jakieś gówno dla Izzy, żeby ją wylać z drużyny. Rozumiesz? Walała ją bez powodu! 
- I dlatego Cie nienawidzi? Bez przesady, tylko przeleciałeś byłą dziewczynę -no tak, dla niego to nic nie znacząca dziewczyna.
- Nie, Kate powiedziała jej, że ze sobą spaliśmy. A potem widziała nas jak się całowaliśmy. Po tym jak ją wylała. - mówię, a moja głowa coraz bardziej spada w dół ze całkowitego zażenowania moim zachowaniem. Nic nie powiedziałem Kate, nie stanąłem w obronie Izzy. 
- Stary, chyba wpadłeś -podniósł mi głowę i spojrzał w moje oczy, westchnął - i to porządnie. 
Nie powiedziałem nic, nie dałem mu żadnego znaku na potwierdzenie jego słów, ale myślę, że po tylu latach znajomości zna mnie lepiej niż ja sam siebie. 
- To co, chcesz zerwać zakład? -zapytał 
- Nie? Jestem Harry Styles! Jestem zdobywcą!. - i jestem kompletnie zauroczony Isabellą Soul.

*Isabella*

- Co? Nie, nie ma mowy! -próbuję się bronić przed pomysłem Anderson. Dziewczyna spojrzała na mnie smutnym wzrokiem.
- Izzy, musimy, nie mamy wyjścia! -powiedziała i zaczęła zbierać swoje rzeczy z salonu -Musze się zbierać, ale obiecaj mi, ze chociaż to przemyślisz. 
Poddaje się, powinnam to dla niej zrobić. Ona stanęła w mojej obronie i dobrowolnie odeszła z drużyny, której za rok prawdopodobnie była by kapitanem. Przytaknęłam jej głową i podeszłam do niej. Rozłożyłam ramiona, a dziewczyna delikatnie w nie weszła i otuliła swoimi. 
- Dziękuję Anderson, za wszystko -szepnęłam
- Nie ma za co, kochanie -skradła mi buziaka w policzek i odsunęła się ode mnie -Serio, muszę iść. Umówiłam się z mamą, że będę wcześniej. 
Ruszyła w stronę drzwi i rzuciła krótkie 'nara maleńka' po czym zamknęła za sobą drzwi. 
Zostałam sama. Znowu sama. Sama w dużym domu. Cudownie..

Poobijałam się jakiś czas, ale zaczęło mi się to nudzić. Weszłam na piętro do pokoju z lustrami, gdzie mogłam spokojnie tańczyć. Pokój jest bardzo przestronny, a lustra na ścianach z każdej strony odbijają moje odbicie. W prawym rogu pokoju znajduję się cała potrzebna elektronika. Wielkie głośniki, kilka mniejszych rozmieszczonych na ścianach pod sufitem. No i oczywiście radiostacja i notebook, bez których taniec staje się nudny. Taniec bez muzyki to jak płatki bez mleka. Suche, ale nadal zjadliwe.  Mama od zawsze wolała mój taniec od malowania, więc pchała mnie w tamtą stronę. Zapisywała mnie na różne warsztaty, na które nie mogłybyśmy sobie pozwolić, gdyby nie jej praca. 
Stanęłam na środku pokoju, włączyłam muzykę z pilota, który za chwilę potoczył się po podłodze pokoju. Muzyka przepłynęła przez moje ciało i zaczęła wprawiać je w ruch. 

 
-Kochanie, o mój Boże! Ty tańczysz! -krzyknęła uradowana mama, która trzymała za rękę Paula. Harry opierał się o framugę drzwi.
-Tańczyłam, zanim mi nie przerwaliście - wyłączyłam muzykę i odparłam obojętnym tonem, ale po skrzywionej minie mamy, wnioskuję, że przesadziłam z tą obojętnością. Posłałam jej lekki uśmiech -ale mogę wam coś pokazać, jeśli chcecie zobaczyć. 
-Pokazuj, a nie gadasz -powiedział cały w skowronkach Paul.Włączyłam od nowa piosenkę, ustawiając chwilę przed refrenem. 

 

Zostałam nagrodzona brawami, a Harry zaczął gwiżdżeć na palcach. Mój entuzjazm przygasł kiedy przeniosłam swój wzrok na niego. Wdech, wydech, wdech..



_______________________________________________
Okej, kilka rzeczy:)!

1. https://www.facebook.com/handmadeprzytulaki?fref=ts wchodzimy, dajemy lajka, ogladamy rzeczy:)!
2. Chciałabym, żebyście więcej komentowali:) Co wam się podoba, a co nie:) 
3. Przepraszam, że dawno nic nie dodwałam, ale nie miałam weny, a nie chciałam by było coś zrobione do dupy. 
4. Wchodzimy, pokazujemy bloga znajomym, udostępniamy go na fejsach, askach, sraskach i tym podobnych 
5. Dziękuję za uwagę i zachęcam do komentowania:)!