piątek, 18 kwietnia 2014

16

Wchodząc do mojego domu z Harrym u boku, nie spodziewałam się, że ktokolwiek może być w domu. Spojrzałam na chłopaka, który również rzucił mi pytające spojrzenie. Wzruszyłam lekko ramionami i pociągnęłam chłopaka za trzymaną rękę w stronę głosów. Z tego co się orientuję mama miała wrócić później z pracy. Miałam mieszane uczucia, kiedy siedziała w salonie, a naprzeciw niej jakiś mężczyzna. Niepewnie spojrzałam na Harrego, który też nie rozumiał rozgrywającej się sytuacji.
Stanęłam w progu opierając się o framugę i czekałam, aż nas w końcu zauważą. Nic z tego, byli tak zafascynowali rozmową, że nawet nie zauważyli nas w pomieszczeniu.
Chrząknęłam znacząco, by zwrócić ich uwagę. Spojrzeli na nas. Mama zauważała nasze złączone dłonie, ale nic nie powiedziała na temat. Przeczuwam, że będzie chciała go poruszyć później.
Facet zjechał po mnie wzrokiem i przeniósł go na moją mamę. Kiwnął głową i powiedział: będzie idealna
- Idealna do czego? -zapytał Harry opiekuńczo przyciągając mnie do siebie. Zarzucił swoje ramię na moją talie. - Kim pan w ogóle jest?
Harry zlustrował go nieufnym wzrokiem.
- Spokojnie Harry -poprosiła mama -To jest Luke Murs.
Chłopak rzucił mi pytające spojrzenie, które miało zapytać 'znasz go?' Pokręciłam delikatnie głową.
- Jestem trenerem Volley'a -powiedział pan Luke, widząc nasze zmieszanie.
- Ja chyba nadal nie rozumiem -powiedział Harry.
Och, nie rozumie, bo nie wie.
- No..no ja kiedyś grałam w siatkówkę -powiedziałam do Harrego -Nic wielkiego, dodatkowa pasja.
Lekko wzruszyłam ramionami i posłałam mu delikatny uśmiech. Odwzajemnił go, a potem znów przeniósł swój wzrok na pana Luka Murs'a.
- Więc co pan tu robi? -zapytał
- Chcę Isabelli w swojej drużynie. -powiedział do Harrego. Halo! Stoję obok! Nie jestem przedmiotem!
Wszyscy usłyszeli dźwięk zamykanych drzwi i głos Paula z korytarza
- Wróciłem, kochanie! -za chwile wynurzył się zza Harrego, który stał w przejściu. Paul spojrzał na wszystkich zebranych oceniając w głowie sytuację. -Co się dzieje? -zapytał
- Isabella wchodzi w skład Volley'a -powiedziała uradowana mama. Co do cholery?
- Co? -fuknęłam -Nigdzie nie wchodzę! -powiedziałam rozzłoszczona tym, że nikt nie liczył się z moim zdaniem.
- Och, kochanie -westchnęła mama -Czemu nie? Przecież to świetna szansa!
- Myślę, że sama zadecyduję o tym co w tej sprawie zrobię -powiedziałam, a następnie kiwnęłam głową w stronę pana Luka.-Mogę dać panu znać za jakiś czas?
- Oczywiście, słoneczko -powiedział i uśmiechnął się promiennie. Uśmiech przygasł, kiedy Harry spojrzał na niego gniewnie.
- Proszę się liczyć ze słowami. -powiedział niskim głosem -Jestem pewien, że może to podejść pod pedofilię.
- Oczywiście, żadnych słoneczek przy twoim chłopaku -puścił mi oczko, a Harry od razu się spiął. Proszę, proszę, proszę nie reaguj. Nie daj się skonfrontować. Wolałam nie poruszać kwestii 'bycia moim chłopakiem'. W tej chwili bardziej zależało mi na tym, by chłopak obok mnie nie zrobił czegoś wyjątkowo głupiego. Przytrzymałam mocniej jego dłoń. I spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. Jednak jego oczy były zwężone i skierowane w stronę pana Luka.
- Harry, spokojnie -do akcji wkroczył Paul, który już nie raz widział chłopaka w takich sytuacjach.
- Proszę -szepnęłam. Harry gwałtownie wypuścił wstrzymywane powietrze.
- Widzę, że wiesz jak zapanować nad swoim chłopakiem -powiedział Luke, a ja w myślach walnęłam się w głowę za nie wypowiedzenie kwestii 'on nie jest moim chłopakiem'. - To co, będziemy w kontakcie tak?
- Tak - odpowiedziałam równo z mamą, po czym posłałam jej jedno z moich nieprzyjemnych spojrzeń, których często nie widywała.
- Odprowadzę Cię -zaoferował się Paul
- Znam drogę do wyjścia -powiedział Luke, ale podał rękę Paulowi i Harremu na odchodne.
Ciszę w pokoju przerwał dźwięk zamkniętych drzwi.
Nie wiedziałam jak zacząć i co powiedzieć mamie. Nie chciałam na nią krzyczeć, robić niepotrzebnych wywodów, bo wiedziałam, że chciała dla mnie jak najlepiej. Zamiast tego uderzyłam z innej strony.
- Skąd go znasz? -zapytałam
- Skontaktował się ze mną -odpowiedziała -Podobno śledzili twoją karierę od 3lat.
Karierę? Zagrałam tylko kilka meczów, nie można tu mówić o karierze.
- Co o tym myślisz? -zapytał Paul, który siedział teraz obok mojej mamy.
- Nie mam pojęcia. Nie wiem czy pogodzę wszystko ze sobą czasowo. Taniec zabiera mi dużo czasu, szkoła, znajomi. Nie chcę niczego i nikogo poświęcać, a treningi będą pewnie z 3 razy w tygodniu.Jest mi tu dobrze, naprawdę dobrze. Nie chcę brać za dużo zajęć dodatkowych, by przez brak czasu nie dostrzegać tego co mam teraz -odparłam, nawet nie zdając sobie sprawy z wymówionych słów. -Eee, a tak właściwie to co oferuje Luke?
- Stypendium sportowe, trening z jakimiś szychami, rozwijanie się w tym kierunku -wyliczała na palcach -osiągnięcia, nowe znajomości.
- Na jakiej pozycji grałaś? -zainteresował się Paul
- Rozgrywająca -powiedziała dumnie mama - była też kapitanem drużyny i zaprowadziła zespół do mistrzostw stanowych.
- Mamoo -jęknęłam zawstydzona jej przechwałką. Wraz z Paulem zaczęli się śmiać.
W tym momencie uznałam, że powinniśmy z Harrym wyjść z salonu, by zostawić im jak najwięcej przestrzeni osobistej. Pociągnęłam chłopaka lekko za rękę i poszliśmy na górę. Do mojego pokoju.


*Harry*

Trzymając ja za rękę pokonywaliśmy schody do jej pokoju. Moje myśli, które normalnie pędziłyby w stronę jej zgrabnego tyłka, teraz szły w kierunku zdolności jakie dziewczyna przede mną ukrywała. Świetnie tańczy, pięknie rysuję i na dodatek gra w siatkówkę? To jakiś fake. Na świecie nie ma ludzi tak idealnych jak ona. Zauważyłem pewną zależność pomiędzy tańcem, rysowaniem czy nawet siatkówką. W każdej ze swojej pasji Isabella wyrażała siebie. Czy to gracją i seksapilem podczas tańca, czy niewinnością i wrażliwością w rysowaniu nadal była sobą. Żałuję, że nigdy nie widziałem jak gra w siatkówkę, ale jestem pewien, że jest wspaniała.
- To od kiedy grasz? -zapytałem kiedy usiadłem na jej łóżku.
- Od dawna -odpowiedziała wymijająco siadając koło mnie. Zastanawiałem się czy drążyć temat czy zostawić go w spokoju. Ostatecznie stwierdziłem, że chcę się dowiedzieć.
- Od kiedy? -zapytałem ponownie
- No od dawna -powiedziała i spuściła wzrok. Chwyciłem dwoma palcami jej brodę i delikatnie podniosłem piękną twarz do góry, by mogła spojrzeć mi w oczy. Kiwnąłem lekko zachęcając tym do mówienia. Przewróciła oczyma i zaczęła cicho mówić. - To było po tym jak Melania zginęła. Ojca wpakowali do pudła, a mama całkowicie oddała się pracy. Nawet nie kazała mi chodzić do szkoły. Miała mnie totalnie gdzieś, ale z biegiem czasu zaczęłam rozumieć jak ona mogła się czuć. A kiedy nie chodziłam do szkoły miałam za dużo czasu na malowanie i taniec, po jakimś czasie zaczęło mi się nudzić. I tu pojawiła się pani Angela, która wszystkiego mnie nauczyła. Wzięła mnie do swojego klubu, po jakimś czasie mianowała liderką i potem poszło. Mecze, zwycięstwa i ciągły brak zainteresowania ze strony mamy.
Nic nie odpowiedziałem, ale zamiast tego wziąłem ją w ramiona. Czyny ponad słowa, tak mówi mój tata.
Chwila ciszy, która wbrew moim oczekiwaniom wcale nie była niezręczna, zapanowała wśród nas. Cisza była idealnym dopełnieniem słów Izzy.
- Nawet nie wiesz jak Cię podziwiam -powiedziałem i ucałowałem czubek jej głowy.
- Hmm? -mruknęła zaspana. Zaśmiałem się cicho w odpowiedzi.Ta dziewczyna nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać.
- Gdzie masz piżamę? -zapytałem
-Emm, gdzieś tam -wskazała jedną z wielu szuflad.Wstałem i otworzyłem pierwszą. Oczy mi się zaświeciły.
Bielizna Izzy.
Nie byłbym sobą, gdybym nie wyjął jednej pary fikuśnych czarnych majteczek i obejrzał z każdej strony. Odłożyłem majtki i sięgnąłem po równie czarny biustonosz. 80C, idealny rozmiar.
Spojrzałem na dziewczynę leżącą na łóżku. Już spała. Zrezygnowany zamknąłem szufladę i podszedłem do Izzy. Przykryłem ją dwoma, leżącymi obok, kocami. Nachyliłem się w jej kierunku i ucałowałem czubek jej głowy.
Gdyby w tej chwili otworzyła oczy wystraszyła by się śmiertelnie. Pochylałem się nad nią, bardzo blisko jej twarzy. Nie mogłem się powstrzymać i zostałem jeszcze chwilę, by móc na nią popatrzeć. Klatka piersiowa unosiła się i opadała, a delikatny uśmiech gościł na jej ustach. Była piękna.
- Chyba Cię lubię, Izzy. - powiedziałem szeptem -Bardzo lubię.

_______________________________________________
Nie wiem czy kolejny rozdział pojawi się przed świętami, więc chciałabym wam życzyć: wiele uśmiechu,czystego sumienia, prawdziwych przyjaciół, zdrowia i miłości.
Kocham mocno♥

wtorek, 15 kwietnia 2014

15

Pocałunek był namiętny, nie miałam wątpliwości, że Harry całował wiele dziewczyn przede mną. Ale kiedy tak stałam, otulona jego ciepłymi ramionami, pod bacznym wzrokiem innych ludzi ze szkoły, nie obchodziło mnie kogo wcześniej całował. Niewątpliwie miał w tym wprawę. Jak przeczytałam dawno temu w jakieś książce, pocałunek mężczyzny jest jak jego podpis. Harry Styles miał idealny podpis. Mruknął w moje usta, kiedy zaczęłam odwzajemniać pocałunek. Chłopak pewniej przywarł do mnie ustami, a jego ręce spoczęły na mojej talii by przysunąć mnie bliżej siebie. Natomiast moje dłonie spoczywały na jego klatce piersiowej.
- No co to, do cholery, ma być? -słyszałam irytujący głos Kate. Mój umysł odepchnął ją w głąb rzeczy niepotrzebnych. Skupiłam się na całowaniu chłopaka, który pachniał wyjątkowo dobrze. Powiedziałabym, że na tyle dobrze, bym nie mogła się skupić na niczym innym niż język Harrego, którym właśnie przejechał po mojej dolnej wardze prosząc o dostęp. Odmówiłam mu zbadania mojej jamy ustnej swoim, na pewno zdolnym, językiem.
Cholera, całkowicie zapomniałam o lekcji, która pewnie już trwała. Brawo Izzy, tylko ty myślisz o matmie, kiedy całujesz się z przystojnym chłopakiem.
Delikatnie zaczęłam się wiercić, a Harry zrozumiał moją małą aluzję. Skradł mi jeszcze dwa małe buziaki i pozwolił się odsunąć. Nie na taką odległość jaka by zadowalała nas oboje. Chłopak wyszczerzył się w uśmiechu, kiedy ja trąciłam czubkiem butem małego kamyczka. Nie do końca wiedziałam co mam zrobić, czy też co powiedzieć, a jego najwyraźniej to bawiło.
- Chodź, skarbie. -powiedział czule i wyciągnął w moją stronę rękę. Zawahałam się. Okej, może przed chwilą się całowaliśmy, ale trzymanie za ręce uważam dobre dla par. W sumie całowanie też. - Odprowadzę Cię do klasy.
Chwyciłam jego dłoń i cicho westchnęłam kiedy przeszliśmy przez miejsce, w którym wcześniej Kate stała. Przez miejsce, w którym Kate go pocałowała. Harry jakby czytając mi w myślach, delikatnie ścisnął moją dłoń i powiedział: liczysz się ty, kochanie.
Nie odpowiedziałam, bo i co miała bym odpowiedzieć? Ok? Spoko?
Harry stanął i spojrzał mi głęboko w oczy. Oczywiście musiał się pochylić.
- Tylko ty, rozumiesz? -zapytał
- Rozumiem -odpowiedziałam i delikatnie się uśmiechnęłam.

*Harry*

Wiedziałem, że może trochę przeraża ją ta zażyłość jaka wykształciła się po naszym pocałunku.
Wiedziałem, że jej się podobało, choć pewnie tego nie przyzna.
I wiedziałem, że jest spóźniona na matmę do White'a.
Szybko obmyśliłem w głowie jakiś plan jak uniknąć kłopotów dla Izzy i pociągnąłem ją w stronę sali, w której obecnie miałem mieć lekcję. Wszedłem do niej, jakbym nie był spóźniony przynajmniej jedną trzecią lekcji.
- O, Harry -powiedziała nauczycielka
- Dzień dobry, proszę Pani -powiedziałem grzecznie i uśmiechnąłem się szeroko.
- Spóźniłeś się -powiedziała marudnym głosem - A to kto? -wskazała na Izzy, która była schowana za moimi plecami. Nieświadomie pewnie, chyba, że sama specjalnie tak stanęła.
- To jest Isabella -przedstawiłem dziewczynę, a ta kulturalnie wyszła za mnie i uśmiechnęła się ciepło.
- Dzień dobry -powiedziała Izzy, wykazując swoje dobre wychowanie, którego nauczyła się pewnie od matki.
- O jeju! To twoja dziewczyna, Harry? Śliczna! -wykrzyknęła podekscytowana pani Moore, oczywiście przyciągając uwagę wszystkich uczniów z mojej klasy. - A właściwie to co tu robisz, Isabello? Jesteś młodsza, prawda?
- Tak, jest młodsza -powiedziałem. - Chciałem prosić o przysługę. Czy mogła by pani porwać na kilka minut pana White'a? -mrugnąłem do niej, wiedząc że bardzo podoba jej się nauczyciel Izzy. Pani Moore zarumieniła się, chrząknęła i zwróciła się do klasy.
- Zróbcie dwa pierwsze zadania ze 132, z książki -zadała reszcie i wyszliśmy z klasy.
Przez ten cały czas nie zdawałem sobie sprawy, że trzymam rękę Isabelli, jej jak widać to nie przeszkadzało. Co bardzo mnie cieszyło.
Moja nauczycielka od chemii zadawała Izzy wiele pytań, od wymarzonego zawodu po oceny i inne zainteresowania. Dziewczyna grzecznie na nie odpowiadała. Usłyszałem coś o medycynie i prawie, ale uznałem, że kiedyś porozmawiamy o przyszłości. To znaczy o naszej przyszłości.
- Harry, masz u mnie dług -powiedziała rozbawiona chemiczka
- Nie ma problemu - powiedziałem nonszalacko
Pani Moore zapukała do drzwi i następnie weszła przez nie, a my za nią. Klasa Izzy dziwnie zareagowała na nasz widok. Dziewczyny rzucały jej mordercze spojrzenia, a niektórzy chłopcy patrzyli tak na mnie. Siedząca samotnie z tyłu Anderson  pokazała mi uniesiony do góry kciuk i zaczęła się chichrać. Przewróciłem oczami i wsłuchałam się w rozmowę nauczycieli.
- To może mógłbyś mi to teraz pokazać? -zapytała pani Moore
- No dobrze -powiedział matematyk i spojrzał na mnie - Witaj Harry, przypilnujesz ich?
Spojrzałem na Izzy i rzuciłem okiem na jej klasę.
- Pewnie, będę miał na nich oko -mrugnąłem i przysunąłem Izzy bliżej siebie, gdy chciała iść na swoje miejsce.
- Przysługa -szepnęła pani Moore,  kiedy mnie mijała. Uśmiechnąłem się i spojrzałem na zamykające się drzwi za nauczycielami.
Izzy wypuściła z siebie powietrze, nawet nie wiedziałem, że je wstrzymywała. Ona też, stwierdziłem patrząc na jej minę.
Pociągnąłem ją w stronę wpatrzoną w nas Anderson, która siedziała na swoim miejscu z tyłu klasy. Chciałem posadzić Izzy na swoich kolanach, ale gdy zdała sobie sprawę z moich zamiarów szybko usiadła na krześle posyłając mi swój piękny uśmiech. Uśmiechnąłem się i usiadłem na ławce między dziewczynami.
- Co jest z wami? -zapytała podejrzliwie -Nie warczycie na siebie, posyłacie uśmiechy, nawet trzymaliście się za ręce. -przeniosła wzrok ze mnie na Izzy i po chwili znów wróciła do mnie. - O Mój Boże!
- Ciszej, co? -Izzy próbowała ostudzić entuzjazm Anderson. Na marne.
- O Mój Boże -powtórzyła Anderson - Wy się całowaliście! O Mój Boże, to dlatego się spóźniliście! Dłużej się nie dało, co? -gadała, a szczerze powiem, że zaczynało mnie to trochę irytować, bo kiedy spojrzałem na twarz Izzy pojawiła się mała zmarszczka pomiędzy brwiami. Zawsze się pojawiła, kiedy mocno się nad czymś zastanawiała. Pewnie myślała o naszym pocałunku. A co jeśli żałuje? A co jeśli chciałaby cofnąć czas i mnie odepchnąć?
- Okej, słuchajcie jesteś super słodcy jak się do siebie przymilacie, ale niektórym to zacznie przeszkadzać. -zaczęła Anderson - A mówiąc niektórym mam na myśli Kate, która się strasznie wkurzy jak się dowie, że jesteście razem.
- Chwila co? -zapytała Isabella - Nie jesteśmy razem.
- Jeszcze -szepnąłem nim zdążyłem się powstrzymać. Izzy rzuciła mi szybkie spojrzenie niedowierzania.
- Wracając do głównego tematu to: nadal nie mamy układu -powiedziała Anderson, spuszczając głowę.
- Jak nie? -zapytała Izzy -Mamy cały układ
-Co? -spytała nie dowierzając Anderson -Niby skąd?
- Wymyśliłam go kiedy nie chodziłam do szkoły. -powiedziała Izzy - Przyjdź do mnie z dziewczynami, dziś po 17, dobrze?
- Dobrze. -zgodziła się Anderson kiwając głową.

*Isabella*

Reszta lekcji upłynęła nam na luźnej rozmowie i jednej interwencji Harrego na zbyt duży hałas. Chłopak po lekcji odprowadził mnie pod następną klasę i czule po dzwonku pożegnał mnie buziakiem w policzek. A po skończonych lekcjach odwiózł mnie swoim samochodem pod mój dom. Chwilę żartowaliśmy sobie z porywczości Anderson,poruszyliśmy też kwestię o niej i Johnie, koledze, z którym byłyśmy w kawiarni. Harry sprytnie pokierował rozmową, by zeszła na właściwy tor. Zmieniając szybko temat zaprosiłam go do środka. Przyjął z uśmiechem propozycję i wyszedł z miejsca kierowcy. Obszedł samochód i otworzył mi drzwi, chwytając w pomocnym geście moją dłoń.
- Nie jestem kaleką -warknęłam
- Jestem tylko dżentelmenem - rzucił mi swój arogancki uśmiech i przytrzymał ciaśniej moją dłoń, kiedy próbowałam ją oswobodzić. Nic z tego. Nie chciał bym oddaliła się choćby na centymetr. Sama nie wiedziałam, czy chciałam być o ten centymetr dalej.

czwartek, 10 kwietnia 2014

14

 Przez kolejne trzy dni nie wychodziłam z domu. Mama na to pozwoliła, bo wiedziała jak się czuję. Zawsze mnie to zastanawiało jak ona się czuje. Nigdy nie rozmawiałyśmy o naszych uczuciach, bo zawsze było za wcześnie. Nadal jest. Lecz kiedy myślę o Melanii niewidoczne ręce rozpierają moją klatkę piersiową w dwie zupełnie inne strony. A gdy zwierzyłam się Harremu, Anderson i Zaynowi moja klatka piersiowa była w strzępach, a serce podeptane. Nie umiałam sobie poradzić z wewnętrznymi demonami, które były we mnie.
Dziś, tak dziś już pójdę do szkoły. Nie to, że będę miała jakieś zaległości, bo lecę na samych 4 i 5, ale po 2 tygodniach zaczyna mi się nudzić. Sama w tak wielkim domu..
Wstałam i szybkim ruchem zeszłam z łóżka. Bo przecież jest jeszcze możliwość, że zdążę zmienić zdanie i zostanę w łóżku na kolejny dzień. Stanęłam przed lustrem i spróbowałam się uśmiechnąć. Uśmiech wyszedł strasznie sztuczny.
- Dasz radę -powiedziałam do swojego odbicia, spróbowałam jeszcze raz przywołać uśmiech na twarzy. Okej, jest dużo lepiej. Chodź widać, że nie jest on do końca szczery
Spakowałam szybko kilka rzeczy do plecaka, przebrałam się i spojrzałam w lustro. Zastanawiałam się czy wciągnąć koszulę w spodnie czy pozwolić jej luźno na mnie wisieć. Rzuciłam okiem na moje nogi i stwierdziłam, że bardziej podoba mi się wersja ze wciągnięciem. Więc tak też zrobiłam.  Zeszłam na dół do mamy.
- Hej kochanie -powiedziała i pocałowała mnie w policzek
- Cześć mamo, tak sobie myślałam, czy nie chciałabyś mnie podrzucić do szkoły? -zapytałam robiąc minę szczeniaka.
- Eh, chyba nie mam innego wyjścia, co? -rzuciła mi swój uśmiech. -Muszę pomyśleć o kupieniu ci auta na urodziny-mruknęła pod nosem
-Słyszałam -powiedziałam radośnie
- Chodź już -odparła i wzięła dwa jabłka na drogę.

W czasie drogi panowała cisza z chwilami, gdy mama rzucała jakąś uwagę na temat jeżdżących 'totalnych frajerów za kółkiem' jej słowa, nie moje. Mama zatrzymała samochód przecznicę przed szkołą.
- Co jest mamo? -pytam zdziwiona jej nagłym, i muszę przyznać, dość niepewnym ruchem.
- Jak się czujesz? -zapytała ignorując moje pytanie -Dużo ostatnio przeszłaś, te przeprowadzki, ja mam nowego chłopaka, wszystko szybko się dzieje. -mówiła dalej
- Mamo, jest okej. Lubię Paula -powiedziałam i uśmiechnęłam się w jej kierunku. Uśmiechnęłam się szczerze, naprawdę szczerze.
- Zrozumiem, jeśli nie będzie okej. To za dużo dla młodej dziewczyny jaką jesteś -uśmiecha się smutno. I znów zapala samochód. Przez 3minuty jedziemy w ciszy i pojazd znów staje. Jesteśmy przed szkołą. Ludzie posyłają nam dziwne spojrzenia. To przez toyotę mamy. -No to miłego dnia, córciu.
-Nawzajem mamo -powiedziałam i wyszłam z samochodu.

Zajrzałam w głąb mojego umysłu przypominając sobie jaką mam pierwszą lekcję we wtorek. Hm, chyba matematykę z panem Richardem Whitem. Kto by pomyślał, że minęły już 4tygodnie odkąd chodzę do tej szkoły. Nikt, bo nikogo to nie obchodzi. Według moich obliczeń jeszcze 5tygodni, może mniej i już mnie tu nie będzie. A szkoda, bardzo polubiłam to miejsce. Jest Paul, który niesamowicie uszczęśliwia mamę. Jest Kate, która niesamowicie mnie irytuje. Jest Anderson, która bardzo dobrze mnie rozumie. I jest Harry, który zmierza właśnie w moim kierunku.


*Harry*

Przez ten czas, kiedy Izzy nie chodziła do szkoły moje życie stało się rutyną. Nawet dokuczanie Anderson nie sprawiało mi przyjemności. Spotykałem się z przyjaciółmi, śmiałem, nawiązywałem rozmowy, byłem jak ja, ale nie byłem sobą. Nie mogłem uwierzyć, że to może być przez wpływ Izzy.A raczej jej brak. Ale kiedy zobaczyłem ją przed pierwszą lekcją we wtorek kąciki moich ust uniosły się do góry. Nie bacząc na konsekwencję ruszyłem w jej kierunku. Zastanawiałem się czy jest nadal na mnie zła i zechce zamienić ze mną kilka słów.A może powie, żebym spadał? Albo już nigdy się do mnie nie odezwie? W myślach strzeliłem sobie w łeb za chwilowy brak rozumu. Nawet jeśli jest obrażona to nadal się do mnie odezwie. Bo się odezwie, prawda? Mimo moich szalejących myśli nadal szedłem w stronę Izzy. 
Kiedy mnie zauważyła jej oczy delikatnie się rozszerzyły, a następnie skupiła wzrok na kupce trawy przed sobą. Idąc nie spuszczałem z niej mojego bacznego wzroku. Starałem nawiązać się z nią kontakt wzrokowy, lecz uparcie wpatrywała się we wszystkie obiekty wokół siebie unikając przy tym mojej osoby. 
- Harry! Harry, poczekaj na mnie! -usłyszałem jazgoczący głos z lewej strony. Kate Nage we własnej osobie znów zaczęła się do mnie przystawiać na oczach Isabelli, chwilowo wpatrzonych w ławkę pełną nastolatków. Kate podeszła do mnie i szybkim ruchem wyciągnęła swoją szyję w stronę moich ust. Jej wargi delikatnie naparły na moje. Reagując szybko odsunąłem dziewczynę jak najdalej i rzuciłem spojrzenie w poszukiwaniu Izzy. Nie było jej w miejscu gdzie przed chwilą stała. Szybkim krokiem poruszała się w stronę sali pana White'a. Szła ze spuszczoną głową.
Cholera. Widziała.


*Isabella*

Po zobaczeniu jak usta Kate idealnie stykają się z wargami Harrego po moim ciele przeszło dziwne uczucie. Było to coś pomiędzy dreszczami, a delikatnym kopnięciem prądu. Odwróciłam się na pięcie i ze spuszczoną głową ruszyłam do właściwej sali. 
- Izzy! -usłyszałam głos Harrego z oddali. Odwróciłam się w jego kierunku. Właśnie biegł w moją stronę. Wykonałam pół obrót i znów byłam plecami do chłopaka. Zaczęłam iść we właściwym kierunku zwalniając jedynie tempa nie chcą spóźnić się na lekcje pana White'a. 
Ktoś, a raczej Harry chwycił mnie za przedramię i delikatnie, ale stanowczo odwrócił mnie bym mogła stanąć z nim twarzą w twarz. 
- Hej -powiedziałam i wyswobodziłam się z jego uścisku. 
- Hej -odpowiedział z rozbawieniem
- No i z czego się cieszysz? -fuknęłam na niego
- Bo moja piękna przyszła dziewczyna przyszła dziś do szkoły -rzucił i uśmiechnął się rozbrajająco. Tego uśmiechu mi brakowało przez kilka dni. Obejrzałam się i spojrzałam na Kate, która przyglądała nam się z miejsca, w którym wcześniej z Harrym się całowali. Chłopak zauważył moje zmieszanie -Ee to nie.. 
- Szczęścia życzę -Nim zdążyłam odejść on złapał mnie za ramię i przytrzymał w miejscu. Pochylił się do przodu i spojrzał głęboko w moje oczy. Spojrzał tak, jakby chciał przekazać mi tym wszystkie swoje tajemnice, myśli i uczucia kryjące się w jego ciele. Odwróciłam wzrok. Ledwo zauważanie przejechał swoim palcem po moim prawym policzku. Cierpliwie czekał, aż znów spojrzę w jego oczy. Kiedy tak uczyniłam, on delikatnie się przysunął. Nie zważając na swoją dziewczynę, która była teraz otoczona wianuszkiem koleżanek, nadal nas obserwując.Pocałował mnie.
Pocałował mnie w usta. 
Pocałował mnie w usta na oczach Kate.  


____________________________
Strasznie chciałam was przeprosić, że musiałyście czekać tak długo na rozdział! 
Ale w końcu jest! :) 
Pozdrawiam:*