niedziela, 23 marca 2014

12

-Cii, no już, spokojnie -mówiła do mnie Anderson, kiedy zaniosłam się płaczem. Nie wiem czemu otworzyłam się przed nimi, nigdy nikomu o tym nie mówiłam. Coś się zmieniło, ja się zmieniłam. Próbowałam unormować, albo chociaż odzyskać oddech. Wzięłam kilka głębszych wdechów. Wytarłam mokrą od łez twarz.
- Hej, już okej? -zapytał mnie Harry. Zrobił to tak czule, że zastanawiałam się czy to na pewno on.
- Tak -pociągnęłam nosem -już okej. Za..Zaraz wrócę, dobrze?
- Mam iść z tobą? -zapytała mnie Anderson
- Nie, muszę to zrobić sama -odpowiedziałam jej wstając z podłogi.
Anderson też wstała, przytuliła mnie i szepnęła na ucho -jesteś strasznie dzielna, mała.
Wyszłam z pomieszczenia i zmierzałam w stronę pokoju znajdującego się na końcu tego piętra.
Kiedy stanęłam przed drzwiami przeszedł mnie dreszcz. Okej, kiedyś muszę tam wejść.
W każdym nowym domu jest taki pokój, w którym trzymamy rzeczy Melanii. Ubrania, zdjęcie, pamiątki. To taki pokój wspomnień. Nie wchodzę do niego odkąd..odkąd ją zabił. Zawsze gdy o tym myślę gniew buduję się w moim ciele. Nie rozumiem jak mógł to zrobić. Zabił własną córkę! Człowieka, którego sam stworzył. O czym myślał, kiedy wbijał jej nóż w serce? Albo, czy dręczą go koszmary z tamtego dnia? Czy gdybym była w domu z matką, nas też by zabił? Co nim kierowało? Czy żałuje? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi.
Weszłam do pokoju Melanii, który nie zmienił swojego stylu, umeblowania czy nawet koloru ścian. A może to zwykły przypadek, że ściany są niebieskie? Tak jak w Hollywood? A może one były zielone? Nie wiem, nie mogę sobie przypomnieć. Tak bardzo chciałam sobie przypomnieć czemu wyszłyśmy z mamą do centrum. Ale nigdy nie mogłam, teraz też nie potrafię. Ta bezradność jest okropna.
Biały zegar, którego wskazówki się zatrzymały na porze obiadowej, wisi po prawej stronie pokoju. Na przeciwko stoi wielka szafa, z której zawsze wysypywały się ciuchy. Melania i tak zawsze powtarzała 'Nie mam w co się ubrać'. Kolejne łzy spłynęły ciurkiem po mojej twarzy. Na półce, koło wielkiego łóżka z baldachimem stojącego pod lewą stroną pokoju, stoją nasze fotografie z dzieciństwa. Wyjazd do Paryża i oczywiście wycieczka do Disneylandu. Stocznia narciarska w Alpach, plaża w Loret De Mar. Byliśmy szczęśliwi, byliśmy rodziną.
Chwyciłam zdjęcie z półki, na którym obie z Melanią jesteśmy uśmiechnięte, bo wymalowane farbami na twarzach. To był chyba jakiś festyn. Zanim kolejna łza zdążyła wsiąknąć w koszulę starłam ją wierzchem dłoni. Zgarnęłam jeszcze zdjęcie z Disneylandu i wyszłam z pokoju.
Ruszyłam w stronę swojego pokoju, postanowiłam znaleźć cały album. Nie chciałam być już tą 'tajemniczą i bogatą dziewczyną'. Chciałam by inni zobaczyli, że mam coś więcej do zaoferowania niż pieniądze matki.
Wchodząc do pokoju, w którym zostali moi znajomi. A może nawet przyjaciele? Usłyszałam ściszone głosy
- Nie wiem co bym zrobiła na jej miejscu -powiedziała smutnym głosem Anderson -To straszne, Izz jest taka dzielna.
- Taa -burknął Harry - też nie wiem co bym zrobił. Powinienem być dla niej milszy? -zapytał
- Nie -odpowiedziałam wchodząc z zajętymi rękami, drzwi domknęłam prawą nogą. Delikatnie straciłam równowagę, ale wszystko wróciło do normy kiedy ręce Anderson przytrzymały moje łydki. -Nie chcę żadnej litości. -zwróciłam się do Harrego.
- Co tam masz? -zapytał Zayn opierając się o lustro. O człowieku, jak tylko mi je ubrudzisz dostaniesz szmatę i płyn do mycia luster.
- Zdjęcia, chciałam wam pokazać kilka zdjęć -usiadłam między Zaynem a Anderson. Podałam ramkę z Disneylandu Harremu, a z umalowanymi buziami Zaynowi. Anderson przybliżyła się do mnie, wskazała na album swoją brodą. Otworzyłam pierwszą stronę, gdzie było zdjęcie całej naszej rodziny. Ja, Melania i rodzice.
- Jesteś pewna, że chcesz to oglądać? -zapytała dziewczyna -Lub że my to możemy obejrzeć?
- Tak, jestem pewna. -powiedziałam
- Słodka byłaś -stwierdził Zayn
- Była? -zapytał Harry, puścił mi oczko i uśmiechnął się głupkowato zadowolony ze swojego pytania.
Chłopcy przysunęli się bliżej i razem oglądaliśmy zdjęcia z albumu. Opowiadałam im różne historie związane z poszczególnymi zdjęciami. Wiele wspólnych wyjazdów, wspomnień. Byliśmy szczęśliwi. Właśnie, dobre słowo. Byliśmy.
- Widzę, że dużo podróżowałaś -stwierdził Zayn po czym dla zasady szturchnął Harrego
- Tak, rodzice uwielbiali to robić. Tak się poznali. - powiedziałam -Chyba we Włoszech, albo w Rzymie? Nie pamiętam już.
- Hej -powiedział czule Harry -to już nie ma znaczenia.
Wszyscy spojrzeli po sobie i przełknęli ślinę.
- Okej -odparłam i kiwnęłam głową. - Dobra, widzę, że chcecie o coś zapytać. Więc pytajcie
- Gdzie on jest? -Harry
- Jak się czuję twoja mama? -Zayn
- Jak sobie z tym radzisz? -Anderson
- Często płaczesz? -Harry
- Masz jakieś wieści od ojca? -Anderson
- Boisz się? -Harry
Pytania były różne, starałam się na wszystkie odpowiadać. Oczywiście na niektóre nie znałam odpowiedzi. Mama nie rozmawia ze mną na ten temat, więc nie wiem jak się z tym czuje. Nie wiem też co z ojcem, którego nie widziałam od 9, a może 10 lat.
- Czy tęsknisz za tamtymi czasami? -Zayn
- Oczywiście idioto, że tęskni -powiedział zirytowany Harry
Zaśmiałam się głośno. Spojrzeli na mnie dziwnym wzrokiem. Coś pomiędzy 'Izzy jest psychiczna' a 'Izzy dużo prszeszła'. Kiedy umilkłam nastała ta cisza, której nikt nie ma potrzeby przerywać. To jest ten dobry rodzaj ciszy, gdzie każdy ma czas na swoje przemyślenia. Jakby zachowywała się Melania, gdyby to ja była na jej miejscu. Czy nadal byłaby zamknięta w sobie? Czy dopuszczała by do siebie ludzi?
Zatrzasnęłam album nie kończąc oglądania zdjęć, odepchnęłam go od siebie i położyłam się na twardej podłodze. To niesprawiedliwe.

*Harry* 

Kiedy Izzy leżała na plecach, twarzą skierowaną ku górze, ze zgiętymi kolanami i płaskim brzuchem stwierdziłem, że jest najpiękniejszą dziewczyną jaką widziałem. Dziewczyną, która tak dużo przeszła. Dziewczyną, która się nie poddała. Dziewczyną, która jest dzielna i silna. Dziewczyną, która pokonuje wszelkie przeszkody. Dziewczyną, która kiedyś będzie moją dziewczyną. A jedyne co robię w tym kierunku to krzywdzenie jej i wkurzanie do granic możliwości. Świetnie Harry, jeszcze chwila i ci wejdzie do łóżka... 
Nie wiem jak sprawić, by była moja. Nie wiem jak sprawić, by odwzajemniła moje uczucia. 
Po kilku minutach ciszy, jaka zapanowała wokół nas, usłyszałem ciche i naprawdę urocze bełkotanie zaspanej Izzy, która właśnie leżała na prawym boku. Twarzą do mnie. Usta były delikatnie rozchylone, a oczy zamknięte. Usnęła. 
- Izzy zasnęła -powiedziałem najciszej jak potrafiłem. Podniosłem się, by zabrać ją do jej łóżka. Anderson mnie powstrzymała. 
-Czekaj, zrobię jej zdjęcie -przewróciłem oczami -tylko jedno no.
-Okej, ale bez lampy, bez dźwięku, a później wysyłasz mi kopię. -powiedziałem równie cicho 
Anderson kiwnęła głową i wyjęła telefon, zrobiła szybko zdjęcie i pokazała mi na ekranie jak wyszła Izzy. Uśmiechnąłem się lekko i wziąłem dziewczynę na ręce. Anderson odtworzyła mi drzwi i poszła ze mną, by  pomóc z drzwiami od Izzy pokoju. Potem zostawiła mnie z Isabellą.
Położyłem delikatnie dziewczynę na łóżku, ściągnąłem buty, a następnie przykryłem pościelą. Usiadłem obok niej i wpatrywałem się w jej piękną twarz. Kosmyk jej długich blond włosów znajdował się centralnie nad jej lewym okiem. Założyłem niesforny kosmyk za jej ucho.
Dziewczyna lekko otworzyła oczy i spojrzała na mnie rozanielonym wzrokiem. 
-Harry -powiedziała cichym, zachrypniętym głosem.



środa, 19 marca 2014

11

Patrzę się na nich, a oczy prawie wychodzą mi z orbit. Co tu się dzieję, do cholery? Nie zadaję tego pytania głośno. Robi to za mnie wściekła Anderson.
- Co tu się dzieję, do cholery? -warczy -Ty -wskazuje na Kate -robisz wypad, w tym momencie. A ty -wskazuje na Harrego -ubierz się i lepiej zrób rachunek sumienia, bo łatwo teraz nie odpuszczę.
Kate przeciąga całą tę sytuacje jak najdłużej się da, powoli zakłada koszulkę, a następnie staję na palcach próbując dosięgnąć usta Harrego. Chłopak nie odpowiada na jej małą zachciankę czułości, jedyne co robi to patrzy na mnie. Wprost w moje oczy.
Anderson nie wytrzymuję i bierze dziewczynę za ramię i wyprowadza z domu. Kate zatrzymuje się przy mnie i mówi głosem pełnym jadu. Gdyby tylko jej głos mógłby zabijać, leżałabym już martwa na marmurowej kuchennej posadzce.
- Jak idzie wam układ? -zapytała -Wymyśliłam ostatnio świetny ruch -przechwala się
-Pokaż -mówię obojętnie. Widzę jak w oczach dziewczyny migoczą złośliwe iskierki.
- Izz -mówi ostrzegającym tonem Anderson
- Nie, spoko, niech pokaże -mówię jej. Ciekawość wzięła górę.

Razem z Anderson wybuchamy śmiechem. Ona coś takiego chcę pokazać na mistrzostwach? Dziewczyna robi urażoną minę, chyba naprawdę spodobał jej się ten ruch. 
-Izz, pokaż jej jakiś ruch. Prawdziwy ruch, a nie jakieś wygibasy -powiedział Zayn, który delikatnie przyciągnął mnie do swojego boku i szepnął na ucho -tylko coś seksownego, proszę -po czym musnął ustami moje ucho. Zadrżałam, a on przez to lekko się uśmiechnął. Wiedział, że tak na mnie zadziałał. 
- U nas to się robi tak -powiedziałam do Kate i delikatnie odsunęłam się od Zayna.

-Dziewczyno rządzisz -powiedział John i nastawił rękę, żebym mogła mu przybić piątkę. 
-No tak, ładnie, ładnie. Od kogo to ściągnęłaś? -zapytała złośliwie Kate -a może mama wynajęła ci choreografa, hm? 
-Moje mamy do tego nie mieszaj -powiedziałam -a teraz robisz wypad z mojego domu. 
Dziewczyna odwróciła się na pięcie i z dumnie uniesioną głową wyszła z kuchni. Teraz wszystkie pary oczu spojrzały na Harrego. 
- Co? -odezwał się po raz pierwszy odkąd tu weszliśmy. 
- Gówno -odpowiedział mu niemiło Zayn. 

*Harry* 

Nie spodziewałem się, że Izzy wróci tak szybko do domu. Fakt, nie powinienem był zapraszać do jej domu Kate, a tym bardziej się z nią obmacywać. Co ze mnie za facet? Za jakiego gościa uważa mnie teraz Izzy? Najpierw ja całuje, a potem ona zastaje mnie z Kate na wpół rozebranych. No pięknie, jestem największym palantem świata. 
 Wkurzył mnie Zayn, kiedy przyciągnął Izzy do siebie i coś jej powiedział na ucho. I to jej ciało, które pasowało do jego.. Idealnie jej głowa pasowała do miejsca pod jego szyją. Boże, co to ma być? Zaraz coś rozwalę, najlepiej twarz Zayna.
Zawsze kiedy próbuję coś naprawić..rozwalam to jeszcze bardziej. Jak to możliwe, że jestem taki do dupy? 
Zanim pojawiła się Isabella czułem, że jestem spoko gościem. Na którego lecą laski, wchodzą mu do łóżka. Nawet nie musiałem się starać, by zwrócić na siebie uwagę. Co jest w tej dziewczynie? Ciągnie mnie do niej, ciągnie jak cholera. Nawet Kate nie potrafi odwrócić mojej uwagi od Izzy. Nie podoba mi się to co czuje. Nie chce tego czuć. 
-Gówno? -pytam mulata -O co ci, do cholery, chodzi? 
-Hm -udał, że się zamyśla -Może nie podoba mi się fakt, że łamiesz swoje obietnice? Albo, że przyprowadzasz tutaj Kate? To nawet nie twój dom! 
-Przyganiał kocioł garnkowi! -warknąłem, ignorując resztę wypowiedzi chłopaka.
-Wiecie co? -powiedziała Anderson, wchodząc do kuchni -Jeśli macie zamiar na siebie warczeć bez powodu to zapraszam wan na dwór. Nikt mi się nie będzie tu kłócił. 
-Pani domu, co? -Izzy rzuciła z uśmiechem i podciągnęła się na blat. Jej nogi wisiały dobre 30cm nad ziemią. W mojej głowie powstała wizja, że właśnie stoję tam przy niej, właśnie między jej nogami, ręce trzymam na jej biodrach. Delikatnie całuję ją w obojczyk i naznaczam ścieżkę małymi pocałunkami wzdłuż jej szyi, aż do miękkich ust. Całuję ją bardzo namiętnie i wkładam w ten pocałunek wszelkie emocje gromadzące się w mnie. Izzy mruczy i przyciąga mnie bliżej do siebie. 
 Wizja się rozmyła chowając w głąb umysłu w momencie, gdzie Zayn mnie szturchnął łokciem 
-Sorry, stary -powiedział i za chwile posłał Izzy uśmiech. Odwzajemniła go. Onieśmielona spuściła głowę w dół tak, ze włosy zasłoniły jej twarz. Nie kryj twarzy, piękna.
-Anderson -powiedziała Izzy, kiedy już podniosła głowę do góry. Rumieńce, których nikt wcześniej nie dostrzegł właśnie schodziły jej z twarzy. Uśmiech pojawił się od ucha do ucha -Musze Ci coś pokazać. Chodź, proszę.
- Okej, okej. -powiedziała zdziwiona Anderson
-Andy -zatrzymał ją John -będę się już zbierał -powiedział, dał jej buziaka w policzek, posłał uśmiech Isabelli, a mi i Zaynowi kiwnął tylko głową. Wyszedł z kuchni, a po chwili usłyszeliśmy delikatne trzaśnięcie drzwiami wejściowymi. 
-Możemy iść -powiedziała Anderson -Prowadź 
Isabella zeskoczyła delikatnie z blatu i poszła w stronę schodów. Wszyscy ruszyliśmy za nią. 

*Isabella*

-Dziewczyno! Chyba sobie żartujesz! -Anderson jest wyraźnie zadowolona, cieszę się z tego jak mała dziewczynka. 
-To jak? -pytam -Podoba Ci się? 
Anderson nic nie odpowiedziała, jedynie rzuciła się w moją stronę z wyciągniętymi ramionami. Mocno przyciągnęła mnie do siebie.
-Jest wspaniale! Nie mogę w to uwierzyć! -mówi szybkim tonem. Chłopcy, którzy stoją jeszcze w progu drzwi nie są wtajemniczeni w nasz pomysł. Posyłają nam zdziwione spojrzenia. 
- To uwierz -mówię i delikatnie ją od siebie odsuwam. 
-Aaa! -pisnęła i zaczęła podskakiwać przebierając wysoko nogami.
- No już, już. Nie przyzwyczajaj się -powiedziałam już mniej entuzjastycznie -za 2miesiące mnie już tu nie będzie. 
-Jak to? -spytał Harry
-Bo się przeprowadzę, piąty raz w tym roku -powiedziałam. Trochę głupia sprawa, zawsze gdy przywiąże się do kogoś, muszę się przeprowadzać. Nigdy, naprawdę nigdy, nie mieszkałam w jednym mieście dłużej niż 4miesiące. Nie mam też prawdziwych przyjaciół, bo nie zdążyłam się z nikim na tyle zakolegować by utrzymać jakikolwiek kontakt po wyprowadzce. To smutne, bardzo smutne, ale prawdziwe. 
- Teraz będzie inaczej -powiedział Harry wkładając w te słowa tyle wiary, że i ja zaczęłam w to wierzyć. Kiedy spojrzałam w jego oczy zauważyłam, że on naprawdę w to wierzy, to nie są zwykłe słowa. Nie wiem dlaczego, ale myślę, że on zrobi wszystko co w jego mocy, by zatrzymać mnie w tym miejscu. Ale czy mając na myśli miejsce, mam na myśli miasto? Czy może miejsce obok niego? Często gubię się w tym. Gubię się w tych uczuciach. W uczuciach do Harrego. Chłopak ewidentnie  nie jest mi obojętny. Wiem, że on wie, że nie jest. Mimo wszystko sprawia, że cierpię. Może nieświadomie to robi, lecz nadal robi. Chociaż by sprowadzając Kate do mojego domu, czy pomagając Kate w wyrzuceniu  mnie z drużyny. 
- Czemu tak często się przeprowadzacie? -zapytała Anderson -Znaczy wiedziałam, że już kilka razy się przeprowadzałaś, ale wow. Nie miałam pojęcia, że aż tak często. 
- Praca mamy -tłumaczę -a przynajmniej taka jest wersja dla mnie. Może uciekamy przed moim ojcem -żartuję sobie -albo jakaś mafia nas ściga.
-Co się stało z twoim ojcem? -zapytał mnie Harry. 
-Może usiądziemy? -zapytałam i sama usiadłam na zimnej podłodze. Kiedy wszyscy poszli moim przykładem i stworzyliśmy sobie kółko zaczęłam mówić. Mówiłam tak cicho, że moi znajomi musieli się przysunąć bliżej mnie. -Kiedy miałam 7 lat mieszkałam w Hollywood, mama wciąż pracowała, dopiero zaczynała prowadzić firmę. Nigdy nie było jej w domu. Ale tata.. ojciec -poprawiłam się, nigdy nie będę mówić 'tata' - ale ojciec też zostawał. Zostawaliśmy w trójkę. Ja, ojciec i Melania. 
-Kim jest Melania? -zapytał cicho Harry 
-Melania jest.. -łza spłynęła mi po policzku, po szyi, aż wsiąknęła w materiał koszuli. -była. Melania była moją siostrą -kolejne łzy zaczęły mi spływać. Harry przesiadł się bliżej mnie i delikatnie objął swoim ramieniem. 
- Co z Melanią? -zapytał Zayn 
- Nie żyję -szepnęłam tak cicho, że nikt nie usłyszał. Może oprócz Harrego, który praktycznie przyciskał mnie teraz do siebie. 
- Co? -zapytała Anderson, która nie dosłyszała 
- Zabił ją! Rozumiesz?! -krzyknęłam -On ją zabił -powiedziałam już ciszej, a 3 pary oczy spojrzały na mnie.


____________________________________________
Witam, witam, mam nadzieję, że się podoba:) Liczę na większą ilość komentarzy, bo to jednak motywuję:)
Pozdrawiam:* 

niedziela, 16 marca 2014

10

To dziwna sytuacja. Anderson wstrzymała powietrze, pewnie nieświadoma tego co właśnie robi, a Kate poczerwieniała na twarzy. Złość? Zażenowanie? A może coś w rodzaju wstydu? Może uważała, że Harry jest jej chłopakiem. Albo po prostu myślała, że Harry ma mnie za kompletną ofiarę, z którą nie powinno się zadawać skoro nie jestem już w drużynie.
-Zapytałam, jak to cię pocałował? -powiedziała do mnie Kate, która stoi tu dobre 4minuty. Skąd ona się wzieła? Cały czas była w kawiarence?
- Tak jak poprzednim razem gdy pytałaś -odpowiedziałam jej chłodnym głosem -A teraz jeśli możesz to nas zostaw. Przyszłyśmy tu porozmawiać, a jak tu stoisz i przysłuchujesz się co mówimy, mogę być pewna, że usłyszę to na szkolnym korytarzu.
- Narazie Kate -powiedziała sztucznie słodkim głosem Anderson
Kate mruknęła pod nosem coś w stylu 'jeszcze zobaczycie' odwróciła się na pięcie i wyszła z kawiarenki.
Spojrzałyśmy po sobie z Anderson i wzruszyłyśmy ramionami.
- No to jak to było? -zapytała mnie dziewczyna -Mów szybko, jeśli nie chcesz mówić tego przy Johnym
- Docisnął mnie do ściany i pocałował. Nie odwzajemniłam pocałunku, po jakimś czasie odepchnęłam go i wyrwałam z jego uścisku, ot cała historia
- Jaka historia? -zapytał John stawiając tacę z kawami.
-Oh, no wiesz, takie damskie historyjki -powiedziała tajemniczo Anderson i posłała mu uśmiech, chłopak nie drążył tematu
-Wiecie spotkałem kolegę, siedzi sam, co powiecie na to, żebym go do nas zaprosił? -proszę nie mówcie, że to Harry. Proszę tylko nie on. Kate w zupełności mi wystarczyła, by podwyższyć ciśnienie.
-Okej, idź po niego-powiedziała zachęcająco dziewczyna
-Co ty wyprawiasz? -syknęłam, gdy John oddalił się wystarczająco -A jeśli to Harry?
-Nie dramatyzuj, on się zgodził, żebyś z nami była. Jeśli ma być fair to jego kolega też może z nami posiedzieć. Wyluzuj trochę maleńka. Może jutro pójdziemy do klubu?
- Cieszmy się dziś, a o jutro będziemy się martwić kiedy indziej -powiedział męski głos za mną, instyktownie się odwróciłam.
Przede mną stał szeroko uśmiechnięty mulat. Ciemne włosy były znajomo zaczesane do góry. Zayn Malik, najlepszy kumpel Harrego.
-Hej Izzy -przywitał się ze mną -Andy, świetnie wyglądasz.
-Dzięki -mruknęła, ale uśmiechnęła się -Co ty tu robisz?
- Szukam kociego futra w kawie -odpowiedział sakrastycznie -a wy?
- A my tu ładnie wyglądamy -powiedział John
- Hej Izzy, nie widziałaś Harrego? -zapytał mnie Zayn
- Jak wychodziłam to był z Paulem u mnie -powiedziałam i wymusiłam uśmiech. A wcześniej całował mnie przy ścianie, dodałam w myślach.
- Chodźmy gdzieś -powiedziała Anderson -nie będziemy siedzieć tyle czasu w jednym miejscu, jesteśmy na to za młodzi i za fajni. -jej skromność zawsze mnie urzeka -No już! Ruszać tyłki.
- Okej, okej, już się nie złość -powiedział John
- Złość piękności szkodzi - dopowiedział Zayn
- Ale tobie już i tak nic nie zaszkodzi -dodałam, chłopaki się zaśmiali, a dziewczyna spojrzała na mnie wzrokiem mordercy i dołączyła śmiechem do chłopaków. 


- Hej, jestem tu od dobrego tygodnia, może dłużej a nic tu nie widziałam -powiedziałam smutnym głosem. Jak się nad tym zastanowić nie miałam kiedy pozwiedzać okolicy. Mama też była zajęta, a nie chciałam zwiedzać jej sama. Znając mnie, pewnie zgubiłabym się po 3 zakręcie od domu.
- Droga Isabelle, pragnę przedstawić Ci najwspanialszych przewodników najbliższej okolicy. -powiedział szeroko uśmiechnięty Zayn, odwrócił się plecami do mnie i lekko schylił -Zapraszam na pojazd.
- Co? -zapytałam zdezorientowana
-Wchodź na barana, będzie zabawnie -powiedział i wskazał na Anderson, która była już na plecach Johna
-okej, ale jestem ciężka, zmęczysz się -zaczęłam gadać, chodź wiedziałam, że i tak będzie kazał mi wejść na barana. A im dłużej zwlekałam tym John zużywał coraz więcej swojej siły na Anderson.
-Zamknij się i właź -powiedział mulat. O dziwo nie zabrzmiało to chamsko.
- Dobra, dobra, już wchodzę -powiedziałam i wdrapałam się na chłopaka.
Takim o to sposobem zwiedziłam najbliższą okolice, zobaczyłam kilka wspaniałych miejsc, poznałam kilku znajomych Zayn'a. Nie było wśród nich Harrego, na szczęście. Nie powiem, że nie chcę go nigdy więcej widzieć. Nie powiem, że mi na nim zależy. Nie powiem, że coś do niego czuje. Nie powiem też, że miewam o nim sny. A na pewno nigdy nie powiem, że ciesze się z tego, że go poznałam. A chrzanić to. Zależy mi na nim. Nie wiem co mam robić. Gdyby tylko on okazał się.. nawet nie wiem jaki ma być. Chciałabym żeby był sobą, ale nie jest. Nie kiedy jest, a raczej był przy mnie. Zachowuję się jak palant, na którego lecą wszystkie dziewczyny. Dobra, może i lecą, ale to i tak nie świadczy o tym, że musi być takim idiotą. Tak wiele myśli bije się w mojej głowie. Walka między tym co powinnam, a tym co chcę zrobić jest nie fair wobec innych ludzi.
-Ej Izzy, chyba odpłynęłaś -mówi Zayn z nutką rozbawienia -Co jest?
Właśnie dochodzimy pod mój dom, gdyż nasza mini wycieczka została przerwana z powodu głodu chłopaków. Stwierdziliśmy, że nie będziemy drugi raz siedzieli w jakieś knajpce, więc zaproponowałam im swój dom. Oczywiście reakcja zawsze jest taka sama, gdy ktoś stoi przed moim domem.

-Jezu, dziewczyno, ale jesteś dziana -mówi zszokowany John -Kim są twoi rodzice? Premierzy czy coś w tym stylu?
Wybucham śmiechem i patrzę na niego. On serio tak uważa. 
-Niee -mówię, kiedy mój napad śmiechu odchodzi -Mama projektuje ubrania -wyjaśniam i wchodzę na ścieżkę prowadzącą do drzwi. Oby nasi wcześniejsi goście już poszli, no przynajmniej Harry. Prowadzę za sobą chłopaków, którzy są nieco zawstydzeni moją obojętnością do wielkością tego domu. Anderson jest już raczej przyzwyczajona, była u mnie może z 2razy. Kiedy wchodzimy do domu słyszę donośny śmiech mamy. Czuję jak ktoś szturchnął mnie delikatnie w brzuch palcem. Odwracam się i widzę, że Zayn jest pochylony w moją stronę. 
- Masz bardzo podobny śmiech do mamy -nie wiem czemu mówi szeptem, ale nadaje to takiej aury tajemnicy naszej rozmowie dla osób trzecich. Kręcę głowa na jego słowa z uśmiechem od ucha do ucha. 
- Serio? Nie wiem jak to wogule możliwe. Powiedziałabym, że to przez geny, ale nie jestem co do tego taka pewna. -mówię ironicznie, a chłopak wybucha śmiechem zwracając tym uwagę pozostałych nastolatków. 
- Okej, to co chcecie zjeść? -pytam
- Isabelle, to ty? -krzyczy mama z salonu. Pewnie jest nadal z Paulem, nie dziwię się w sumie. Fajny facet, miły i pomocny.
- Tak -odkrzykuję -Cześć Paul -dodaję rozbawiona. 
- Paul? -pyta zdziwiony John
- No wiesz, chłopak mojej mamy -odpowiadam z lekkim uśmiechem.
- Dobra, idziemy jeść. -mówi Anderson. 
Czuję jak Zayn porywa mnie z podłogi i przerzuca sobie przez ramię. 
- Prowadź -mówi do Anderson, która kiwa w odpowiedzi głową i zmierza w stronę kuchni. 
Chłopak trzyma ręce przy moim tyłku, czuję, że z każdym krokiem jedna dłoń sunie delikatnie do góry. Zayn idzie za Anderson, która porusza się doskolane znając teren, chwilę później stoi wryta w ziemię. Chłopak, który mnie niesie też sztywnieje. Nie wiem co się dzieję. Szarpię się, by zejść z chłopaka, lecz jest to zupełnie niepotrzebne, gdyż chłopak wogule nie protestuje. Patrzę przez chwilę w oczy Zayn'a, który jest wpatrzony coś za mną. Odwracam się w tamtą stronę, nieświadoma tego co mogę dostrzec. 
Harry Styles w mojej kuchni, nie jest sam.
Chłopak jest bez koszulki.
Stoi obok blond dziewczyny, obok Kate Nage, która także nie ma koszulki.  


piątek, 14 marca 2014

9

-Pomagasz z układem cheerleaderskim? -zapytał mnie Paul, kiedy siedzieliśmy przy stole po zjedzonym obiedzie. Wypuściłam wstrzymywane powietrze i spojrzałam na niego pytająco. - Emily mówiła mi, że jesteś cheerleaderką -wyjaśnił.
- A, no pewnie, że mówiła -powiedziałam obojętnie, wzruszyłam ramionami i powiedziałam: nie jestem już cheerleaderką.
- Co? Kochanie, co ty mówisz? Jak to nie jesteś? -mama chwyciła mnie za rękę, która leżała na stole.
- Wyrzuciły mnie -mówię wprost, nie ma sensu niczego ukrywać. Mama i tak by się dowiedziała.
- Nie mogą cię tak po prostu wyrzucić -protestuje mama, nie wiem czy stara się utrzymać konwersacje, czy chcę pokazać jaką jest mamą przed naszymi, co ja mówię? przed jej gośćmi.
- Mamo -jęczę -Daj spokój. Jestem duża, dam sobie radę. -'jestem duża, dam sobie radę' jako tradycyjny argument. Tradycyjny argument, który mama zawsze podważy.
- A ja jestem twoją matką i chcę wiedzieć co się dzieje. Więc słucham. -mówi stanowczym głosem mama. Tym głosem, co nie lubi jakiegokolwiek sprzeciwu. -Co za dziewczyny cię wyrzuciły?
Kate Nage, która kupuje twoje ubrania ze starych kolekcji. Jezu, przecież tak nie powiem. Rzuciłam okiem na Paula, który patrzył to na mamę, to na mnie, nie wiedząc jak się zachować. Natomiast Harry uważnie mnie obserwował. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Harry ci chętnie opowie o swojej dziewczynie -powiedziałam złośliwie i wstałam od stołu. -Ale wiecie co? Ja muszę już..
- To nie jest moja dziewczyna! -warknął po chwili Harry przerywając mi
- Cokolwiek -powiedziałam obojętnie -Muszę już iść.
Zrobiłam krok do tyłu, a ręką Harrego owinęła się wokół mojego nadgarstka. Spojrzałam na niego morderczym wzrokiem.
- Ona nie jest moją dziewczyną -powiedział cicho
- Okej, wolisz określenie 'dziewczyna do pieprzenia'? -zapytałam podle- Więc mamo, Harry ci chętnie opowie o swojej dziewczynie do pieprzenia.
- Isabello! -powiedziała ostrzegawczo mama. Harry nie puszczając mojego nadgarstka wstał od stołu.
- Puść mnie, idioto -warknęłam i zaczęłam się wyrywać. Chłopak przytrzymał mnie drugą ręką za ramię i nic nie mówiąc wyprowadził mnie z pokoju. -Co ty, do cholery, wyprawiasz?
Za rogiem pchnął mnie na ścianę i przycisnął swoje ciepłe usta do moich.

 Poczułam jego oddech na moim policzku, kiedy przekrzywił głowę by pogłębić pocałunek. Jego usta ruszały się z wyraźną wprawą podczas gdy moje były nieruchome. Warknął, chyba brak reakcji z mojej strony go rozzłościł. Jego ręce owinęły się wokół mojej talii chcąc przyciągnąć bliżej siebie. Mój umysł, który chwilowo się zawiesił przez zapach jego perfum, zapach przy którym nie umiałam się skupić i myśleć, w końcu odzyskał nad sobą panowanie i zmusił moje ciało od oderwania Harrego ode mnie. 
- Nie rób tego więcej -warknęłam i ostatecznie wydostałam się z objęć chłopaka -Nie mam zamiaru być jak Kate.
Po tych słowach odeszłam szybkim chodem w stronę schodów, które pokonałam w nadzwyczajnym tempie. Ruszyłam do swojego pokoju, przekroczyłam próg pokoju i od razu rzuciłam się w stronę łóżka, chwytając po drodze telefon.
- Anderson, musimy porozmawiać -powiedziałam do telefonu, kiedy dziewczyna, po 4 sygnałach odebrała swoją komórkę.

*Harry*

Pocałowałem ją. Jezu, ja ją pocałowałem! Co mi odbiło do tego głupie łba? Przecież to było wiadome, że nie odwzajemni pocałunku! Albo, że mnie odepchnie! I po co mi to było? Czasem nie panuję nad swoimi pragnieniami. Teraz ma mnie pewnie za jakąś szuje, a co gorsza uważa, że Kate jest moją dziewczyną. Co prawda była nią kiedyś, ale teraz? Gdyby tylko mnie wysłuchała... Jezu, ale wszystko schrzaniłem.
Jestem Harry Styles i jestem kompletnym głupcem. 

*Isabella* 

-Możemy się spotkać? -pytam Anderson, która od 5min opowiada o nowo poznanym chłopaku.
- Wiesz, umówiłam się już z Johnem -mówi przepraszająco -ale zaraz do niego napisze i zapytam czy możesz iść ze mną. W sumie czuła bym się swobodniej, ale jeśli zacznie cie podrywać masz nie reagować -mówi i zaczyna się śmiać 
-Okej, okej, zrozumiałam, jest cały twój. Nie patrzeć, nie mówić, nie dotykać, jasne -żartuję
- No, i to ja rozumiem. Napisze ci zaraz smska, ok? Gdzie, co i jak. Nara maleńka -mówi Anderson i rozłącza się nie dając mi żadnej możliwości na odpowiedź. 
3 minuty później przychodzi sms. "Starbucks, ten 10 min od ciebie, za 30 min, zgodził się. Pamiętaj bez podrywu! Jest mój" 
Odpisałam "Nie śmiałabym zabierać ci chłopaka, ok" i zaczęłam się szykować. 
   Po zrobieniu lekkiego makijażu, założeniu koszuli z kołnierzykiem i spodni, w których moje nogi wyglądają na dłuższe i szczuplejsze, wzięłam plecak i wrzuciłam do niego najpotrzebniejsze rzeczy. Ruszyłam do salonu, z którego dochodził głośny śmiech mamy i Paula. Uważam to za niezwykle słodkie, że moja mama kogoś ma, że znów kogoś pokochała. Cieszę się, że znalazła Paula.
Kiedy weszłam do salonu Harry podniósł na mnie wzrok, posłał bezczelny uśmiech i wrócił wzrokiem do telefonu. Pewnie pisze z Kate. Przewróciłam oczyma i spojrzałam na mamę i Paula, którzy siedzieli na jednym fotelu. To znaczy Paul na fotelu, a mama na kolanach Paula. Szalejesz mamo! 
- Chciałam tylko powiedzieć, że wychodzę -oświadczyłam mamie 
- Tylko nie wróć za późno -ostrzegł mnie żartobliwie Paul, posłałam mu leniwy uśmiech
- Masz telefon? -zapytała mama, na co w odpowiedzi pomachałam jej swoim IPhonem. Kiwnęłam głową i odwróciłam się w stronę wyjścia z pokoju, gdy stałam w progu mama zawołała:
-Ślicznie wyglądasz, myszko 
- Mamo, no.. -zaczęłam jęczeć, ale się uśmiechnęłam na jej komplement
- Tak, ślicznie wyglądasz, MYSZKO -powiedział Harry i głupio się uśmiechnął. Jak dziecko, jak dziecko..

*Harry* 

Nie mogłem się powstrzymać, musiałem powiedzieć, że ślicznie wygląda. Nawet jeśli starałem się obrócić w jakąś kąśliwą uwagę powiedziałem swoje zdanie. Te spodnie niesamowicie prezentowały jej nogi długie nogi, a tyłek wyglądał nieziemsko. Słyszałem jak zamyka drzwi wejściowe, wstałem i przeciągnąłem się.
- Idziesz gdzieś? -zapytał mnie Paul
- Ta- mruknąłem -nie będę patrzył jak dwójka starców migdali się do siebie. -rzuciłem z uśmiechem, zarzuciłem kurtkę na plecy i puściłem im oczko -nie roznieście domu. 
Słyszałem ich śmiech kiedy zamykałem drzwi. Ruszyłem w stronę mojego domu. 

*Isabella*

-Hej, Isabella -powiedziałam i podałam rękę chłopakowi, który właśnie przyszedł z Anderson do kawiarni. 
- John, miło mi. Wiele o tobie słyszałem -powiedział i przyjaźnie się uśmiechnął. Brązowe, śmiejące się oczy, figlarny uśmiech, typowy przystojniak.

Posłałam uśmiech Anderson. 
- Uwierz mi, ja też dużo o tobie słyszałam. To co zamawiamy? 
- To ja pójdę -zaoferował się John -Co chcecie? 
- Cappuccino karmelowe -odpowiedziałyśmy w tym samym momencie z Anderson, chłopak parsknął śmiechem i poszedł w stronę kasy. 
-Co sądzisz? -zapytała mnie dziewczyna
- Miły, przystojny, uroczy -posłałam dziewczynie uśmiech. -Fajny, fajny, trzymaj go blisko siebie. 
-Jak blisko? -zapytała zaczepnie
- Najbliżej jak się da. -rzuciłam jej uśmiech i założyłam włosy za ucho. -Jest taka sprawa... no wiesz.. Harry.. eh no.. Harry wziął.. no on.. 
-No on co? Powiedz to wreszcie -dziewczyna patrzyła na mnie wyczekująco -Izz, mów.
- Harry mnie pocałował! -powiedziałam podniesionym głosem. 
- Jak to?! -powiedziała zaskoczona Anderson
-Co?! Co to znaczy, że Harry cię pocałował? -usłyszałam za sobą zdziwiony głos.

poniedziałek, 10 marca 2014

8


-No i co zamierzasz zrobić? Tak po prostu zbierzesz ładne dziewczyny? Puścisz muzykę i co? W ciągu 6 tygodni nie nauczą się tańczyć! Nie na taki poziom! A dodatkowo ładne dziewczyny są leniwe! To będzie koszmar, i doskonale zdajesz sobie z tego sprawę. -mocno dramatyzuję, wiem o tym, ale jakoś muszę się wyładować. Gdyby nie było tu Anderson już dawno byłabym na górze, w swoim artystycznym pokoju. Mama często nazywa te pokoje otchłanią, bo gdy tam wchodzę nie ma mnie przez połowę dnia.
- Izzy, znam takie co nie są leniwe, a są piękne-powiedziała Anderson, po czym spojrzała na mnie znacząco i uśmiechnęła się zaczepnie -nie jesteś leniwa, prawda?
-och, zamknij się -powiedziałam ze śmiechem -To jak to widzisz, co? Werbujemy ładne dziewczyny, dajemy im krótkie spódniczki i niech pokazują tyłek na zawodach? Dupą świata nie podbiją!
- Słodko, że uważasz, iż siedzimy w tym razem. - posłała mi najszerszy uśmiech jaki kiedykolwiek u niej widziałam - Ale nie, nikt tu tyłka wypinać nie będzie. No może oprócz Kate.  Więc przewidziałam taki obrót spraw. Zamówię nam trenerkę, jest świetna. Rusza się niesamowicie, z gracją, jej układy mogą podbijać świat. - mówi podekscytowana, z wielkim uśmiechem na twarzy -Już dzwonię, bądź cicho.
Słyszę jak telefon dzwoni mi z kurtki, którą rzuciłam gdzieś w przedpokoju. Wychodzę bez słowa, by nie przerywać Anderson. Kiedy prawie mam już telefon w ręce, on przestaje dzwonić. Za chwilę znów wydobył się dźwięk dzwonka. Na ekranie pojawia się szereg liczb:
662-459-325
Wypuszczam powietrze, które nieświadomie wstrzymywałam i odbieram dzwoniący telefon.
-Halo? -staram się brzmieć przyjemnie
-Wróć tu do salonu, idiotko. -mówi rozbawiony głos Anderson -Mam dla ciebie ważną wiadomość.
Ruszam w stronę dużego pokoju, gdzie zostawiłam wcześniej dziewczynę. Leży rozłożona na sofie, a kiedy wchodzę nawet nie zmienia pozycji. Nogi na oparciu, a głowa delikatnie spada w dół.
- Witam, witam, pani trener. -mówi Anderson poważnym tonem

*Harry*

-Zayn! Zayn, otwieraj te pieprzone drzwi! -krzyczę i walę pięściami do drzwi od 10minut. Zwariować można. Chyba za inwestuję i kupię mu obroże magnetyczną i przyczepie do kutasa. Może wtedy zareaguje i ruszy dupę, by otworzyć mi te drzwi. Dzwonię dzwonkiem i znów pukam, dzwonie, pukam i tak w kółko. 
- Zayn! Napalone laski są ze mną! -krzyczę na tyle głośno, by usłyszał ze swojej sypialnie, jednakże ludzie przechodzący po ulicy posyłają mi dziwne spojrzenia.
 Słyszę ciężki tupot stóp. Dzięki ci Boże.
- Czego? -pyta Zayn przez zamknięte drzwi
- Przyszedłem ukraść ci brykę. A walę do drzwi, bo może chcesz o tym wiedzieć. -mówię sarkastycznie, a za chwilę zniżam głos -Otwieraj te drzwi, idioto.
Chłopak przesuwa zasuwę i po chwili drzwi się otwierają. Zayn stoi bez koszulki, a spodnie dresowe ma nisko opuszczone na biodrach. Patrzy na mnie wzrokiem mordercy. 
- Obudziłeś mnie -rzucił oskarżającym tonem - Mów czego chcesz i daj mi pospać
- Chcę podwoić stawkę -mówię na jednym wdechu
- Co? Pewnie coś za tym stoi -stwierdza i patrzy uważnie na moją twarz, kiedy zadaje kolejne pytanie -Tu chodzi o nią? O Isabelle?
- Taa, obecnie mnie nienawidzi -mruknąłem - potrzebuję więcej czasu.
- Nic nowego, wiele lasek cie nienawidzi -wzrusza ramionami -co wcale nie znaczy, że nie przespały by się z tobą kolejny raz. Więc co zrobiłeś bogatej blondi? 
- Nie mów tak na nią -bronię jej, jakbym mógł pozwolić komukolwiek ją obrażać? - Nic jej nie zrobiłem. Po prostu przeleciałem Kate. Potem poszedłem z nią na jej trening, a ona wymyśliła jakieś gówno dla Izzy, żeby ją wylać z drużyny. Rozumiesz? Walała ją bez powodu! 
- I dlatego Cie nienawidzi? Bez przesady, tylko przeleciałeś byłą dziewczynę -no tak, dla niego to nic nie znacząca dziewczyna.
- Nie, Kate powiedziała jej, że ze sobą spaliśmy. A potem widziała nas jak się całowaliśmy. Po tym jak ją wylała. - mówię, a moja głowa coraz bardziej spada w dół ze całkowitego zażenowania moim zachowaniem. Nic nie powiedziałem Kate, nie stanąłem w obronie Izzy. 
- Stary, chyba wpadłeś -podniósł mi głowę i spojrzał w moje oczy, westchnął - i to porządnie. 
Nie powiedziałem nic, nie dałem mu żadnego znaku na potwierdzenie jego słów, ale myślę, że po tylu latach znajomości zna mnie lepiej niż ja sam siebie. 
- To co, chcesz zerwać zakład? -zapytał 
- Nie? Jestem Harry Styles! Jestem zdobywcą!. - i jestem kompletnie zauroczony Isabellą Soul.

*Isabella*

- Co? Nie, nie ma mowy! -próbuję się bronić przed pomysłem Anderson. Dziewczyna spojrzała na mnie smutnym wzrokiem.
- Izzy, musimy, nie mamy wyjścia! -powiedziała i zaczęła zbierać swoje rzeczy z salonu -Musze się zbierać, ale obiecaj mi, ze chociaż to przemyślisz. 
Poddaje się, powinnam to dla niej zrobić. Ona stanęła w mojej obronie i dobrowolnie odeszła z drużyny, której za rok prawdopodobnie była by kapitanem. Przytaknęłam jej głową i podeszłam do niej. Rozłożyłam ramiona, a dziewczyna delikatnie w nie weszła i otuliła swoimi. 
- Dziękuję Anderson, za wszystko -szepnęłam
- Nie ma za co, kochanie -skradła mi buziaka w policzek i odsunęła się ode mnie -Serio, muszę iść. Umówiłam się z mamą, że będę wcześniej. 
Ruszyła w stronę drzwi i rzuciła krótkie 'nara maleńka' po czym zamknęła za sobą drzwi. 
Zostałam sama. Znowu sama. Sama w dużym domu. Cudownie..

Poobijałam się jakiś czas, ale zaczęło mi się to nudzić. Weszłam na piętro do pokoju z lustrami, gdzie mogłam spokojnie tańczyć. Pokój jest bardzo przestronny, a lustra na ścianach z każdej strony odbijają moje odbicie. W prawym rogu pokoju znajduję się cała potrzebna elektronika. Wielkie głośniki, kilka mniejszych rozmieszczonych na ścianach pod sufitem. No i oczywiście radiostacja i notebook, bez których taniec staje się nudny. Taniec bez muzyki to jak płatki bez mleka. Suche, ale nadal zjadliwe.  Mama od zawsze wolała mój taniec od malowania, więc pchała mnie w tamtą stronę. Zapisywała mnie na różne warsztaty, na które nie mogłybyśmy sobie pozwolić, gdyby nie jej praca. 
Stanęłam na środku pokoju, włączyłam muzykę z pilota, który za chwilę potoczył się po podłodze pokoju. Muzyka przepłynęła przez moje ciało i zaczęła wprawiać je w ruch. 

 
-Kochanie, o mój Boże! Ty tańczysz! -krzyknęła uradowana mama, która trzymała za rękę Paula. Harry opierał się o framugę drzwi.
-Tańczyłam, zanim mi nie przerwaliście - wyłączyłam muzykę i odparłam obojętnym tonem, ale po skrzywionej minie mamy, wnioskuję, że przesadziłam z tą obojętnością. Posłałam jej lekki uśmiech -ale mogę wam coś pokazać, jeśli chcecie zobaczyć. 
-Pokazuj, a nie gadasz -powiedział cały w skowronkach Paul.Włączyłam od nowa piosenkę, ustawiając chwilę przed refrenem. 

 

Zostałam nagrodzona brawami, a Harry zaczął gwiżdżeć na palcach. Mój entuzjazm przygasł kiedy przeniosłam swój wzrok na niego. Wdech, wydech, wdech..



_______________________________________________
Okej, kilka rzeczy:)!

1. https://www.facebook.com/handmadeprzytulaki?fref=ts wchodzimy, dajemy lajka, ogladamy rzeczy:)!
2. Chciałabym, żebyście więcej komentowali:) Co wam się podoba, a co nie:) 
3. Przepraszam, że dawno nic nie dodwałam, ale nie miałam weny, a nie chciałam by było coś zrobione do dupy. 
4. Wchodzimy, pokazujemy bloga znajomym, udostępniamy go na fejsach, askach, sraskach i tym podobnych 
5. Dziękuję za uwagę i zachęcam do komentowania:)! 

poniedziałek, 24 lutego 2014

7

*Isabella*

Dzisiejszego ranka wyjątkowo późno wstałam, ledwo zdążyłam na drugą lekcję. Pan White nie był zachwycony moim głośnym wtargnięciem do klasy. Teczka wysunęła mi się z torby rozsypując kartki wokół mnie. Większość prac, jak nie wszystkie, walały się po klasie.
- Kurwa -powiedziałam zezłoszczona, zamknęłam oczy i w myślach policzyłam do 10. Otworzyłam oczy i spostrzegłam, że wszystkie oczy są na mnie skupione. Super, wprost uwielbiam być w centrum zainteresowania. 
Przepraszam, już to zbieram -zrobiłam minę szczeniaczka w stronę Anderson, która właśnie się podnosiła z krzesła, by mi pomóc. Odwróciłam się do pana White'a i rzuciłam mu lekki uśmiech. 

- Pokaż mi to, dziecko -powiedział nauczyciel i praktycznie wyrwał mi prace z rąk, które już zdążyłam podnieść.
- Prawda, że jest genialna? -usłyszałam głos Harrego za sobą. Zaraz, Harrego? Co Harry tu robi?
- tak, tak, świetna -potwierdził nauczyciel przeglądając prace, które wręczyła mu Anderson. Spojrzałam na nią jak na zdrajce. Nauczyciel spojrzał na Harrego i uświadomił sobie, że on nie chodzi z nami do klasy -A co ty tu robisz, młody człowieku? -zapytał Harrego
- Hej, Izzy, co chciałaś tym przekazać? -zapytał mnie pan White, zanim Harry zdążył chociażby zaczerpnąć powietrza. - A ty się tłumacz.
- Przysłała mnie pani Moore -powiedział Styles, chwilę umilkł ciekawy reakcji pana White'a -ma problemy z ksero, coś tam się zepsuło i nie daje biedna rady. mam przypilnować klasy
- Dobrze, zaraz wracam -powiedział do nas nauczyciel -bądźcie cicho.
Wyszedł, a ja spojrzałam na Harrego, nie wiedząc co mam o tym myśleć. "mają romans'' powiedział bezgłośnie, poruszając miękkimi ustami. Nauczyciel wszedł do klasy
- Kogo ja chcę oszukać -powiedział roztargniony pan White -po prostu nie roznieście klasy -teraz już wyszedł na dobre, a Harry rozgościł się w jego fotelu.
- A więc panno Soul -zwrócił się oficjalnie Styles do mnie, kilka osób przyglądało nam się. Niektórzy starali się to ukryć, a inni wprost przeciwnie. Stałam jakieś 2metry od biurka. Kiedy siedział tam pan White uważałam tę odległość za odpowiednią, lecz kiedy teraz siedzi tam Harry, odległość wydaje się być moim wrogiem. Harry myśli to samo, bo każe mi się przesunąć bliżej. Kiedy już stoję wystarczająco blisko moim zdaniem. Jego ręka ląduje na moim biodrze i przyciąga mnie do siebie. -Dziś wieczorem, u nas, kolacja?
- Mama niczego mi nie wspominała -mówię szybko, robiąc malutki krok do tyłu.

*Harry*

- Bo o niczym nie wie, Paul tez nie -tłumacze jej. Jestem bardzo wdzięczny Paulowi za wszystko, wiec postanowiłem zrobić dla niego coś miłego. Liczę, że wypadnę przez to dobrze w oczach Emily. Oraz Isabelli, na czym oczywiście bardziej mi zależy. Dziewczyna chwilę się zamyśliła, po czym kiwnęła głową.
- Taka randka niespodzianka? -pyta, kołysząc się na piętach uśmiechając się słodko. Zaraz, co ja pomyślałem? Słodko? Nie, ja nie używam takich określeń do dziewczyn. Ostra, seksowna, niezła owszem, ale słodka? W życiu. 
- Harry? -dziewczyna mi macha ręką przed twarzą próbując przywrócić mnie do rozmowy. -To co planujesz? Masz już jakiś plan? 
- Tak, tak, mam -powiedziałem - i jest super, mała. 

*Isabella*

Po skończonych lekcjach udałam się na trening, wchodząc do sali zobaczyłam na trybunach Harrego, który gdy mnie zauważył uśmiechnął się i pomachał. Kate niestety, a może stety to zobaczyła. Szybkim krokiem podeszła do mnie. Jej mina była obojętna, lecz stawiam, że jest po prostu zła za wczoraj. 
- Isabella, oblałaś test. -powiedziała Kate. -Nie jesteś opiekuńcza względem innych dziewczyn z drużyny - kontynuowała -Wcale nie potrzebowałam noclegu, sprawdzałam cie. A ty -podniosła głowę do góry, pokazała uniesiony kciuk do góry w stronę Harrego -oblałaś. 
-Co? -pytam zdezorientowana - O co chodzi? 
- oblałaś -powiedziała Kate -nie będziesz cheerleaderką. Przeliterować Ci? Ob-la-łaś.
Kate roześmiała się mi się prosto w twarz.Anderson podeszła do niej wyraźnie wkurzona.
-Ty sylabujesz-powiedziałam siląc się na spokój 
-Co ty, do cholery, robisz? -Anderson zapytała Kate, która przybiła sobie piątkę z jakąś blondynką. -Kate, mówię do Ciebie! Nie damy rady bez niej! Przecież doskonale o tym wiesz. 
- No i co z tego? -odzywa się Kate -Po ostatniej nocy Harrego mi nie odbierze, a od teraz nie jest drużynie. 
Po ostatniej nocy? Spoglądam na Harrego, który doskonale wszystko słyszy. Kiedy nasze spojrzenia się spotykają, on spuszcza głowę w dół. Przespał się z nią. To było do przewidzenia, ale nadal czuję w środku pustkę. Może zabrzmi to niedorzecznie, ale zraniło mnie to. Kate zauważa moją konstelację. 
-Och, chyba nie chcesz powiedzieć, że Harry ci się podoba? -zapytała złośliwie Kate -Oj, nie popłacz się tylko. 
- Brawo Kate -powiedziała sarkastycznie Anderson -Tylko zacząć bić brawo. Czy ty czasami myślisz? Nie znajdziesz dziewczyny, która tańczy jak Izzy. Mam nadzieję, że zabawa się opłaciła, bo tracisz przez to i mnie. Powodzenia na mistrzostwach. 
Anderson chwyciła mnie za rękę i wyprowadziła mnie z sali. 

*Harry* 

-Co to do cholery miało być? -zszedłem z trybun w stronę Kate, która się dumnie uśmiechała -Jesteś z siebie dumna? -Przesadziła, ona po prostu przesadziła. Nie zna sytuacji Izzy, a potraktowała ją jak jakąś szmatę. 
-Tak, misiaczku -powiedziała uśmiechając się zalotnie. - Dziś wieczorem u mnie? 
-Jak mogłaś jej powiedzieć o wczorajszym wieczorze?! -praktycznie krzyczę na nią, uśmiech schodzi jej z twarzy. -Jak? Zniszczyłaś mi wszystko! Zniszczyłaś sobie drużynę! Warto było? 
Kate wygląda jakby miała się zaraz rozpłakać. Nie wiem czy poruszyło ją to co zrobiła, czy to, że uniosłem głos. 
- Tak, było -powiedziała szczerze, po czym szybkim ruchem przyciągnęła mnie do siebie w niespodziewanym pocałunku. Drzwi się otworzyły, a w nich stanęła Izzy, a zaraz obok niej przecisnęła się Anderson. Oczy Izzy zrobiły się odrobinę większe, pewnie nigdy by nie przypuszczała zastać nas w takiej pozycji. Anderson podeszła do trybun i wzięła swoją i Izzy torbę. Isabella rzuciła w moją stronę smutne spojrzenie, lecz za chwile go odwróciła.


Zawiodłem ją, tak bardzo to schrzaniłem. 

*Isabella*

-Daj mi te kluczyki, ledwo chodzisz. -powiedziała Anderson, po czym delikatnie mnie przytuliła. -Gdzie mieszkasz? 
Kiedy przez chwilę się nie odzywałam zaniepokojona Anderson poruszyła moim ramieniem. -Całowali się, widziałaś, prawda? Nie wymyśliłam sobie tego, prawda? 
- Tak -westchnęła -całowali. Czy to ważne? -zapytała
- Nie, oczywiście, że nie -skłamałam, dobrze wiedziałam, że Anderson też to wie, ale nie skomentowała tego w żaden sposób. Podałam dziewczynie adres i ruszyłyśmy do mojego domu. 
Kiedy wiatr rozwiewał moje włosy starałam się nie myśleć o Harry, ani o drużynie. Kto robi takie testy? Kate przesadziła na każdy możliwy sposób.

*Anderson*

Byłam zła na Kate, za co zrobiła, lecz jeszcze bardziej byłam zła na Harrego, który gdy tylko nadarzy się jakaś okazja zalicza przypadkową laskę. Widzę jak patrzy na Izzy, widzę jak się męczy i widzę, że nie chce się przyznać do swoich uczuć. Znam go za dobrze. 
Isabelle właśnie pociąga nosem i patrzy na mnie tym wzrokiem mówiącym 'nienawidzę życia'
Kate to straszna świnia. Niszczy ambijcie i zatrzymuje rozwój taneczny Izzy, by odegrać się za Harrego. Izzy zupełnie nieświadoma myśli, ze chodzi tylko i wyłącznie o ten głupi test cheerleaderski. 
- Hej Izzy, chodź potańczymy! -mówię, mając nadzieję, że zobaczę i podchwycę parę kroków od dziewczyny. 
-Nie, nie chcę tańczyć -mówi i znów pociąga nosem
- No chodź, zrobimy coś mega! -próbuję ją namówić. Nie chcę by kolejny talent przepadł przez ślepotę Kate. Boże! Wiem, jestem genialna! Musimy to zrobić
- Izzy, jestem genialna! -krzyczę zadowolona! -słyszysz? genialna! Zniszczymy sukę! Zniszczymy Kate!

piątek, 21 lutego 2014

6

*Isabelle*

-To co, na zakupy teraz? -zapytała Kate sztucznie się uśmiechając. Zmęczona, spocona po 2godzinnym treningu mam iść na zakupy? I to w dodatku z Kate? Nie, dziękuję. 
Ee, wiesz, nie za bardzo mogę iść. Umówiłam się już z Tommym, wybaczcie -powiedziałam jąkając się od nie wymyślonego wcześniej wyjścia awaryjnego. 
- To dlatego Harry taki przybity? -zagadnęła mnie Anderson, chytrze się uśmiechając -Bo masz chłopaka?
-Och, nie, to nie to. Tommy nie jest moim chłopakiem, to mój szofer. No, bardziej mojej mamy. -tłumaczę się rozbawiona, wyobrażając sobie mnie i Tommy'ego jako parę. -Czekaj, a co jest z Harrym? 
- Przeżywa, że nie jesteśmy już razem -odpowiada szybko Kate, zanim Anderson zdołała wykrzesać z siebie jakiekolwiek słowa. Co ona powiedziała? Kate Nage i Harry Styles? Jako para? Byli ze sobą? Próbuję sobie wyobrazić Harrego, który jest z jakąś dziewczyną, jak ją przytula i szepce czułe słówka, ale nie mogę. Harry i związek? Nie, nie pasuje mi to do siebie. 
- Nie umiem sobie wyobrazić Harrego w związku -przyznaję szczerze
- Nie musisz -mówi Kate lodowatym tonem -i tak by nie zwrócił na ciebie swojej uwagi. 
- A właściwie ile wy byliście razem? -pyta Anderson
- Hm, jakieś 3tygodnie -mówi dumnie Kate na co prycham pod nosem. Długo jak widzę. Nie dziwię się, kto by wytrzymał tyle z taką jędzą? Pewnie robiła mu kazania, a biedny nie wytrzymał.  Spoglądam w prawo i widzę Harrego opartego o swój samochód, uważnie nam się przygląda.  Pochwycił moje spojrzenie i je odwzajemnił, wpatrywaliśmy się w siebie przez kilka sekund. Chłopak rękoma odepchnął się od swojego samochodu i ruszył w naszym kierunku. Kiedy wpadłam w trans o nazwie 'Harry Styles', dziewczyny zaczynały rozmawiać o nowym układzie cheerleaderskim. Spuszczam wzrok kiedy Harry staję na przeciwko mnie, dziewczyny cichną, a ja kompletnie nie wiem jak mam się zachować. Sytuacja jest dziwna i niekomfortowa, i ani trochę mi się to nie podoba.


*Harry*

-Hej -mówię, przerywając tą kompletną ciszę, która powstała wraz z moim nadejściem. -Jadę zaraz do centrum handlowego, chcecie jechać ze mną? -pytam, zupełnie nieświadomy tego, co mówię. 
- Ty i centrum handlowe? dobrze się czujesz? -naśmiewa się Anderson
- Pewnie -piszczy Kate w tym samym momencie  
- No tak, muszę coś sprawdzić w takim jednym sklepie. -Mówię, ignorując blondynkę. Jej tam nie chcę. Anderson wie, że coś kręcę, lecz nic nie mówi. Mam przeczucie, że gdy nadarzy się okazja o wszystko mnie wypyta. 
- No dobrze to jedźmy -mówi Anderson i przytula się do Izzy. Po co ją przytula? To ona nie jedzie z nami? Ale się wpakowałem, wyjazd do centrum z Kate to piekło. Patrzę się pytająco na Izzy, która lekko wzrusza ramionami, zanim wypowiada cicho słowa:
-Nie jadę z wami
- Co? Czemu?-mówię szybko, trochę za szybko, bo dziewczyna aż podskakuje przez moje niespodziewane zachowanie
- Tommy zaraz tu będzie -mówi i patrzy prosto w moje oczy. Tommy? Kto to, do cholery, jest Tommy?
- Kto? -pytam przez zaciśnięte zęby. 

-Tommy -odpowiada zniecierpliwiona Kate -Możemy już jechać?
- Kto to jest Tommy? -pytam wciąż, nie zwracając uwagę na Kate, która wzdycha przez brak zainteresowania jej osobą.
- Szofer, idioto. - wtrąca się Anderson i kładzie mi dłoń na ramieniu. Zaraz ją ściąga i mówi do Izzy -Do jutra, mała.
- Idźcie do samochodu -mówię i podaję Anderson kluczyki, kiedy dziewczyny odchodzą biorę głęboki- Izzy, bo ja chciałbym z tobą porozmawiać -dziewczyna podnosi na mnie swój wzrok
- Harry, daj spokój. Wiem, robisz tak z każdą nowo poznaną dziewczyną. Rozumiem, jesteś szkolnym podrywaczem. Dla Ciebie to normalka. -mówi z lekkim wyrzutem, nie mam jej tego za złe.
- Ej, ej, ale daj mi coś powiedzieć. -staram się mówić spokojnym głosem, chociaż w środku jestem strasznie zdenerwowany. Zakładam jej pasemko włosów za ucho i kciukiem delikatnie pocieram jej policzki. Izzy przez krótką chwilę poddaję się mojemu dotykowi, lecz sekundę później nie czuję już jej skóry pod palcami. Odsunęła się. -Chciałem powiedzieć, że mi przykro. Nie powinienen się tak zachować, przepraszam.

*Isabelle*

Skinęłam tylko głową na przeprosiny chłopaka, nie wiedząc co powiedzieć więcej spojrzałam w stronę samochodu Harrego. Dziewczyny nie weszły do środka pojazdu ciekawe co będziemy robić sami. Teraz stały z otwartymi buziami, oby dwie kręcąc głową. Harry podążył wzrokiem w tym samym kierunku, a Anderson pogroziła mu palcem. Harry się roześmiał i pokazał jej uniesiony w górę kciuk. Odwrócił się do mnie.
-Nie zostawiaj mnie z nimi samego, proszę -powiedział błagalnym głosem
-Tommy zaraz tu będzie -mówię i posyłam mu przepraszający uśmiech. Chłopak tylko wzdycha nie wiedząc jak ma się zachowywać. A może tylko udaję? Moje myśli przerywa klakson samochodu Tommy'ego, który wjeżdża na szkolny parking.
-Witaj, księżniczko -mówi tak tylko dlatego, by mnie zirytować i ośmieszyć przed chłopakiem.
- Ta, hej Tommy -mówię, po czym odwracam się do szkolnego podrywacza -Do jutra, Harry.
Mam zamiar już przejść na drugą stronę, by usiąść na przednim siedzeniu, tuż obok Tommy'ego, lecz Harry łapie mnie za rękę, bym zwróciła się w jego stronę.
Nachyla się do mnie, a jego usta delikatnie muskają mój policzek -Do jutra, księżniczko -puszcza mi oczko i udaję się do dziewczyn, które nadaj stoją przed samochodem.


Oszołomiona wsiadam do auta, a Tommy tylko posłał mi rozbawiony uśmiech.
Co się właściwe stało? Harry mnie przeprosił? Wszystko dzieje się tak szybko, że nie zauważam połowy istotnych rzeczy.

*Harry*

-Więc o ile się założyliście? -pyta mnie Kate, kiedy odwożę ją do domu
-Co? Powiedział Ci? -Tak to jest, gdy Zayn ma coś utrzymać w sekrecie 
-Tak, powiedział. Mów o ile- nalega Kate 
- 2kawałki -odpowiadam
-Nie najgorzej -Dla Kate to kupa szmalu, zabiła by nawet za takie pieniądze. 

*Isabella* 

Kiedy weszłam do domu, zastała mnie głucha cisza. No tak, przecież mamy nigdy nie ma. Zamknęłam za sobą drzwi, zdjęłam buty i poszłam do kuchni zrobić coś do jedzenia. Otwieram wielką lodówkę i nie mogę się na nic zdecydować. W końcu zdecydowałam się na jakiś twarożek, do którego zrobiłam sobie kakao.
Siadałam właśnie na kanapie w salonie, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Zanim wstałam to odłożyłam twarożek i ruszyłam do drzwi wejściowych. Szarpnęłam drzwi do siebie. Zamarłam. Spojrzałam na dziewczynę z blond włosami, która tylko uśmiechnęła się sztucznie.
-Co ty tu robisz, Kate? -zapytałam niezbyt grzecznie
-Przyszłam do ciebie, nie widzisz? -odparła, poprawiając włosy i obciągając koszulkę w dół.
-Widzę właśnie -powiedziałam, a potem dodałam na tyle cicho, że nie mogła tego usłyszeć- czasem chciałabym być ślepa
-Mówiłaś coś? -przepchnęła się miedzy mną, a futryną drzwi do salonu. Rozgościła się jakby była tu już kilka razy, torebkę zrzuciła z ramienia na kanapę, po czym sama na niej zasiadła, kładąc nogi na stole.
-Przyszłaś po coś konkretnie? -Idź już sobie, idź już sobie, idź już sobie. Powtarzałam to sobie jak mantrę, mając nadzieję, że coś to poprawi. No tak, jak to mówią -nadzieją matką głupich.
-Tak, wiesz potrzebuję pomocy. Mogłabyś mnie przenocować? -Co? Nie ma mowy!
-Emm-zaczęłam, próbując wymyślić w głowie szybkie rozwiązanie ten chorej sytuacji -A nie masz jakiś przyjaciółek? -proszę, udawaj, że chociaż je masz. Dobra, przyznaję, że jestem dość niemiła, ale ta dziewczyna od samego początku doprowadza mnie do szaleństwa.
-Wiesz, zawsze mogę iść nocować u Harrego- puszcza mi figlarnie oczko. Chyba nie myśli, że coś łączy mnie i Harrego? Dobra, ona wcale nie myśli.
-Okej, to pozdrów go ode mnie -mówię, a mina dziewczyny staję się obojętna. -Wiesz, jestem trochę zajęta. Nie chcę być niegrzeczna -och, obie dobrze wiemy, że chcę być niegrzeczna -ale mogłabyś już pójść.
-Oj, daj spokój! -powiedziała radośnie- masz ile? 17 lat? zabaw się trochę, użyj życia! -tak, właśnie będę się bawić. Będę bardzo szczęśliwa jak tylko przekroczy próg mojego domu. Nie mam szczególnego powodu, by tak ją traktować, lecz jej zachowanie jak i bardzo głęboka osobowość, odpychają mnie.
- Mam używać życia jak ty tu będziesz? Kate wiesz, że to tak nie działa? -pytam dziewczynę, która chyba powoli, bardzo powoli łapie, że nie chcę jej towarzystwa.
-Nie? Harry zawsze wspominał, że lubi szalone dziewczyny, a nie takie ciche myszki jak ty- powiedziała złośliwie, zebrała swoje rzeczy, rzuciała krótkie 'nara' i wyszła.
A nie takie ciche myszki jak ty, ciche myszki jak ty... Gdyby tylko wiedziała coś o mojej przeszłości....