Zostałyśmy same. Dziewczyny wyszły kilka minut temu, a my zajęłyśmy się sprzątaniem sali. Mam na myśli zbieranie butelek po wodzie czy umycie podłogi. Otworzyłam okno, by trochę się przewietrzyło, a następnie zeszłyśmy na dół zamówić coś do jedzenia. Nasz dylemat miedzy wybraniem serowej pizzy, a sajgonek od chińczyka przerwał mój dzwoniący telefon.
- Halo? -odezwałam się do słuchawki
- Cześć kochanie -powiedziała mama. Super, opiekuńcza mama już jest. Co jeszcze? - Co robicie?
- Zamawiamy jedzenia -powiedziałam
- Mam do ciebie prośbę -powiedziała - Pamiętasz jak mówiłam, że ma to być romantyczny wieczór we dwoje? -Boże, nie mówcie mi, że.. -Możesz zaprosić Harrego do nas?
- Co? -parsknęłam -Mamo, chyba żartujesz! Przecież nocuje u mnie Anderson!
- Wiem, ale przecież Georgina przyjaźni się z Harrym, jestem pewna, że nie będzie jej przeszkadzał. - powiedziała.
- Nie mam żadnego wyjścia? Nie może iść spać do jakiegoś kolegi czy coś? -na przykład do Kate? Jęknęłam w duchu.
- Kochanie, proszę. Kupię Ci nowe auto. -zaczęła mnie przekupywać. Co jest u niej normalne, gdy chce bym coś dla niej zrobiła. Anderson stała cicho chcąc jak najwięcej usłyszeć. Miała zadziorny uśmieszek na twarzy.
- Mamoo -jęknęłam - przecież mam już auto.
- To kupię Ci co zechcesz - powiedziała. Jasne mamo, bardziej mnie przekupuj a na pewno się zgodzę. Czujecie ten sarkazm?
- Nie chcę niczego - powiedziałam
- Po prostu do niego zadzwoń -powiedziała szeptem Anderson
To jakaś zmowa? Nie chcę z nim spędzać czasu. Nie rozumiem jego zachowania. I nie wiem czy chcę je zrozumieć.
Anderson wyrwała moją komórkę. Próbowałam jej ją odebrać, ale uniosła telefon do góry i rzuciła mi chłodne spojrzenie. Jezu, co ja jej takiego zrobiłam?
- Dobry wieczór, tu Anderson -powiedziała zadziwiająco miłym głosem. Chwila ze strony dziewczyny obok mnie sugerował, że mama namawia ją do zaproszenia do nas Harrego.
- Jestem pewna, że nie będzie nam przeszkadzał -powiedziała, a po chwili dodała - Nie ma sprawy, miłego wieczoru życzymy -podała mi telefon
- Kochanie, będzie dobrze -powiedziała mama
- Ta -mruknęłam
- Dobranoc Isabello -powiedziała i się rozłączyła.
Spojrzałam na Anderson, która była poirytowana moim zachowaniem. Co ja zrobiłam? Nie chciałam zaprosić Harrego na noc? No tak, to przecież wielkie przestępstwo.
- No co? -warknęłam w końcu. -Patrzysz na mnie jakbym zjadła ci ostatnie ciasteczko
- Po prostu zachowujesz się jak rozpieszczony bachor -odgryzła się
- Bo nie chce tu Harrego? -zapytałam
- Nie, bo nie zauważasz potrzeb własnej mamy! Do cholery, Izzy! Przecież powiedziała Ci, że chce spędzić romantyczny wieczór z Paulem! Romantyczny, no! Dlaczego jej to uniemożliwiasz? Nie chcesz, żeby była szczęśliwa? -Okej, nie spodziewałam się, że aż tak na mnie naskoczy. Ale jej słowa miały sens, który wcześniej do mnie nie dotarł. Miała rację, zachowałam się jak rozpieszczony bachor.
- Chcę żeby była szczęśliwa -powiedziałam pewnym głosem. Wybrałam szybko numer mamy, zanim za bardzo mogła się nacieszyć Paulem. Fuj, mogłam o tym nie myśleć.
- Mamo? -powiedziałam, kiedy odebrała - Przepraszam, ze zachowałam się jak rozpieszczona egoistka. Zaraz zadzwonię do Harrego.
- Och, kochanie -odparła czule -Nic się nie stało.
- No to baw się dobrze, mamusiu - po powiedzeniu sobie nawzajem dobrano, rozłączyłam się.
- Najpierw Harry czy pizza? -zapytała Anderson
Wzięłam głęboki wdech i przemyślałam na szybko wszystkie za i przeciw ściągnięcia tutaj Harrego. Jednak szczęście mamy przeważyło i wybrałam w końcu numer chłopaka.
Jeden sygnał, drugi sygnał, trzeci..
*Harry*
- Halo? - zapytałem ciężko oddychając
- Em, hej, tu Izzy -powiedziała nienaturalnym głosem. Izzy? Co może chcieć o takiej porze? Może coś się stało?
- Izz? Coś się stało? -zapytałem szybko
- Nie. - powiedziała - Chociaż czekaj, w sumie tak. -Westchnąłem
- Mów, księżniczko -pogoniłem ją
- Mama dziś nocuje u Paula. -Czyli Paul dziś zaliczy. Brawo stary! Dziewczyna mówiła dalej - Więc pomyślałam, że może chcesz nocować u mnie.
Jestem pewny, że się zarumieniła. Uwielbiałem kiedy czerwień wpływała na jej delikatną twarz, a ona spuszczała głowę w dół zażenowana rumieńcami.
Kiedy nie odpowiedziałem jej po chwili dodała - To znaczy, nie musisz spać tutaj, możesz spać gdzie indziej
- Nie, chętnie spędzę z tobą noc - powiedziałem i postarałem się, żeby w moim głosie wyczuwalny był uśmiech. Dziewczyny mruknęła coś w odpowiedzi 'już lecę' i przez chwilę miałem wrażenie, że chciała przytłumić jakiś dźwięk.
- Hej, Harry jesteś tam jeszcze? -zapytała już normalnym głosem
- Jestem, księżniczko - odparłem. Boże, uwielbiam dodawać jakieś zdrobnienia, które sprawiają jej te rumieńce.
- Anderson rzuciła pomysł, że mógłbyś podjechać po jakiś film i coś do żarcia -Anderson? Czyli nie będziemy sami. A szykowała się taka cudowna noc. -Zrobiłbyś to? Proszę?
- A dostanę za to buziaka -zapytałem z cichą nadzieją. Chwila, jaką cichą? Z wielką nadzieją!
- Emm, no dobra -powiedziała cicho
- A dwa? -próbowałem się targować
- Nie przeginaj -powiedziała
- Wiem, że byś mi nie odmówiła. A co więcej, z przyjemnością byś go odwzajemniła -odparłem pewny siebie. Możecie nazwać mnie zarozumiałym, ale wiem jak działam na kobiety.
- Wmawiaj sobie dalej, Styles -kłamie, czuję, że kłamie.
- Nie, to ty sobie wmawiaj. Wiem więcej niż Ci się wydaję. -Dziewczyna po drugiej stronie milczała, więc dodałem -Niedługo będę, księżniczko.
- Okej -powiedziała -Narazie
-Cześć Mała -rozłączyłem się i po pożegnaniu z chłopakami wyszedłem z domu Zayn'a.
Cały dzień spędziłem z chłopakami, no nie licząc kilku chwil z Kate, która staje się bardzo, ale to bardzo irytująca.
Podjechałem do wypożyczalni filmów i zapytałem ładną brunetkę o horrory, które nie będą kiczowate.
Podała mi kilka niezłych, oczywiście wnioskując po krótkim opisie i okładce, filmów i udaliśmy się do kasy.
Brunetka próbowała mnie poderwać, ale starałem się ignorować jej zalotne zaczepki.
- To może dasz mi swój numer, a obejrzymy kiedyś razem ten film, o którym Ci wcześniej wspomniałam. -powiedziała uśmiechnięta i oparła się biodrem o blat kasy.
- Wiesz co, chętnie go obejrzę ze swoją dziewczyną, ale dzięki za propozycję -oczywiście miałem na myśli Izzy, choć nie jesteśmy jeszcze parą. Uśmiechnąłem się i wyszedłem z wypożyczalni.
Co teraz miałem zrobić? A, Izzy mówiła coś o jakimś żarciu. Pomyślałem chwilę i stwierdziłem, że pizze lubią wszyscy, więc nie będzie problemu. Podjechałem pod najlepszą pizzerie w mieście i zamówiłem na wynos dużą serową.
*Isabella*
Wzięłyśmy z Anderson prysznic, osobno oczywiście i przebrałyśmy się w czyste ciuchy. Założyłam czarne legginsy i luźną, białą koszulkę z napisem 'Dance are my all life'. Siedziałyśmy na sofie w salonie i czekałyśmy głodne na Harrego. Włączyłam radio i zaczęłam sobie tańczyć. Anderson siedziała i patrzyła na moje wyczyny. W końcu nie wytrzymała i krzyknęła głośniej od radia
- Naucz mnie tego! Proszę Izzy! -właśnie pokazywałam jakiś stary ruch, lecz jej się spodobał. -Jest strasznie seksowny, naucz mnie proszę.
- Dobra, chodź - zaczęłam ją uczyć, kiedy dzwonek do drzwi nam przerwał. No cóż, nauczę ją przy Harrym. Oczywiście, że nie mam nic przeciwko pokazaniu mojego seksapilu przed chłopakiem. O mój Boże, czy ja serio o tym pomyślałam?
- No idź mu otwórz - powiedziała rozbawiona Anderson. Zrobiłam to co powiedziała.
Nakryłam ręką klamkę, pociągnęłam w dół i przyciągnęłam w swoją stronę drzwi. O framugę opierał się przystojny chłopak, o zielonych oczach i zajętych dwóch rękach.
- Hej, skarbie -powiedział czule
- H..hej Harry -no jasne, musiałam się jąkać? Eh - Daj, pomogę Ci - powiedziałam
- Świetnie sobie radzę -powiedział na co wywróciłam oczyma i przepuściłam go w drzwiach.
Harry szedł pierwszy, doskonale wiedząc co gdzie jest. Odłożył opakowanie pizzy na stół, zsuwając wcześniej kilka filmów z jego górnej części.
- Umieram z głodu -powiedziała Anderson
- To zacznij jeść - powiedział Harry rozbawiony - Muszę skoczyć zamknąć samochód. Chcesz iść ze mną, Izzy?
- Hm - spojrzałam na jedzenie, a potem na Harrego decydując w głowie o moich priorytetach w tym momencie - Chyba jednak wolę pizzę.
Chłopak pokręcił głową z uśmiechem na ustach i pocałował mnie szybko w policzek, a potem wyszedł.
Kiedy usłyszałyśmy charakterystyczny dźwięk zamykanych drzwi Anderson warknęła
- Jeny, ile może zająć przywiezienie żarcia -oderwała kawałek pizzy i zaczęła go jeść. Poszłam w jej ślady.
wtorek, 29 kwietnia 2014
piątek, 25 kwietnia 2014
18
Anderson zrobiła ściągnęła w zabawny sposób swoją twarz, gdy ujrzała to co ja. Harry flirtował z Kate! Z Kate Nage! Nie za bardzo rozumiem jego taktykę. Próbuję wzbudzić we mnie jakąś zazdrość? Nigdy nie czułam zazdrości. Zawsze miałam wszystko to co chciałam, ale czy chciałam Harrego? Czy byłam zazdrosna?
Kate roześmiała się w ten swój zdzirowaty sposób, na co Anderson pokręciła głową.
- Ale suka, przecież to widać gołym okiem, że Harry na Ciebie leci. Co ona wyprawia? -zaczęła Anderson
- Skoro tak mówisz -wzruszyłam ramionami i zmieniłam temat - To co, dziewczyny dziś przychodzą?
- Tak, wysłałam wszystkim smska - zarzuciła swoje piękne włosy na jedno ramię i nie zwarzając na Harrego, poszłyśmy do klasy.
*Harry*
Widziałem ją jak szła z Anderson w kierunku klasy. Chciałem podejść, ale ręka Kate przytrzymała moje przedramię, a oczy mówiły 'nawet się nie waż'. Po wspólnie spędzonej 'nocy' wyszedłem z jej domu. To prawda co mówią. Gadam z nią tylko dlatego, bym mógł dobrać jej się do majtek. Co prawda, jej to nie przeszkadza, więc co będę narzekał.
Kiedy Izzy zniknęła z pola mojego widzenia westchnąłem, myśląc ile pracy będę musiał włożyć by znów się do niej zbliżyć. Widziała mnie, to na pewno. Po zachowaniu Kate bardzo łatwo mogłem się domyślić, że próbuję wzbudzić w niej zazdrość, smutek, a może nawet i gniew. Nie chcę wnikać w rozumowanie Kate, bo jestem w 100% pewien, że go nie zrozumiem. Zazdrość, hm. Czy Izzy mogłaby być o mnie zazdrosna? Zazdrosna o cokolwiek? Jakoś nie chciało mi się w to wierzyć.
Pytanie, które kłębiło się w moim umyśle tkwiło tam od wczorajszego wieczoru. Po co naprawdę jechałem do Kate? Potencjalnie zależało mi na Izzy, chyba pierwszy raz to przyznałem. Nie chodziło tylko o to, by zaliczyć. Chodziło o to, że Isabella jest zbyt idealna.
Czy to mogło zacząć mnie odpychać?
*Isabella*
- Andy - zwróciłam się do koleżanki po raz pierwszy używając zdrobienia, które Harremu kiedyś się wymsknęło - zabierz dziewczyny do pokoju.
- Isabella, słuchaj - zaczęła Suzie, jedna z koleżanek Anderson -widzimy, że masz spory dom, ale nie ma tu warunków do tańczenia taką grupą
- Och, zamknij się Suzie i chodź - powiedziała Anderson tak szczerym głosem, że o mało nie wybuchłam śmiechem. Tak, to chyba jedna z wielu rzeczy, które w niej uwielbiam. Szczerość.
Kiedy 14 dziewczyn wchodziło po schodach, ja udałam się do spiżarni i wzięłam całą zgrzewkę wody niegazowanej. Wahałam się, czy to aby nie za dużo. Wzruszyłam ramionami, twierdząc, że najwyżej dam im mały wycisk.
Wtachałam wody po schodach z trudem. No co, przecież strongmenem nie jestem. I otwierając drzwi usłyszałam, że dziewczyny bardzo zachwalają mój pokój z lustrem przeznaczony do tańca. Powiedziałam, że mogą się przebrać w coś wygodniejszego, a następnie wskazałam łazienkę. Dziewczyny tylko posłały mi uśmiechy i zaczęły przebierać się tutaj. Bez krępacji.
Anderson, która zapomniała czegoś na zmianę poszła ze mną do mojej garderoby. Wskazałam jej palcem półkę z luźnymi koszulkami, idealnymi do tańca.
Przebrałyśmy się, a następnie poszłyśmy do dziewczyn.
Wzięłam głęboki wdech i wraz z Anderson stanęłyśmy przed szeregiem dziewczyn, gotowych do ciężkiej pracy i potu.
Nie za bardzo wiedziałam jak zacząć, więc dziewczyna po mojej prawi zaczęła mówić.
- Dobra laski, cofamy się i siadamy na razie pod ścianą. Izzy pokaże nam pierwsze trzy ósemki. Obserwujcie ją i postarajcie się wbić w rytm utworu. -skończyła mówić i podeszła, by włączyć muzykę.
Pierwsze takty zaczęły lecieć, nie pozwalając mi się zastanowić nad stresem, którego nie odczuwam od bardzo dawna podczas tańca. Uważałam, że remix będzie dobrym pomysłem i pozwoli pokazać nam się z wielu stron. Od zabawnych ruchów po pełne gracji i spokoju.
Dziewczyny miały zaciekawiony wyraz twarzy.
Nim się obejrzałyśmy, a byłyśmy bardzo zmęczone, zlane potem i rozłożone na podłodze. 2dziewczyny, które nie mogły pogodzić ze sobą kilku ruchów uparcie nam nimi pracowały. Doceniałam ich chęci jak i pracę, które włożyły. Chwyciłam butelkę wody i upiłam z niej łyk, po czym skierowałam się do ćwiczących dziewczyn.
-Czego nie łapiecie? -zapytałam miłym głosem
- Tego przejścia ze średniego rozkroku -powiedziała ruda, chyba miała na imię Mandy
- Okej, patrz - pokazałam bardzo powoli kilka razy, a kiedy ona próbowała, ja poprawiałam jej ruchy.
Kiedy zaczęła łapać uśmiechnęła się w moją stronę.
- Dzięki Izzy - powiedziała i wróciła do ćwiczenia, by opanować ten ruch do perfekcji.
Podeszłam do siedzącej pod ścianą Anderson i oparłam się również o jedną ze ścian, która nie była pokryta lustrem.
- I co sądzisz? -zagadnęła mnie
- Myślę, że damy radę. Są pracowite - powiedziałam i wskazałam na Mandy, która nadal ćwiczyła w towarzystwie swojej koleżanki.
- Kiedy Ci pasuje na następne treningi? -zapytała
- Czwartek o 16 było by dobrze. - podrapałam się po głowie i związałam włosy w luźny kucyk. - Ej, możecie tu podejść?
Dziewczyny usiadły na przeciw nas po turecku. Są zmęczone, widać to gołym okiem, ale nadal rwą się z chęcią do tańca.
__________________
Kochane!
Nie sprawdzałam czy sa jakieś błędy, więc przepraszam za nie.
Życzę wam miłego weekendu:)!
Okej, cholera, jestem śpóźniona, lecę się pakować :)
xx
Kate roześmiała się w ten swój zdzirowaty sposób, na co Anderson pokręciła głową.
- Ale suka, przecież to widać gołym okiem, że Harry na Ciebie leci. Co ona wyprawia? -zaczęła Anderson
- Skoro tak mówisz -wzruszyłam ramionami i zmieniłam temat - To co, dziewczyny dziś przychodzą?
- Tak, wysłałam wszystkim smska - zarzuciła swoje piękne włosy na jedno ramię i nie zwarzając na Harrego, poszłyśmy do klasy.
*Harry*
Widziałem ją jak szła z Anderson w kierunku klasy. Chciałem podejść, ale ręka Kate przytrzymała moje przedramię, a oczy mówiły 'nawet się nie waż'. Po wspólnie spędzonej 'nocy' wyszedłem z jej domu. To prawda co mówią. Gadam z nią tylko dlatego, bym mógł dobrać jej się do majtek. Co prawda, jej to nie przeszkadza, więc co będę narzekał.
Kiedy Izzy zniknęła z pola mojego widzenia westchnąłem, myśląc ile pracy będę musiał włożyć by znów się do niej zbliżyć. Widziała mnie, to na pewno. Po zachowaniu Kate bardzo łatwo mogłem się domyślić, że próbuję wzbudzić w niej zazdrość, smutek, a może nawet i gniew. Nie chcę wnikać w rozumowanie Kate, bo jestem w 100% pewien, że go nie zrozumiem. Zazdrość, hm. Czy Izzy mogłaby być o mnie zazdrosna? Zazdrosna o cokolwiek? Jakoś nie chciało mi się w to wierzyć.
Pytanie, które kłębiło się w moim umyśle tkwiło tam od wczorajszego wieczoru. Po co naprawdę jechałem do Kate? Potencjalnie zależało mi na Izzy, chyba pierwszy raz to przyznałem. Nie chodziło tylko o to, by zaliczyć. Chodziło o to, że Isabella jest zbyt idealna.
Czy to mogło zacząć mnie odpychać?
*Isabella*
- Andy - zwróciłam się do koleżanki po raz pierwszy używając zdrobienia, które Harremu kiedyś się wymsknęło - zabierz dziewczyny do pokoju.
- Isabella, słuchaj - zaczęła Suzie, jedna z koleżanek Anderson -widzimy, że masz spory dom, ale nie ma tu warunków do tańczenia taką grupą
- Och, zamknij się Suzie i chodź - powiedziała Anderson tak szczerym głosem, że o mało nie wybuchłam śmiechem. Tak, to chyba jedna z wielu rzeczy, które w niej uwielbiam. Szczerość.
Kiedy 14 dziewczyn wchodziło po schodach, ja udałam się do spiżarni i wzięłam całą zgrzewkę wody niegazowanej. Wahałam się, czy to aby nie za dużo. Wzruszyłam ramionami, twierdząc, że najwyżej dam im mały wycisk.
Wtachałam wody po schodach z trudem. No co, przecież strongmenem nie jestem. I otwierając drzwi usłyszałam, że dziewczyny bardzo zachwalają mój pokój z lustrem przeznaczony do tańca. Powiedziałam, że mogą się przebrać w coś wygodniejszego, a następnie wskazałam łazienkę. Dziewczyny tylko posłały mi uśmiechy i zaczęły przebierać się tutaj. Bez krępacji.
Anderson, która zapomniała czegoś na zmianę poszła ze mną do mojej garderoby. Wskazałam jej palcem półkę z luźnymi koszulkami, idealnymi do tańca.
Przebrałyśmy się, a następnie poszłyśmy do dziewczyn.
Wzięłam głęboki wdech i wraz z Anderson stanęłyśmy przed szeregiem dziewczyn, gotowych do ciężkiej pracy i potu.
Nie za bardzo wiedziałam jak zacząć, więc dziewczyna po mojej prawi zaczęła mówić.
- Dobra laski, cofamy się i siadamy na razie pod ścianą. Izzy pokaże nam pierwsze trzy ósemki. Obserwujcie ją i postarajcie się wbić w rytm utworu. -skończyła mówić i podeszła, by włączyć muzykę.
Pierwsze takty zaczęły lecieć, nie pozwalając mi się zastanowić nad stresem, którego nie odczuwam od bardzo dawna podczas tańca. Uważałam, że remix będzie dobrym pomysłem i pozwoli pokazać nam się z wielu stron. Od zabawnych ruchów po pełne gracji i spokoju.
Dziewczyny miały zaciekawiony wyraz twarzy.
Dotańczyłam do końca piosenki. Składało się tam więcej niż 3 ''ósemki'', ale dziś zajmiemy się tylko tym.
- Świetny - pochwaliła Suzie - Od czego zaczynamy, trenerko?
- Ustawcie się, by każda mnie widziała i miała wystarczająco dużo miejsca. -powiedziałam, po czym zaczęłam pokazywać w zwolnionym tempie połowę ''ósemki''.
Niektóre dziewczyny łapały za 3 razem, inne za 6, ale czekałam i pomagałam z radością. Kiedy wszystkie załapały 4 pierwsze ruchy ćwiczyłyśmy je razem przez dobre 5minut.
- Okej, to lecimy dalej - powiedziałam i pokazywałam kolejne, krótkie fragmenty, które ćwiczyłyśmy wcześniejszą metodą.
Nim się obejrzałyśmy, a byłyśmy bardzo zmęczone, zlane potem i rozłożone na podłodze. 2dziewczyny, które nie mogły pogodzić ze sobą kilku ruchów uparcie nam nimi pracowały. Doceniałam ich chęci jak i pracę, które włożyły. Chwyciłam butelkę wody i upiłam z niej łyk, po czym skierowałam się do ćwiczących dziewczyn.
-Czego nie łapiecie? -zapytałam miłym głosem
- Tego przejścia ze średniego rozkroku -powiedziała ruda, chyba miała na imię Mandy
- Okej, patrz - pokazałam bardzo powoli kilka razy, a kiedy ona próbowała, ja poprawiałam jej ruchy.
Kiedy zaczęła łapać uśmiechnęła się w moją stronę.
- Dzięki Izzy - powiedziała i wróciła do ćwiczenia, by opanować ten ruch do perfekcji.
Podeszłam do siedzącej pod ścianą Anderson i oparłam się również o jedną ze ścian, która nie była pokryta lustrem.
- I co sądzisz? -zagadnęła mnie
- Myślę, że damy radę. Są pracowite - powiedziałam i wskazałam na Mandy, która nadal ćwiczyła w towarzystwie swojej koleżanki.
- Kiedy Ci pasuje na następne treningi? -zapytała
- Czwartek o 16 było by dobrze. - podrapałam się po głowie i związałam włosy w luźny kucyk. - Ej, możecie tu podejść?
Dziewczyny usiadły na przeciw nas po turecku. Są zmęczone, widać to gołym okiem, ale nadal rwą się z chęcią do tańca.
__________________
Kochane!
Nie sprawdzałam czy sa jakieś błędy, więc przepraszam za nie.
Życzę wam miłego weekendu:)!
Okej, cholera, jestem śpóźniona, lecę się pakować :)
xx
środa, 23 kwietnia 2014
17
Cicho zamknąłem za sobą drzwi, modląc się w duchu by nie zaskrzypiały. Wracając z pokoju Izzy miałem nadzieję znaleźć Paula w salonie. Niestety nie było go tam. Oczywiste jest to, że w tym momencie przebywa razem z mamą Izzy. Nie zbyt mnie to interesowało, nie pasowało mi też siedzenie tu samemu. Wyciągnąłem telefon i wybrałem odpowiedni numer.
- Harry? -odezwał się cichy, dziewczęcy głos
- Mogę wpaść? -zapytałem bez niepotrzebnej wymiany zdań. -Jest ktoś u ciebie?
- Jest.. -pewnie spojrzała na zegarek leżący przy łóżku - przed 23.
-I co? -rzuciłem zniecierpliwiony
-Dobra, przychodź -po tych słowach rozłączyłem się i chwyciłem kluczki od mojego samochodu z kuchennego blatu.
Podróż zajęła mi mniej niż 20minut, ale tylko dlatego, że przejechałem kilka razy na czerwonym świetle. Podjechałem pod dom, który w porównaniu z domem Izzy był całkowitą pomyłką. Zaparkowałem przy krawężniku i wysiadłem z auta. Ścieżka, która początkowo była pokryta drobnymi kamyczki obecnie nie miała tak dużo kamyków, a kępki trawy pojawiały się na każdym kroku. Kopnąłem po drodze kilka większych kamyków.
Kiedy dotarłem pod drzwi, łuszczące się od starej białej farby, zapukałem trzy razy i czekałem aż zostaną przede mną otwarte. Przy otwieraniu lekko skrzypnęły, a blask z zapalonych lamp padł w moją stronę, kontrastując z ciemną nocą.
Przede mną stała dziewczyna w różowym szlafroku przed kolano. Wszedłem do środka i od razu przycisnąłem dziewczynę do ściany. Jedną ręką przejechałem po wcięciu na jej talii, a drugą zatrzasnąłem drzwi.
Usta dziewczyny spoczęły na moich, a jej ręce były na mojej szyi.
- Tęskniłeś za mną? -zapytała z nadzieją
- Tak -skłamałem jej prosto w oczy.
Dziewczyna uśmiechnęła się bardzo uradowana. Pewnie zdawała sobie sprawę, że nie jest to prawda. Ale obeszło ją to. Przecież tu jestem, to się dla niej liczyło.
- Chodź do sypialni -powiedziała.
- Panie przodem -odparłem na co dziewczyna wzięła mnie za rękę i prowadziła do swojego pokoju, do którego drogę znałem już na pamięć.
Otworzyła drzwi i wpuściła mnie do środka. Położyłem recę na jej biodra i przyciągnąłem do siebie cofając się w stronę łóżka. Moje nogi wyczuły już materac łóżka, dlatego bardziej przyciągnąłem dziewczynę, która wpijała swoje usta w moje. Specjalnie upadłem na miękką powierzchnię, w wyniku czego dziewczyna znajdywała się na mnie. Nie przeszkadzało mi to.
Dziewczyna nie traciła czasu i zaczęła ściągać moją koszulkę. Wylądowała na podłodze, a za chwilę dołączyły do niej moje czarne spodnie. Zostałem w samych, granatowych bokserkach. Całując dziewczynę po szyi, rękami starałem się odwiązać sznurki szlafroka, które na złość musiały się spętlić.
- Spokojnie -powiedziała dziewczyna i starała się rozwiązać pęk sznurków.
- Dawno nie zamoczyłem -wymamrotałem niewyraźnie, dziewczyna prychnęła i w końcu zsunęła materiał ze swoich ramion.
Miała na sobie czarną, koronkową i mocno wyciętą bieliznę. Jeśli chciała zrobić na mnie wrażenie, to zdecydowanie jej się to udało. Kilkakrotnie przejechałem po niej wzrokiem, zatrzymując się na jej krągłościach.
- Chodź tu, Kate -powiedziałem, po czym znów zatraciliśmy się w namiętnym pocałunku..
*Isabella*
*Beep, beep, beep*
Irytujący dźwięk przeklętego urządzenia wybudza mnie ze snu o trzygłowym psie o twarzy kota. Moje dziwne, ale bardzo ciekawe sny zazwyczaj kończą się na kulminacyjnym momencie. A dlaczego? Bo to przeklęte urządzenie musi akurat w tym momencie zadzwonić. Machnęłam ręką, mając nadzieję, że zrzucę budzik z szafki. Eh, moje krótkie ręce ledwo dotykają jasnego mebla.
Westchnęłam i trudem zeszłam z łóżka. Przypominając sobie wczorajszy wieczór z Harrym, udałam się do łazienki na poranną toaletę. Po szybkim prysznicu, który był dla mnie wspaniałym rozpoczęciem dnia, zaczęłam przeglądać w szafie ubrania. W końcu zdecydowałam się na białą bluzkę z kołnierzykiem wysadzanym małymi brylancikami, bordowy, rozpinany sweter, czarne i opinające się na tyłku czarne rurki, a do tego bordowe vansy. Przejrzałam się w lustrze i uznałam, że wszystko idealnie do siebie pasuje.
Zebrałam potrzebne rzeczy do plecaka, po czym skierowałam się w stronę kuchni, gdzie miałam nadzieję spotkać mamę.
Usłyszałam śmiech i głos matki, prawdopodobnie skierowany do Paula. Myślę tak, bo raczej do nikogo innego nie mówi 'kochanie'. No, prócz mnie, ale to nie liczy się tak samo.
- Mogę wejść? -powiedziałam głośno, stojąc przed wejściem do kuchni - Nie całujecie się? Czy coś? -zachichotałam złośliwie
- Tak -odpowiedziała mama z wyraźnym rozbawieniem w głosie.
- Dzień dobry - przywitałam się z nimi, po czym podeszłam do lodówki i wyjęłam karton mleka. Pociągnęłam długi łyk z gwinta, za co zostałam zbesztana przez mamę wzrokiem.
- Podrzucisz mnie mamo? Czy dzwonić po Tommy'ego? -zapytałam z nadzieją na pierwsze pytanie. Nie żebym nie lubiła Tommy'ego, ale wolałam spędzić trochę czasu z mamą.
- Pewnie, córciu. Ale będziesz musiała chwilę poczekać, bo chcę się jeszcze przebrać. - powiedziała i oczywiście dodała -dobrze, myszko?
- Mamoo -jęknęłam, rozbawiający ją i Paula swoim zachowaniem - Nie mów tak.
- No już dobrze. Ja idę się przebrać, a ty zjedz coś w końcu. Wydaję mi się, że chudniesz mi w oczach -powiedziała i pociągnęła Paula za sobą. Chwila, miała się przebierać, a nie migdalić ze swoim chłopakiem. Przewróciłam oczyma, pomimo, że i tak tego nie zauważą.
Podeszłam kolejny raz do lodówki, otworzyłam jej prawą stronę, gdzie zazwyczaj trzymałyśmy nabiał. Stanęłam na palcach by dosięgnąć jogurt, zamknęłam lodówkę kopnięciem nogi, a następnie chwytając po drodze łyżeczkę usiadłam na wysokim krześle.
- Więc jakie masz palny na dziś? -zapytała mama, kiedy jechałyśmy w kierunku szkoły.
- Dziewczyny mają do mnie przyjść i mam je nauczyć ten układ, co ostatnio wymyślałam. -powiedziałam
- To wspaniale! -powiedziała uradowana mama. No tak, pewnie, że się cieszy. Po pierwsze jej córka będzie miała jakieś zajęcie. Po drugie spędzi czas z ludźmi. Po trzecie będzie mogła spotkać się z Paulem bez myśli, że siedzę samotnie w domu. - O, a może Anderson zostanie na noc, co?
- Jeny mamo, jak chcesz nocować u Paula to po prostu to zrób, jestem na tyle duża, że nie zrobię sobie żadnej krzywdy -powiedziałam zirytowana tym, że musi załatwiać mi zajęcia. No kurczę, mam prawie 17 lat i chyba nic się nie stanie jak zostanę na noc sama w domu. W dużym domu. Sama. Kurde. Chyba jednak zaproszę Anderson.
- Mam Ci zostawić jakieś pieniądze? - zapytała parkując przy krawężniku szkoły
- Możesz zostawić to zamówimy sobie coś do jedzenia -powiedziałam wychodząc już z samochodu
- To miłego dnia, kochanie. -uśmiechnęła się - W razie czego dzwoń, dobrze?
- Dobrze, hej -posłałam jej uśmiech i skierowałam się w stronę czekającej na mnie Anderson przy schodkach prowadzących do szkoły.
Wyglądała uroczo w zwiewnej i letnie sukience, mimo, że mieliśmy dopiero marzec. Uśmiechała się od ucha do ucha, widocznie miała świetny humor. O dziwo, jej entuzjastyczne podejście do dzisiejszego dnia przeszło na mnie i przywitałam ją z wielkim uśmiechem.
- Cześć, laskaa! -krzyknęła, zwracając na siebie uwagę innych uczniów.
- Hej -odpowiedziała równie wesoło, lecz dużo ciszej - Mam dla Ciebie mała propozycję.
- Jakaś impreza? - zaczęła gadać podekscytowana - Czy może twoja mama szuka pięknych modelek? -żartobliwie przerzuciła swoje włosy na lewe ramię. - Albo może chcesz mnie narysować?
- Nie, nie i OMG, ale wspaniały pomysł. -udałam ekscytację, po czym ściągnęłam swoją twarz, by nie wykazywała żadnych emocji i mruknęłam tylko -nadal nie.
-Dobra, to mów - powiedziała, ale zanim dała dojść mi do słowa, dorzuciła jeszcze - Nie rób takiej miny, błagam.
- Okej, okej. Możesz u mnie nocować? -zapytałam - Wiesz, mama chcę nocować u Paula, więc pomyślała, że możesz zostać u mnie po próbie.
- Czyli matka musi za ciebie myśleć, co? -rzuciła nieco chłodniejszym głosem - Sama na to nie wpadłaś?
- Nie. Żadna koleżanka nie nocowała u mnie wcześniej. - wzruszyłam ramionami i popatrzyłam na jej oniemiałą twarz.
- Serio? - zapytała nadal nie dowierzając.
- Nigdy z nikim się nie kolegowałam. Miałam mamę, Tommy'ego i pasję. Nie potrzebowałam nikogo więcej do szczęścia. -Wyjaśniłam
- OMG -powiedziała piszcząc - Mamy do nadrobienia 16 lat nocowanek, poważnie.
- Wpadaj kiedy chcesz, mama bardzo Cię polubiła - powiedziałam i posłałam uśmiech.
Uśmiech przygasł kiedy mój wzrok padł na chłopaka z burzą loków na głowie.
Harry, jak gdyby nigdy nic, stał oparty o swoją szafkę. Nic dziwnego, na pierwszy rzut oka.
Lecz kiedy chłopak przesunął się w bok, widziałam oklapnięte blond włosy Kate.
Stali bardzo blisko siebie, śmiali się i nie zbyt mi się to podobało.
_____________________________________
1:Wybaczcie, że dopiero teraz dodaję, ale mam egzaminy gimnazjalne i stresuję się nimi jak cholera.
2:Hej, czekam na Wasze opinię:)!
3:W razie pytań zapraszam na ask'a:)
- Harry? -odezwał się cichy, dziewczęcy głos
- Mogę wpaść? -zapytałem bez niepotrzebnej wymiany zdań. -Jest ktoś u ciebie?
- Jest.. -pewnie spojrzała na zegarek leżący przy łóżku - przed 23.
-I co? -rzuciłem zniecierpliwiony
-Dobra, przychodź -po tych słowach rozłączyłem się i chwyciłem kluczki od mojego samochodu z kuchennego blatu.
Podróż zajęła mi mniej niż 20minut, ale tylko dlatego, że przejechałem kilka razy na czerwonym świetle. Podjechałem pod dom, który w porównaniu z domem Izzy był całkowitą pomyłką. Zaparkowałem przy krawężniku i wysiadłem z auta. Ścieżka, która początkowo była pokryta drobnymi kamyczki obecnie nie miała tak dużo kamyków, a kępki trawy pojawiały się na każdym kroku. Kopnąłem po drodze kilka większych kamyków.
Kiedy dotarłem pod drzwi, łuszczące się od starej białej farby, zapukałem trzy razy i czekałem aż zostaną przede mną otwarte. Przy otwieraniu lekko skrzypnęły, a blask z zapalonych lamp padł w moją stronę, kontrastując z ciemną nocą.
Przede mną stała dziewczyna w różowym szlafroku przed kolano. Wszedłem do środka i od razu przycisnąłem dziewczynę do ściany. Jedną ręką przejechałem po wcięciu na jej talii, a drugą zatrzasnąłem drzwi.
Usta dziewczyny spoczęły na moich, a jej ręce były na mojej szyi.
- Tęskniłeś za mną? -zapytała z nadzieją
- Tak -skłamałem jej prosto w oczy.
Dziewczyna uśmiechnęła się bardzo uradowana. Pewnie zdawała sobie sprawę, że nie jest to prawda. Ale obeszło ją to. Przecież tu jestem, to się dla niej liczyło.
- Chodź do sypialni -powiedziała.
- Panie przodem -odparłem na co dziewczyna wzięła mnie za rękę i prowadziła do swojego pokoju, do którego drogę znałem już na pamięć.
Otworzyła drzwi i wpuściła mnie do środka. Położyłem recę na jej biodra i przyciągnąłem do siebie cofając się w stronę łóżka. Moje nogi wyczuły już materac łóżka, dlatego bardziej przyciągnąłem dziewczynę, która wpijała swoje usta w moje. Specjalnie upadłem na miękką powierzchnię, w wyniku czego dziewczyna znajdywała się na mnie. Nie przeszkadzało mi to.
Dziewczyna nie traciła czasu i zaczęła ściągać moją koszulkę. Wylądowała na podłodze, a za chwilę dołączyły do niej moje czarne spodnie. Zostałem w samych, granatowych bokserkach. Całując dziewczynę po szyi, rękami starałem się odwiązać sznurki szlafroka, które na złość musiały się spętlić.
- Spokojnie -powiedziała dziewczyna i starała się rozwiązać pęk sznurków.
- Dawno nie zamoczyłem -wymamrotałem niewyraźnie, dziewczyna prychnęła i w końcu zsunęła materiał ze swoich ramion.
Miała na sobie czarną, koronkową i mocno wyciętą bieliznę. Jeśli chciała zrobić na mnie wrażenie, to zdecydowanie jej się to udało. Kilkakrotnie przejechałem po niej wzrokiem, zatrzymując się na jej krągłościach.
- Chodź tu, Kate -powiedziałem, po czym znów zatraciliśmy się w namiętnym pocałunku..
*Isabella*
*Beep, beep, beep*
Irytujący dźwięk przeklętego urządzenia wybudza mnie ze snu o trzygłowym psie o twarzy kota. Moje dziwne, ale bardzo ciekawe sny zazwyczaj kończą się na kulminacyjnym momencie. A dlaczego? Bo to przeklęte urządzenie musi akurat w tym momencie zadzwonić. Machnęłam ręką, mając nadzieję, że zrzucę budzik z szafki. Eh, moje krótkie ręce ledwo dotykają jasnego mebla.
Westchnęłam i trudem zeszłam z łóżka. Przypominając sobie wczorajszy wieczór z Harrym, udałam się do łazienki na poranną toaletę. Po szybkim prysznicu, który był dla mnie wspaniałym rozpoczęciem dnia, zaczęłam przeglądać w szafie ubrania. W końcu zdecydowałam się na białą bluzkę z kołnierzykiem wysadzanym małymi brylancikami, bordowy, rozpinany sweter, czarne i opinające się na tyłku czarne rurki, a do tego bordowe vansy. Przejrzałam się w lustrze i uznałam, że wszystko idealnie do siebie pasuje.
Zebrałam potrzebne rzeczy do plecaka, po czym skierowałam się w stronę kuchni, gdzie miałam nadzieję spotkać mamę.
Usłyszałam śmiech i głos matki, prawdopodobnie skierowany do Paula. Myślę tak, bo raczej do nikogo innego nie mówi 'kochanie'. No, prócz mnie, ale to nie liczy się tak samo.
- Mogę wejść? -powiedziałam głośno, stojąc przed wejściem do kuchni - Nie całujecie się? Czy coś? -zachichotałam złośliwie
- Tak -odpowiedziała mama z wyraźnym rozbawieniem w głosie.
- Dzień dobry - przywitałam się z nimi, po czym podeszłam do lodówki i wyjęłam karton mleka. Pociągnęłam długi łyk z gwinta, za co zostałam zbesztana przez mamę wzrokiem.
- Podrzucisz mnie mamo? Czy dzwonić po Tommy'ego? -zapytałam z nadzieją na pierwsze pytanie. Nie żebym nie lubiła Tommy'ego, ale wolałam spędzić trochę czasu z mamą.
- Pewnie, córciu. Ale będziesz musiała chwilę poczekać, bo chcę się jeszcze przebrać. - powiedziała i oczywiście dodała -dobrze, myszko?
- Mamoo -jęknęłam, rozbawiający ją i Paula swoim zachowaniem - Nie mów tak.
- No już dobrze. Ja idę się przebrać, a ty zjedz coś w końcu. Wydaję mi się, że chudniesz mi w oczach -powiedziała i pociągnęła Paula za sobą. Chwila, miała się przebierać, a nie migdalić ze swoim chłopakiem. Przewróciłam oczyma, pomimo, że i tak tego nie zauważą.
Podeszłam kolejny raz do lodówki, otworzyłam jej prawą stronę, gdzie zazwyczaj trzymałyśmy nabiał. Stanęłam na palcach by dosięgnąć jogurt, zamknęłam lodówkę kopnięciem nogi, a następnie chwytając po drodze łyżeczkę usiadłam na wysokim krześle.
- Więc jakie masz palny na dziś? -zapytała mama, kiedy jechałyśmy w kierunku szkoły.
- Dziewczyny mają do mnie przyjść i mam je nauczyć ten układ, co ostatnio wymyślałam. -powiedziałam
- To wspaniale! -powiedziała uradowana mama. No tak, pewnie, że się cieszy. Po pierwsze jej córka będzie miała jakieś zajęcie. Po drugie spędzi czas z ludźmi. Po trzecie będzie mogła spotkać się z Paulem bez myśli, że siedzę samotnie w domu. - O, a może Anderson zostanie na noc, co?
- Jeny mamo, jak chcesz nocować u Paula to po prostu to zrób, jestem na tyle duża, że nie zrobię sobie żadnej krzywdy -powiedziałam zirytowana tym, że musi załatwiać mi zajęcia. No kurczę, mam prawie 17 lat i chyba nic się nie stanie jak zostanę na noc sama w domu. W dużym domu. Sama. Kurde. Chyba jednak zaproszę Anderson.
- Mam Ci zostawić jakieś pieniądze? - zapytała parkując przy krawężniku szkoły
- Możesz zostawić to zamówimy sobie coś do jedzenia -powiedziałam wychodząc już z samochodu
- To miłego dnia, kochanie. -uśmiechnęła się - W razie czego dzwoń, dobrze?
- Dobrze, hej -posłałam jej uśmiech i skierowałam się w stronę czekającej na mnie Anderson przy schodkach prowadzących do szkoły.
Wyglądała uroczo w zwiewnej i letnie sukience, mimo, że mieliśmy dopiero marzec. Uśmiechała się od ucha do ucha, widocznie miała świetny humor. O dziwo, jej entuzjastyczne podejście do dzisiejszego dnia przeszło na mnie i przywitałam ją z wielkim uśmiechem.
- Cześć, laskaa! -krzyknęła, zwracając na siebie uwagę innych uczniów.
- Hej -odpowiedziała równie wesoło, lecz dużo ciszej - Mam dla Ciebie mała propozycję.
- Jakaś impreza? - zaczęła gadać podekscytowana - Czy może twoja mama szuka pięknych modelek? -żartobliwie przerzuciła swoje włosy na lewe ramię. - Albo może chcesz mnie narysować?
- Nie, nie i OMG, ale wspaniały pomysł. -udałam ekscytację, po czym ściągnęłam swoją twarz, by nie wykazywała żadnych emocji i mruknęłam tylko -nadal nie.
-Dobra, to mów - powiedziała, ale zanim dała dojść mi do słowa, dorzuciła jeszcze - Nie rób takiej miny, błagam.
- Okej, okej. Możesz u mnie nocować? -zapytałam - Wiesz, mama chcę nocować u Paula, więc pomyślała, że możesz zostać u mnie po próbie.
- Czyli matka musi za ciebie myśleć, co? -rzuciła nieco chłodniejszym głosem - Sama na to nie wpadłaś?
- Nie. Żadna koleżanka nie nocowała u mnie wcześniej. - wzruszyłam ramionami i popatrzyłam na jej oniemiałą twarz.
- Serio? - zapytała nadal nie dowierzając.
- Nigdy z nikim się nie kolegowałam. Miałam mamę, Tommy'ego i pasję. Nie potrzebowałam nikogo więcej do szczęścia. -Wyjaśniłam
- OMG -powiedziała piszcząc - Mamy do nadrobienia 16 lat nocowanek, poważnie.
- Wpadaj kiedy chcesz, mama bardzo Cię polubiła - powiedziałam i posłałam uśmiech.
Uśmiech przygasł kiedy mój wzrok padł na chłopaka z burzą loków na głowie.
Harry, jak gdyby nigdy nic, stał oparty o swoją szafkę. Nic dziwnego, na pierwszy rzut oka.
Lecz kiedy chłopak przesunął się w bok, widziałam oklapnięte blond włosy Kate.
Stali bardzo blisko siebie, śmiali się i nie zbyt mi się to podobało.
_____________________________________
1:Wybaczcie, że dopiero teraz dodaję, ale mam egzaminy gimnazjalne i stresuję się nimi jak cholera.
2:Hej, czekam na Wasze opinię:)!
3:W razie pytań zapraszam na ask'a:)
piątek, 18 kwietnia 2014
16
Wchodząc do mojego domu z Harrym u boku, nie spodziewałam się, że ktokolwiek może być w domu. Spojrzałam na chłopaka, który również rzucił mi pytające spojrzenie. Wzruszyłam lekko ramionami i pociągnęłam chłopaka za trzymaną rękę w stronę głosów. Z tego co się orientuję mama miała wrócić później z pracy. Miałam mieszane uczucia, kiedy siedziała w salonie, a naprzeciw niej jakiś mężczyzna. Niepewnie spojrzałam na Harrego, który też nie rozumiał rozgrywającej się sytuacji.
Stanęłam w progu opierając się o framugę i czekałam, aż nas w końcu zauważą. Nic z tego, byli tak zafascynowali rozmową, że nawet nie zauważyli nas w pomieszczeniu.
Chrząknęłam znacząco, by zwrócić ich uwagę. Spojrzeli na nas. Mama zauważała nasze złączone dłonie, ale nic nie powiedziała na temat. Przeczuwam, że będzie chciała go poruszyć później.
Facet zjechał po mnie wzrokiem i przeniósł go na moją mamę. Kiwnął głową i powiedział: będzie idealna
- Idealna do czego? -zapytał Harry opiekuńczo przyciągając mnie do siebie. Zarzucił swoje ramię na moją talie. - Kim pan w ogóle jest?
Harry zlustrował go nieufnym wzrokiem.
- Spokojnie Harry -poprosiła mama -To jest Luke Murs.
Chłopak rzucił mi pytające spojrzenie, które miało zapytać 'znasz go?' Pokręciłam delikatnie głową.
- Jestem trenerem Volley'a -powiedział pan Luke, widząc nasze zmieszanie.
- Ja chyba nadal nie rozumiem -powiedział Harry.
Och, nie rozumie, bo nie wie.
- No..no ja kiedyś grałam w siatkówkę -powiedziałam do Harrego -Nic wielkiego, dodatkowa pasja.
Lekko wzruszyłam ramionami i posłałam mu delikatny uśmiech. Odwzajemnił go, a potem znów przeniósł swój wzrok na pana Luka Murs'a.
- Więc co pan tu robi? -zapytał
- Chcę Isabelli w swojej drużynie. -powiedział do Harrego. Halo! Stoję obok! Nie jestem przedmiotem!
Wszyscy usłyszeli dźwięk zamykanych drzwi i głos Paula z korytarza
- Wróciłem, kochanie! -za chwile wynurzył się zza Harrego, który stał w przejściu. Paul spojrzał na wszystkich zebranych oceniając w głowie sytuację. -Co się dzieje? -zapytał
- Isabella wchodzi w skład Volley'a -powiedziała uradowana mama. Co do cholery?
- Co? -fuknęłam -Nigdzie nie wchodzę! -powiedziałam rozzłoszczona tym, że nikt nie liczył się z moim zdaniem.
- Och, kochanie -westchnęła mama -Czemu nie? Przecież to świetna szansa!
- Myślę, że sama zadecyduję o tym co w tej sprawie zrobię -powiedziałam, a następnie kiwnęłam głową w stronę pana Luka.-Mogę dać panu znać za jakiś czas?
- Oczywiście, słoneczko -powiedział i uśmiechnął się promiennie. Uśmiech przygasł, kiedy Harry spojrzał na niego gniewnie.
- Proszę się liczyć ze słowami. -powiedział niskim głosem -Jestem pewien, że może to podejść pod pedofilię.
- Oczywiście, żadnych słoneczek przy twoim chłopaku -puścił mi oczko, a Harry od razu się spiął. Proszę, proszę, proszę nie reaguj. Nie daj się skonfrontować. Wolałam nie poruszać kwestii 'bycia moim chłopakiem'. W tej chwili bardziej zależało mi na tym, by chłopak obok mnie nie zrobił czegoś wyjątkowo głupiego. Przytrzymałam mocniej jego dłoń. I spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. Jednak jego oczy były zwężone i skierowane w stronę pana Luka.
- Harry, spokojnie -do akcji wkroczył Paul, który już nie raz widział chłopaka w takich sytuacjach.
- Proszę -szepnęłam. Harry gwałtownie wypuścił wstrzymywane powietrze.
- Widzę, że wiesz jak zapanować nad swoim chłopakiem -powiedział Luke, a ja w myślach walnęłam się w głowę za nie wypowiedzenie kwestii 'on nie jest moim chłopakiem'. - To co, będziemy w kontakcie tak?
- Tak - odpowiedziałam równo z mamą, po czym posłałam jej jedno z moich nieprzyjemnych spojrzeń, których często nie widywała.
- Odprowadzę Cię -zaoferował się Paul
- Znam drogę do wyjścia -powiedział Luke, ale podał rękę Paulowi i Harremu na odchodne.
Ciszę w pokoju przerwał dźwięk zamkniętych drzwi.
Nie wiedziałam jak zacząć i co powiedzieć mamie. Nie chciałam na nią krzyczeć, robić niepotrzebnych wywodów, bo wiedziałam, że chciała dla mnie jak najlepiej. Zamiast tego uderzyłam z innej strony.
- Skąd go znasz? -zapytałam
- Skontaktował się ze mną -odpowiedziała -Podobno śledzili twoją karierę od 3lat.
Karierę? Zagrałam tylko kilka meczów, nie można tu mówić o karierze.
- Co o tym myślisz? -zapytał Paul, który siedział teraz obok mojej mamy.
- Nie mam pojęcia. Nie wiem czy pogodzę wszystko ze sobą czasowo. Taniec zabiera mi dużo czasu, szkoła, znajomi. Nie chcę niczego i nikogo poświęcać, a treningi będą pewnie z 3 razy w tygodniu.Jest mi tu dobrze, naprawdę dobrze. Nie chcę brać za dużo zajęć dodatkowych, by przez brak czasu nie dostrzegać tego co mam teraz -odparłam, nawet nie zdając sobie sprawy z wymówionych słów. -Eee, a tak właściwie to co oferuje Luke?
- Stypendium sportowe, trening z jakimiś szychami, rozwijanie się w tym kierunku -wyliczała na palcach -osiągnięcia, nowe znajomości.
- Na jakiej pozycji grałaś? -zainteresował się Paul
- Rozgrywająca -powiedziała dumnie mama - była też kapitanem drużyny i zaprowadziła zespół do mistrzostw stanowych.
- Mamoo -jęknęłam zawstydzona jej przechwałką. Wraz z Paulem zaczęli się śmiać.
W tym momencie uznałam, że powinniśmy z Harrym wyjść z salonu, by zostawić im jak najwięcej przestrzeni osobistej. Pociągnęłam chłopaka lekko za rękę i poszliśmy na górę. Do mojego pokoju.
*Harry*
Trzymając ja za rękę pokonywaliśmy schody do jej pokoju. Moje myśli, które normalnie pędziłyby w stronę jej zgrabnego tyłka, teraz szły w kierunku zdolności jakie dziewczyna przede mną ukrywała. Świetnie tańczy, pięknie rysuję i na dodatek gra w siatkówkę? To jakiś fake. Na świecie nie ma ludzi tak idealnych jak ona. Zauważyłem pewną zależność pomiędzy tańcem, rysowaniem czy nawet siatkówką. W każdej ze swojej pasji Isabella wyrażała siebie. Czy to gracją i seksapilem podczas tańca, czy niewinnością i wrażliwością w rysowaniu nadal była sobą. Żałuję, że nigdy nie widziałem jak gra w siatkówkę, ale jestem pewien, że jest wspaniała.
- To od kiedy grasz? -zapytałem kiedy usiadłem na jej łóżku.
- Od dawna -odpowiedziała wymijająco siadając koło mnie. Zastanawiałem się czy drążyć temat czy zostawić go w spokoju. Ostatecznie stwierdziłem, że chcę się dowiedzieć.
- Od kiedy? -zapytałem ponownie
- No od dawna -powiedziała i spuściła wzrok. Chwyciłem dwoma palcami jej brodę i delikatnie podniosłem piękną twarz do góry, by mogła spojrzeć mi w oczy. Kiwnąłem lekko zachęcając tym do mówienia. Przewróciła oczyma i zaczęła cicho mówić. - To było po tym jak Melania zginęła. Ojca wpakowali do pudła, a mama całkowicie oddała się pracy. Nawet nie kazała mi chodzić do szkoły. Miała mnie totalnie gdzieś, ale z biegiem czasu zaczęłam rozumieć jak ona mogła się czuć. A kiedy nie chodziłam do szkoły miałam za dużo czasu na malowanie i taniec, po jakimś czasie zaczęło mi się nudzić. I tu pojawiła się pani Angela, która wszystkiego mnie nauczyła. Wzięła mnie do swojego klubu, po jakimś czasie mianowała liderką i potem poszło. Mecze, zwycięstwa i ciągły brak zainteresowania ze strony mamy.
Nic nie odpowiedziałem, ale zamiast tego wziąłem ją w ramiona. Czyny ponad słowa, tak mówi mój tata.
Chwila ciszy, która wbrew moim oczekiwaniom wcale nie była niezręczna, zapanowała wśród nas. Cisza była idealnym dopełnieniem słów Izzy.
- Nawet nie wiesz jak Cię podziwiam -powiedziałem i ucałowałem czubek jej głowy.
- Hmm? -mruknęła zaspana. Zaśmiałem się cicho w odpowiedzi.Ta dziewczyna nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać.
- Gdzie masz piżamę? -zapytałem
-Emm, gdzieś tam -wskazała jedną z wielu szuflad.Wstałem i otworzyłem pierwszą. Oczy mi się zaświeciły.
Bielizna Izzy.
Nie byłbym sobą, gdybym nie wyjął jednej pary fikuśnych czarnych majteczek i obejrzał z każdej strony. Odłożyłem majtki i sięgnąłem po równie czarny biustonosz. 80C, idealny rozmiar.
Spojrzałem na dziewczynę leżącą na łóżku. Już spała. Zrezygnowany zamknąłem szufladę i podszedłem do Izzy. Przykryłem ją dwoma, leżącymi obok, kocami. Nachyliłem się w jej kierunku i ucałowałem czubek jej głowy.
Gdyby w tej chwili otworzyła oczy wystraszyła by się śmiertelnie. Pochylałem się nad nią, bardzo blisko jej twarzy. Nie mogłem się powstrzymać i zostałem jeszcze chwilę, by móc na nią popatrzeć. Klatka piersiowa unosiła się i opadała, a delikatny uśmiech gościł na jej ustach. Była piękna.
- Chyba Cię lubię, Izzy. - powiedziałem szeptem -Bardzo lubię.
_______________________________________________
Nie wiem czy kolejny rozdział pojawi się przed świętami, więc chciałabym wam życzyć: wiele uśmiechu,czystego sumienia, prawdziwych przyjaciół, zdrowia i miłości.
Kocham mocno♥
Stanęłam w progu opierając się o framugę i czekałam, aż nas w końcu zauważą. Nic z tego, byli tak zafascynowali rozmową, że nawet nie zauważyli nas w pomieszczeniu.
Chrząknęłam znacząco, by zwrócić ich uwagę. Spojrzeli na nas. Mama zauważała nasze złączone dłonie, ale nic nie powiedziała na temat. Przeczuwam, że będzie chciała go poruszyć później.
Facet zjechał po mnie wzrokiem i przeniósł go na moją mamę. Kiwnął głową i powiedział: będzie idealna
- Idealna do czego? -zapytał Harry opiekuńczo przyciągając mnie do siebie. Zarzucił swoje ramię na moją talie. - Kim pan w ogóle jest?
Harry zlustrował go nieufnym wzrokiem.
- Spokojnie Harry -poprosiła mama -To jest Luke Murs.
Chłopak rzucił mi pytające spojrzenie, które miało zapytać 'znasz go?' Pokręciłam delikatnie głową.
- Jestem trenerem Volley'a -powiedział pan Luke, widząc nasze zmieszanie.
- Ja chyba nadal nie rozumiem -powiedział Harry.
Och, nie rozumie, bo nie wie.
- No..no ja kiedyś grałam w siatkówkę -powiedziałam do Harrego -Nic wielkiego, dodatkowa pasja.
Lekko wzruszyłam ramionami i posłałam mu delikatny uśmiech. Odwzajemnił go, a potem znów przeniósł swój wzrok na pana Luka Murs'a.
- Więc co pan tu robi? -zapytał
- Chcę Isabelli w swojej drużynie. -powiedział do Harrego. Halo! Stoję obok! Nie jestem przedmiotem!
Wszyscy usłyszeli dźwięk zamykanych drzwi i głos Paula z korytarza
- Wróciłem, kochanie! -za chwile wynurzył się zza Harrego, który stał w przejściu. Paul spojrzał na wszystkich zebranych oceniając w głowie sytuację. -Co się dzieje? -zapytał
- Isabella wchodzi w skład Volley'a -powiedziała uradowana mama. Co do cholery?
- Co? -fuknęłam -Nigdzie nie wchodzę! -powiedziałam rozzłoszczona tym, że nikt nie liczył się z moim zdaniem.
- Och, kochanie -westchnęła mama -Czemu nie? Przecież to świetna szansa!
- Myślę, że sama zadecyduję o tym co w tej sprawie zrobię -powiedziałam, a następnie kiwnęłam głową w stronę pana Luka.-Mogę dać panu znać za jakiś czas?
- Oczywiście, słoneczko -powiedział i uśmiechnął się promiennie. Uśmiech przygasł, kiedy Harry spojrzał na niego gniewnie.
- Proszę się liczyć ze słowami. -powiedział niskim głosem -Jestem pewien, że może to podejść pod pedofilię.
- Oczywiście, żadnych słoneczek przy twoim chłopaku -puścił mi oczko, a Harry od razu się spiął. Proszę, proszę, proszę nie reaguj. Nie daj się skonfrontować. Wolałam nie poruszać kwestii 'bycia moim chłopakiem'. W tej chwili bardziej zależało mi na tym, by chłopak obok mnie nie zrobił czegoś wyjątkowo głupiego. Przytrzymałam mocniej jego dłoń. I spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. Jednak jego oczy były zwężone i skierowane w stronę pana Luka.
- Harry, spokojnie -do akcji wkroczył Paul, który już nie raz widział chłopaka w takich sytuacjach.
- Proszę -szepnęłam. Harry gwałtownie wypuścił wstrzymywane powietrze.
- Widzę, że wiesz jak zapanować nad swoim chłopakiem -powiedział Luke, a ja w myślach walnęłam się w głowę za nie wypowiedzenie kwestii 'on nie jest moim chłopakiem'. - To co, będziemy w kontakcie tak?
- Tak - odpowiedziałam równo z mamą, po czym posłałam jej jedno z moich nieprzyjemnych spojrzeń, których często nie widywała.
- Odprowadzę Cię -zaoferował się Paul
- Znam drogę do wyjścia -powiedział Luke, ale podał rękę Paulowi i Harremu na odchodne.
Ciszę w pokoju przerwał dźwięk zamkniętych drzwi.
Nie wiedziałam jak zacząć i co powiedzieć mamie. Nie chciałam na nią krzyczeć, robić niepotrzebnych wywodów, bo wiedziałam, że chciała dla mnie jak najlepiej. Zamiast tego uderzyłam z innej strony.
- Skąd go znasz? -zapytałam
- Skontaktował się ze mną -odpowiedziała -Podobno śledzili twoją karierę od 3lat.
Karierę? Zagrałam tylko kilka meczów, nie można tu mówić o karierze.
- Co o tym myślisz? -zapytał Paul, który siedział teraz obok mojej mamy.
- Nie mam pojęcia. Nie wiem czy pogodzę wszystko ze sobą czasowo. Taniec zabiera mi dużo czasu, szkoła, znajomi. Nie chcę niczego i nikogo poświęcać, a treningi będą pewnie z 3 razy w tygodniu.Jest mi tu dobrze, naprawdę dobrze. Nie chcę brać za dużo zajęć dodatkowych, by przez brak czasu nie dostrzegać tego co mam teraz -odparłam, nawet nie zdając sobie sprawy z wymówionych słów. -Eee, a tak właściwie to co oferuje Luke?
- Stypendium sportowe, trening z jakimiś szychami, rozwijanie się w tym kierunku -wyliczała na palcach -osiągnięcia, nowe znajomości.
- Na jakiej pozycji grałaś? -zainteresował się Paul
- Rozgrywająca -powiedziała dumnie mama - była też kapitanem drużyny i zaprowadziła zespół do mistrzostw stanowych.
- Mamoo -jęknęłam zawstydzona jej przechwałką. Wraz z Paulem zaczęli się śmiać.
W tym momencie uznałam, że powinniśmy z Harrym wyjść z salonu, by zostawić im jak najwięcej przestrzeni osobistej. Pociągnęłam chłopaka lekko za rękę i poszliśmy na górę. Do mojego pokoju.
*Harry*
Trzymając ja za rękę pokonywaliśmy schody do jej pokoju. Moje myśli, które normalnie pędziłyby w stronę jej zgrabnego tyłka, teraz szły w kierunku zdolności jakie dziewczyna przede mną ukrywała. Świetnie tańczy, pięknie rysuję i na dodatek gra w siatkówkę? To jakiś fake. Na świecie nie ma ludzi tak idealnych jak ona. Zauważyłem pewną zależność pomiędzy tańcem, rysowaniem czy nawet siatkówką. W każdej ze swojej pasji Isabella wyrażała siebie. Czy to gracją i seksapilem podczas tańca, czy niewinnością i wrażliwością w rysowaniu nadal była sobą. Żałuję, że nigdy nie widziałem jak gra w siatkówkę, ale jestem pewien, że jest wspaniała.
- To od kiedy grasz? -zapytałem kiedy usiadłem na jej łóżku.
- Od dawna -odpowiedziała wymijająco siadając koło mnie. Zastanawiałem się czy drążyć temat czy zostawić go w spokoju. Ostatecznie stwierdziłem, że chcę się dowiedzieć.
- Od kiedy? -zapytałem ponownie
- No od dawna -powiedziała i spuściła wzrok. Chwyciłem dwoma palcami jej brodę i delikatnie podniosłem piękną twarz do góry, by mogła spojrzeć mi w oczy. Kiwnąłem lekko zachęcając tym do mówienia. Przewróciła oczyma i zaczęła cicho mówić. - To było po tym jak Melania zginęła. Ojca wpakowali do pudła, a mama całkowicie oddała się pracy. Nawet nie kazała mi chodzić do szkoły. Miała mnie totalnie gdzieś, ale z biegiem czasu zaczęłam rozumieć jak ona mogła się czuć. A kiedy nie chodziłam do szkoły miałam za dużo czasu na malowanie i taniec, po jakimś czasie zaczęło mi się nudzić. I tu pojawiła się pani Angela, która wszystkiego mnie nauczyła. Wzięła mnie do swojego klubu, po jakimś czasie mianowała liderką i potem poszło. Mecze, zwycięstwa i ciągły brak zainteresowania ze strony mamy.
Nic nie odpowiedziałem, ale zamiast tego wziąłem ją w ramiona. Czyny ponad słowa, tak mówi mój tata.
Chwila ciszy, która wbrew moim oczekiwaniom wcale nie była niezręczna, zapanowała wśród nas. Cisza była idealnym dopełnieniem słów Izzy.
- Nawet nie wiesz jak Cię podziwiam -powiedziałem i ucałowałem czubek jej głowy.
- Hmm? -mruknęła zaspana. Zaśmiałem się cicho w odpowiedzi.Ta dziewczyna nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać.
- Gdzie masz piżamę? -zapytałem
-Emm, gdzieś tam -wskazała jedną z wielu szuflad.Wstałem i otworzyłem pierwszą. Oczy mi się zaświeciły.
Bielizna Izzy.
Nie byłbym sobą, gdybym nie wyjął jednej pary fikuśnych czarnych majteczek i obejrzał z każdej strony. Odłożyłem majtki i sięgnąłem po równie czarny biustonosz. 80C, idealny rozmiar.
Spojrzałem na dziewczynę leżącą na łóżku. Już spała. Zrezygnowany zamknąłem szufladę i podszedłem do Izzy. Przykryłem ją dwoma, leżącymi obok, kocami. Nachyliłem się w jej kierunku i ucałowałem czubek jej głowy.
Gdyby w tej chwili otworzyła oczy wystraszyła by się śmiertelnie. Pochylałem się nad nią, bardzo blisko jej twarzy. Nie mogłem się powstrzymać i zostałem jeszcze chwilę, by móc na nią popatrzeć. Klatka piersiowa unosiła się i opadała, a delikatny uśmiech gościł na jej ustach. Była piękna.
- Chyba Cię lubię, Izzy. - powiedziałem szeptem -Bardzo lubię.
_______________________________________________
Nie wiem czy kolejny rozdział pojawi się przed świętami, więc chciałabym wam życzyć: wiele uśmiechu,czystego sumienia, prawdziwych przyjaciół, zdrowia i miłości.
Kocham mocno♥
wtorek, 15 kwietnia 2014
15
Pocałunek był namiętny, nie miałam wątpliwości, że Harry całował wiele dziewczyn przede mną. Ale kiedy tak stałam, otulona jego ciepłymi ramionami, pod bacznym wzrokiem innych ludzi ze szkoły, nie obchodziło mnie kogo wcześniej całował. Niewątpliwie miał w tym wprawę. Jak przeczytałam dawno temu w jakieś książce, pocałunek mężczyzny jest jak jego podpis. Harry Styles miał idealny podpis. Mruknął w moje usta, kiedy zaczęłam odwzajemniać pocałunek. Chłopak pewniej przywarł do mnie ustami, a jego ręce spoczęły na mojej talii by przysunąć mnie bliżej siebie. Natomiast moje dłonie spoczywały na jego klatce piersiowej.
- No co to, do cholery, ma być? -słyszałam irytujący głos Kate. Mój umysł odepchnął ją w głąb rzeczy niepotrzebnych. Skupiłam się na całowaniu chłopaka, który pachniał wyjątkowo dobrze. Powiedziałabym, że na tyle dobrze, bym nie mogła się skupić na niczym innym niż język Harrego, którym właśnie przejechał po mojej dolnej wardze prosząc o dostęp. Odmówiłam mu zbadania mojej jamy ustnej swoim, na pewno zdolnym, językiem.
Cholera, całkowicie zapomniałam o lekcji, która pewnie już trwała. Brawo Izzy, tylko ty myślisz o matmie, kiedy całujesz się z przystojnym chłopakiem.
Delikatnie zaczęłam się wiercić, a Harry zrozumiał moją małą aluzję. Skradł mi jeszcze dwa małe buziaki i pozwolił się odsunąć. Nie na taką odległość jaka by zadowalała nas oboje. Chłopak wyszczerzył się w uśmiechu, kiedy ja trąciłam czubkiem butem małego kamyczka. Nie do końca wiedziałam co mam zrobić, czy też co powiedzieć, a jego najwyraźniej to bawiło.
- Chodź, skarbie. -powiedział czule i wyciągnął w moją stronę rękę. Zawahałam się. Okej, może przed chwilą się całowaliśmy, ale trzymanie za ręce uważam dobre dla par. W sumie całowanie też. - Odprowadzę Cię do klasy.
Chwyciłam jego dłoń i cicho westchnęłam kiedy przeszliśmy przez miejsce, w którym wcześniej Kate stała. Przez miejsce, w którym Kate go pocałowała. Harry jakby czytając mi w myślach, delikatnie ścisnął moją dłoń i powiedział: liczysz się ty, kochanie.
Nie odpowiedziałam, bo i co miała bym odpowiedzieć? Ok? Spoko?
Harry stanął i spojrzał mi głęboko w oczy. Oczywiście musiał się pochylić.
- Tylko ty, rozumiesz? -zapytał
- Rozumiem -odpowiedziałam i delikatnie się uśmiechnęłam.
*Harry*
Wiedziałem, że może trochę przeraża ją ta zażyłość jaka wykształciła się po naszym pocałunku.
Wiedziałem, że jej się podobało, choć pewnie tego nie przyzna.
I wiedziałem, że jest spóźniona na matmę do White'a.
Szybko obmyśliłem w głowie jakiś plan jak uniknąć kłopotów dla Izzy i pociągnąłem ją w stronę sali, w której obecnie miałem mieć lekcję. Wszedłem do niej, jakbym nie był spóźniony przynajmniej jedną trzecią lekcji.
- O, Harry -powiedziała nauczycielka
- Dzień dobry, proszę Pani -powiedziałem grzecznie i uśmiechnąłem się szeroko.
- Spóźniłeś się -powiedziała marudnym głosem - A to kto? -wskazała na Izzy, która była schowana za moimi plecami. Nieświadomie pewnie, chyba, że sama specjalnie tak stanęła.
- To jest Isabella -przedstawiłem dziewczynę, a ta kulturalnie wyszła za mnie i uśmiechnęła się ciepło.
- Dzień dobry -powiedziała Izzy, wykazując swoje dobre wychowanie, którego nauczyła się pewnie od matki.
- O jeju! To twoja dziewczyna, Harry? Śliczna! -wykrzyknęła podekscytowana pani Moore, oczywiście przyciągając uwagę wszystkich uczniów z mojej klasy. - A właściwie to co tu robisz, Isabello? Jesteś młodsza, prawda?
- Tak, jest młodsza -powiedziałem. - Chciałem prosić o przysługę. Czy mogła by pani porwać na kilka minut pana White'a? -mrugnąłem do niej, wiedząc że bardzo podoba jej się nauczyciel Izzy. Pani Moore zarumieniła się, chrząknęła i zwróciła się do klasy.
- Zróbcie dwa pierwsze zadania ze 132, z książki -zadała reszcie i wyszliśmy z klasy.
Przez ten cały czas nie zdawałem sobie sprawy, że trzymam rękę Isabelli, jej jak widać to nie przeszkadzało. Co bardzo mnie cieszyło.
Moja nauczycielka od chemii zadawała Izzy wiele pytań, od wymarzonego zawodu po oceny i inne zainteresowania. Dziewczyna grzecznie na nie odpowiadała. Usłyszałem coś o medycynie i prawie, ale uznałem, że kiedyś porozmawiamy o przyszłości. To znaczy o naszej przyszłości.
- Harry, masz u mnie dług -powiedziała rozbawiona chemiczka
- Nie ma problemu - powiedziałem nonszalacko
Pani Moore zapukała do drzwi i następnie weszła przez nie, a my za nią. Klasa Izzy dziwnie zareagowała na nasz widok. Dziewczyny rzucały jej mordercze spojrzenia, a niektórzy chłopcy patrzyli tak na mnie. Siedząca samotnie z tyłu Anderson pokazała mi uniesiony do góry kciuk i zaczęła się chichrać. Przewróciłem oczami i wsłuchałam się w rozmowę nauczycieli.
- To może mógłbyś mi to teraz pokazać? -zapytała pani Moore
- No dobrze -powiedział matematyk i spojrzał na mnie - Witaj Harry, przypilnujesz ich?
Spojrzałem na Izzy i rzuciłem okiem na jej klasę.
- Pewnie, będę miał na nich oko -mrugnąłem i przysunąłem Izzy bliżej siebie, gdy chciała iść na swoje miejsce.
- Przysługa -szepnęła pani Moore, kiedy mnie mijała. Uśmiechnąłem się i spojrzałem na zamykające się drzwi za nauczycielami.
Izzy wypuściła z siebie powietrze, nawet nie wiedziałem, że je wstrzymywała. Ona też, stwierdziłem patrząc na jej minę.
Pociągnąłem ją w stronę wpatrzoną w nas Anderson, która siedziała na swoim miejscu z tyłu klasy. Chciałem posadzić Izzy na swoich kolanach, ale gdy zdała sobie sprawę z moich zamiarów szybko usiadła na krześle posyłając mi swój piękny uśmiech. Uśmiechnąłem się i usiadłem na ławce między dziewczynami.
- Co jest z wami? -zapytała podejrzliwie -Nie warczycie na siebie, posyłacie uśmiechy, nawet trzymaliście się za ręce. -przeniosła wzrok ze mnie na Izzy i po chwili znów wróciła do mnie. - O Mój Boże!
- Ciszej, co? -Izzy próbowała ostudzić entuzjazm Anderson. Na marne.
- O Mój Boże -powtórzyła Anderson - Wy się całowaliście! O Mój Boże, to dlatego się spóźniliście! Dłużej się nie dało, co? -gadała, a szczerze powiem, że zaczynało mnie to trochę irytować, bo kiedy spojrzałem na twarz Izzy pojawiła się mała zmarszczka pomiędzy brwiami. Zawsze się pojawiła, kiedy mocno się nad czymś zastanawiała. Pewnie myślała o naszym pocałunku. A co jeśli żałuje? A co jeśli chciałaby cofnąć czas i mnie odepchnąć?
- Okej, słuchajcie jesteś super słodcy jak się do siebie przymilacie, ale niektórym to zacznie przeszkadzać. -zaczęła Anderson - A mówiąc niektórym mam na myśli Kate, która się strasznie wkurzy jak się dowie, że jesteście razem.
- Chwila co? -zapytała Isabella - Nie jesteśmy razem.
- Jeszcze -szepnąłem nim zdążyłem się powstrzymać. Izzy rzuciła mi szybkie spojrzenie niedowierzania.
- Wracając do głównego tematu to: nadal nie mamy układu -powiedziała Anderson, spuszczając głowę.
- Jak nie? -zapytała Izzy -Mamy cały układ
-Co? -spytała nie dowierzając Anderson -Niby skąd?
- Wymyśliłam go kiedy nie chodziłam do szkoły. -powiedziała Izzy - Przyjdź do mnie z dziewczynami, dziś po 17, dobrze?
- Dobrze. -zgodziła się Anderson kiwając głową.
*Isabella*
Reszta lekcji upłynęła nam na luźnej rozmowie i jednej interwencji Harrego na zbyt duży hałas. Chłopak po lekcji odprowadził mnie pod następną klasę i czule po dzwonku pożegnał mnie buziakiem w policzek. A po skończonych lekcjach odwiózł mnie swoim samochodem pod mój dom. Chwilę żartowaliśmy sobie z porywczości Anderson,poruszyliśmy też kwestię o niej i Johnie, koledze, z którym byłyśmy w kawiarni. Harry sprytnie pokierował rozmową, by zeszła na właściwy tor. Zmieniając szybko temat zaprosiłam go do środka. Przyjął z uśmiechem propozycję i wyszedł z miejsca kierowcy. Obszedł samochód i otworzył mi drzwi, chwytając w pomocnym geście moją dłoń.
- Nie jestem kaleką -warknęłam
- Jestem tylko dżentelmenem - rzucił mi swój arogancki uśmiech i przytrzymał ciaśniej moją dłoń, kiedy próbowałam ją oswobodzić. Nic z tego. Nie chciał bym oddaliła się choćby na centymetr. Sama nie wiedziałam, czy chciałam być o ten centymetr dalej.
- No co to, do cholery, ma być? -słyszałam irytujący głos Kate. Mój umysł odepchnął ją w głąb rzeczy niepotrzebnych. Skupiłam się na całowaniu chłopaka, który pachniał wyjątkowo dobrze. Powiedziałabym, że na tyle dobrze, bym nie mogła się skupić na niczym innym niż język Harrego, którym właśnie przejechał po mojej dolnej wardze prosząc o dostęp. Odmówiłam mu zbadania mojej jamy ustnej swoim, na pewno zdolnym, językiem.
Cholera, całkowicie zapomniałam o lekcji, która pewnie już trwała. Brawo Izzy, tylko ty myślisz o matmie, kiedy całujesz się z przystojnym chłopakiem.
Delikatnie zaczęłam się wiercić, a Harry zrozumiał moją małą aluzję. Skradł mi jeszcze dwa małe buziaki i pozwolił się odsunąć. Nie na taką odległość jaka by zadowalała nas oboje. Chłopak wyszczerzył się w uśmiechu, kiedy ja trąciłam czubkiem butem małego kamyczka. Nie do końca wiedziałam co mam zrobić, czy też co powiedzieć, a jego najwyraźniej to bawiło.
- Chodź, skarbie. -powiedział czule i wyciągnął w moją stronę rękę. Zawahałam się. Okej, może przed chwilą się całowaliśmy, ale trzymanie za ręce uważam dobre dla par. W sumie całowanie też. - Odprowadzę Cię do klasy.
Chwyciłam jego dłoń i cicho westchnęłam kiedy przeszliśmy przez miejsce, w którym wcześniej Kate stała. Przez miejsce, w którym Kate go pocałowała. Harry jakby czytając mi w myślach, delikatnie ścisnął moją dłoń i powiedział: liczysz się ty, kochanie.
Nie odpowiedziałam, bo i co miała bym odpowiedzieć? Ok? Spoko?
Harry stanął i spojrzał mi głęboko w oczy. Oczywiście musiał się pochylić.
- Tylko ty, rozumiesz? -zapytał
- Rozumiem -odpowiedziałam i delikatnie się uśmiechnęłam.
*Harry*
Wiedziałem, że może trochę przeraża ją ta zażyłość jaka wykształciła się po naszym pocałunku.
Wiedziałem, że jej się podobało, choć pewnie tego nie przyzna.
I wiedziałem, że jest spóźniona na matmę do White'a.
Szybko obmyśliłem w głowie jakiś plan jak uniknąć kłopotów dla Izzy i pociągnąłem ją w stronę sali, w której obecnie miałem mieć lekcję. Wszedłem do niej, jakbym nie był spóźniony przynajmniej jedną trzecią lekcji.
- O, Harry -powiedziała nauczycielka
- Dzień dobry, proszę Pani -powiedziałem grzecznie i uśmiechnąłem się szeroko.
- Spóźniłeś się -powiedziała marudnym głosem - A to kto? -wskazała na Izzy, która była schowana za moimi plecami. Nieświadomie pewnie, chyba, że sama specjalnie tak stanęła.
- To jest Isabella -przedstawiłem dziewczynę, a ta kulturalnie wyszła za mnie i uśmiechnęła się ciepło.
- Dzień dobry -powiedziała Izzy, wykazując swoje dobre wychowanie, którego nauczyła się pewnie od matki.
- O jeju! To twoja dziewczyna, Harry? Śliczna! -wykrzyknęła podekscytowana pani Moore, oczywiście przyciągając uwagę wszystkich uczniów z mojej klasy. - A właściwie to co tu robisz, Isabello? Jesteś młodsza, prawda?
- Tak, jest młodsza -powiedziałem. - Chciałem prosić o przysługę. Czy mogła by pani porwać na kilka minut pana White'a? -mrugnąłem do niej, wiedząc że bardzo podoba jej się nauczyciel Izzy. Pani Moore zarumieniła się, chrząknęła i zwróciła się do klasy.
- Zróbcie dwa pierwsze zadania ze 132, z książki -zadała reszcie i wyszliśmy z klasy.
Przez ten cały czas nie zdawałem sobie sprawy, że trzymam rękę Isabelli, jej jak widać to nie przeszkadzało. Co bardzo mnie cieszyło.
Moja nauczycielka od chemii zadawała Izzy wiele pytań, od wymarzonego zawodu po oceny i inne zainteresowania. Dziewczyna grzecznie na nie odpowiadała. Usłyszałem coś o medycynie i prawie, ale uznałem, że kiedyś porozmawiamy o przyszłości. To znaczy o naszej przyszłości.
- Harry, masz u mnie dług -powiedziała rozbawiona chemiczka
- Nie ma problemu - powiedziałem nonszalacko
Pani Moore zapukała do drzwi i następnie weszła przez nie, a my za nią. Klasa Izzy dziwnie zareagowała na nasz widok. Dziewczyny rzucały jej mordercze spojrzenia, a niektórzy chłopcy patrzyli tak na mnie. Siedząca samotnie z tyłu Anderson pokazała mi uniesiony do góry kciuk i zaczęła się chichrać. Przewróciłem oczami i wsłuchałam się w rozmowę nauczycieli.
- To może mógłbyś mi to teraz pokazać? -zapytała pani Moore
- No dobrze -powiedział matematyk i spojrzał na mnie - Witaj Harry, przypilnujesz ich?
Spojrzałem na Izzy i rzuciłem okiem na jej klasę.
- Pewnie, będę miał na nich oko -mrugnąłem i przysunąłem Izzy bliżej siebie, gdy chciała iść na swoje miejsce.
- Przysługa -szepnęła pani Moore, kiedy mnie mijała. Uśmiechnąłem się i spojrzałem na zamykające się drzwi za nauczycielami.
Izzy wypuściła z siebie powietrze, nawet nie wiedziałem, że je wstrzymywała. Ona też, stwierdziłem patrząc na jej minę.
Pociągnąłem ją w stronę wpatrzoną w nas Anderson, która siedziała na swoim miejscu z tyłu klasy. Chciałem posadzić Izzy na swoich kolanach, ale gdy zdała sobie sprawę z moich zamiarów szybko usiadła na krześle posyłając mi swój piękny uśmiech. Uśmiechnąłem się i usiadłem na ławce między dziewczynami.
- Co jest z wami? -zapytała podejrzliwie -Nie warczycie na siebie, posyłacie uśmiechy, nawet trzymaliście się za ręce. -przeniosła wzrok ze mnie na Izzy i po chwili znów wróciła do mnie. - O Mój Boże!
- Ciszej, co? -Izzy próbowała ostudzić entuzjazm Anderson. Na marne.
- O Mój Boże -powtórzyła Anderson - Wy się całowaliście! O Mój Boże, to dlatego się spóźniliście! Dłużej się nie dało, co? -gadała, a szczerze powiem, że zaczynało mnie to trochę irytować, bo kiedy spojrzałem na twarz Izzy pojawiła się mała zmarszczka pomiędzy brwiami. Zawsze się pojawiła, kiedy mocno się nad czymś zastanawiała. Pewnie myślała o naszym pocałunku. A co jeśli żałuje? A co jeśli chciałaby cofnąć czas i mnie odepchnąć?
- Okej, słuchajcie jesteś super słodcy jak się do siebie przymilacie, ale niektórym to zacznie przeszkadzać. -zaczęła Anderson - A mówiąc niektórym mam na myśli Kate, która się strasznie wkurzy jak się dowie, że jesteście razem.
- Chwila co? -zapytała Isabella - Nie jesteśmy razem.
- Jeszcze -szepnąłem nim zdążyłem się powstrzymać. Izzy rzuciła mi szybkie spojrzenie niedowierzania.
- Wracając do głównego tematu to: nadal nie mamy układu -powiedziała Anderson, spuszczając głowę.
- Jak nie? -zapytała Izzy -Mamy cały układ
-Co? -spytała nie dowierzając Anderson -Niby skąd?
- Wymyśliłam go kiedy nie chodziłam do szkoły. -powiedziała Izzy - Przyjdź do mnie z dziewczynami, dziś po 17, dobrze?
- Dobrze. -zgodziła się Anderson kiwając głową.
*Isabella*
Reszta lekcji upłynęła nam na luźnej rozmowie i jednej interwencji Harrego na zbyt duży hałas. Chłopak po lekcji odprowadził mnie pod następną klasę i czule po dzwonku pożegnał mnie buziakiem w policzek. A po skończonych lekcjach odwiózł mnie swoim samochodem pod mój dom. Chwilę żartowaliśmy sobie z porywczości Anderson,poruszyliśmy też kwestię o niej i Johnie, koledze, z którym byłyśmy w kawiarni. Harry sprytnie pokierował rozmową, by zeszła na właściwy tor. Zmieniając szybko temat zaprosiłam go do środka. Przyjął z uśmiechem propozycję i wyszedł z miejsca kierowcy. Obszedł samochód i otworzył mi drzwi, chwytając w pomocnym geście moją dłoń.
- Nie jestem kaleką -warknęłam
- Jestem tylko dżentelmenem - rzucił mi swój arogancki uśmiech i przytrzymał ciaśniej moją dłoń, kiedy próbowałam ją oswobodzić. Nic z tego. Nie chciał bym oddaliła się choćby na centymetr. Sama nie wiedziałam, czy chciałam być o ten centymetr dalej.
czwartek, 10 kwietnia 2014
14
Przez kolejne trzy dni nie wychodziłam z domu. Mama na to pozwoliła, bo wiedziała jak się czuję. Zawsze mnie to zastanawiało jak ona się czuje. Nigdy nie rozmawiałyśmy o naszych uczuciach, bo zawsze było za wcześnie. Nadal jest. Lecz kiedy myślę o Melanii niewidoczne ręce rozpierają moją klatkę piersiową w dwie zupełnie inne strony. A gdy zwierzyłam się Harremu, Anderson i Zaynowi moja klatka piersiowa była w strzępach, a serce podeptane. Nie umiałam sobie poradzić z wewnętrznymi demonami, które były we mnie.
Dziś, tak dziś już pójdę do szkoły. Nie to, że będę miała jakieś zaległości, bo lecę na samych 4 i 5, ale po 2 tygodniach zaczyna mi się nudzić. Sama w tak wielkim domu..
Wstałam i szybkim ruchem zeszłam z łóżka. Bo przecież jest jeszcze możliwość, że zdążę zmienić zdanie i zostanę w łóżku na kolejny dzień. Stanęłam przed lustrem i spróbowałam się uśmiechnąć. Uśmiech wyszedł strasznie sztuczny.
- Dasz radę -powiedziałam do swojego odbicia, spróbowałam jeszcze raz przywołać uśmiech na twarzy. Okej, jest dużo lepiej. Chodź widać, że nie jest on do końca szczery
Spakowałam szybko kilka rzeczy do plecaka, przebrałam się i spojrzałam w lustro. Zastanawiałam się czy wciągnąć koszulę w spodnie czy pozwolić jej luźno na mnie wisieć. Rzuciłam okiem na moje nogi i stwierdziłam, że bardziej podoba mi się wersja ze wciągnięciem. Więc tak też zrobiłam. Zeszłam na dół do mamy.
- Hej kochanie -powiedziała i pocałowała mnie w policzek
- Cześć mamo, tak sobie myślałam, czy nie chciałabyś mnie podrzucić do szkoły? -zapytałam robiąc minę szczeniaka.
- Eh, chyba nie mam innego wyjścia, co? -rzuciła mi swój uśmiech. -Muszę pomyśleć o kupieniu ci auta na urodziny-mruknęła pod nosem
-Słyszałam -powiedziałam radośnie
- Chodź już -odparła i wzięła dwa jabłka na drogę.
W czasie drogi panowała cisza z chwilami, gdy mama rzucała jakąś uwagę na temat jeżdżących 'totalnych frajerów za kółkiem' jej słowa, nie moje. Mama zatrzymała samochód przecznicę przed szkołą.
- Co jest mamo? -pytam zdziwiona jej nagłym, i muszę przyznać, dość niepewnym ruchem.
- Jak się czujesz? -zapytała ignorując moje pytanie -Dużo ostatnio przeszłaś, te przeprowadzki, ja mam nowego chłopaka, wszystko szybko się dzieje. -mówiła dalej
- Mamo, jest okej. Lubię Paula -powiedziałam i uśmiechnęłam się w jej kierunku. Uśmiechnęłam się szczerze, naprawdę szczerze.
- Zrozumiem, jeśli nie będzie okej. To za dużo dla młodej dziewczyny jaką jesteś -uśmiecha się smutno. I znów zapala samochód. Przez 3minuty jedziemy w ciszy i pojazd znów staje. Jesteśmy przed szkołą. Ludzie posyłają nam dziwne spojrzenia. To przez toyotę mamy. -No to miłego dnia, córciu.
-Nawzajem mamo -powiedziałam i wyszłam z samochodu.
Zajrzałam w głąb mojego umysłu przypominając sobie jaką mam pierwszą lekcję we wtorek. Hm, chyba matematykę z panem Richardem Whitem. Kto by pomyślał, że minęły już 4tygodnie odkąd chodzę do tej szkoły. Nikt, bo nikogo to nie obchodzi. Według moich obliczeń jeszcze 5tygodni, może mniej i już mnie tu nie będzie. A szkoda, bardzo polubiłam to miejsce. Jest Paul, który niesamowicie uszczęśliwia mamę. Jest Kate, która niesamowicie mnie irytuje. Jest Anderson, która bardzo dobrze mnie rozumie. I jest Harry, który zmierza właśnie w moim kierunku.
Dziś, tak dziś już pójdę do szkoły. Nie to, że będę miała jakieś zaległości, bo lecę na samych 4 i 5, ale po 2 tygodniach zaczyna mi się nudzić. Sama w tak wielkim domu..
Wstałam i szybkim ruchem zeszłam z łóżka. Bo przecież jest jeszcze możliwość, że zdążę zmienić zdanie i zostanę w łóżku na kolejny dzień. Stanęłam przed lustrem i spróbowałam się uśmiechnąć. Uśmiech wyszedł strasznie sztuczny.
- Dasz radę -powiedziałam do swojego odbicia, spróbowałam jeszcze raz przywołać uśmiech na twarzy. Okej, jest dużo lepiej. Chodź widać, że nie jest on do końca szczery
Spakowałam szybko kilka rzeczy do plecaka, przebrałam się i spojrzałam w lustro. Zastanawiałam się czy wciągnąć koszulę w spodnie czy pozwolić jej luźno na mnie wisieć. Rzuciłam okiem na moje nogi i stwierdziłam, że bardziej podoba mi się wersja ze wciągnięciem. Więc tak też zrobiłam. Zeszłam na dół do mamy.
- Hej kochanie -powiedziała i pocałowała mnie w policzek
- Cześć mamo, tak sobie myślałam, czy nie chciałabyś mnie podrzucić do szkoły? -zapytałam robiąc minę szczeniaka.
- Eh, chyba nie mam innego wyjścia, co? -rzuciła mi swój uśmiech. -Muszę pomyśleć o kupieniu ci auta na urodziny-mruknęła pod nosem
-Słyszałam -powiedziałam radośnie
- Chodź już -odparła i wzięła dwa jabłka na drogę.
W czasie drogi panowała cisza z chwilami, gdy mama rzucała jakąś uwagę na temat jeżdżących 'totalnych frajerów za kółkiem' jej słowa, nie moje. Mama zatrzymała samochód przecznicę przed szkołą.
- Co jest mamo? -pytam zdziwiona jej nagłym, i muszę przyznać, dość niepewnym ruchem.
- Jak się czujesz? -zapytała ignorując moje pytanie -Dużo ostatnio przeszłaś, te przeprowadzki, ja mam nowego chłopaka, wszystko szybko się dzieje. -mówiła dalej
- Mamo, jest okej. Lubię Paula -powiedziałam i uśmiechnęłam się w jej kierunku. Uśmiechnęłam się szczerze, naprawdę szczerze.
- Zrozumiem, jeśli nie będzie okej. To za dużo dla młodej dziewczyny jaką jesteś -uśmiecha się smutno. I znów zapala samochód. Przez 3minuty jedziemy w ciszy i pojazd znów staje. Jesteśmy przed szkołą. Ludzie posyłają nam dziwne spojrzenia. To przez toyotę mamy. -No to miłego dnia, córciu.
-Nawzajem mamo -powiedziałam i wyszłam z samochodu.
Zajrzałam w głąb mojego umysłu przypominając sobie jaką mam pierwszą lekcję we wtorek. Hm, chyba matematykę z panem Richardem Whitem. Kto by pomyślał, że minęły już 4tygodnie odkąd chodzę do tej szkoły. Nikt, bo nikogo to nie obchodzi. Według moich obliczeń jeszcze 5tygodni, może mniej i już mnie tu nie będzie. A szkoda, bardzo polubiłam to miejsce. Jest Paul, który niesamowicie uszczęśliwia mamę. Jest Kate, która niesamowicie mnie irytuje. Jest Anderson, która bardzo dobrze mnie rozumie. I jest Harry, który zmierza właśnie w moim kierunku.
*Harry*
Przez ten czas, kiedy Izzy nie chodziła do szkoły moje życie stało się rutyną. Nawet dokuczanie Anderson nie sprawiało mi przyjemności. Spotykałem się z przyjaciółmi, śmiałem, nawiązywałem rozmowy, byłem jak ja, ale nie byłem sobą. Nie mogłem uwierzyć, że to może być przez wpływ Izzy.A raczej jej brak. Ale kiedy zobaczyłem ją przed pierwszą lekcją we wtorek kąciki moich ust uniosły się do góry. Nie bacząc na konsekwencję ruszyłem w jej kierunku. Zastanawiałem się czy jest nadal na mnie zła i zechce zamienić ze mną kilka słów.A może powie, żebym spadał? Albo już nigdy się do mnie nie odezwie? W myślach strzeliłem sobie w łeb za chwilowy brak rozumu. Nawet jeśli jest obrażona to nadal się do mnie odezwie. Bo się odezwie, prawda? Mimo moich szalejących myśli nadal szedłem w stronę Izzy.
Kiedy mnie zauważyła jej oczy delikatnie się rozszerzyły, a następnie skupiła wzrok na kupce trawy przed sobą. Idąc nie spuszczałem z niej mojego bacznego wzroku. Starałem nawiązać się z nią kontakt wzrokowy, lecz uparcie wpatrywała się we wszystkie obiekty wokół siebie unikając przy tym mojej osoby.
- Harry! Harry, poczekaj na mnie! -usłyszałem jazgoczący głos z lewej strony. Kate Nage we własnej osobie znów zaczęła się do mnie przystawiać na oczach Isabelli, chwilowo wpatrzonych w ławkę pełną nastolatków. Kate podeszła do mnie i szybkim ruchem wyciągnęła swoją szyję w stronę moich ust. Jej wargi delikatnie naparły na moje. Reagując szybko odsunąłem dziewczynę jak najdalej i rzuciłem spojrzenie w poszukiwaniu Izzy. Nie było jej w miejscu gdzie przed chwilą stała. Szybkim krokiem poruszała się w stronę sali pana White'a. Szła ze spuszczoną głową.
Cholera. Widziała.
*Isabella*
Po zobaczeniu jak usta Kate idealnie stykają się z wargami Harrego po moim ciele przeszło dziwne uczucie. Było to coś pomiędzy dreszczami, a delikatnym kopnięciem prądu. Odwróciłam się na pięcie i ze spuszczoną głową ruszyłam do właściwej sali.
- Izzy! -usłyszałam głos Harrego z oddali. Odwróciłam się w jego kierunku. Właśnie biegł w moją stronę. Wykonałam pół obrót i znów byłam plecami do chłopaka. Zaczęłam iść we właściwym kierunku zwalniając jedynie tempa nie chcą spóźnić się na lekcje pana White'a.
Ktoś, a raczej Harry chwycił mnie za przedramię i delikatnie, ale stanowczo odwrócił mnie bym mogła stanąć z nim twarzą w twarz.
- Hej -powiedziałam i wyswobodziłam się z jego uścisku.
- Hej -odpowiedział z rozbawieniem
- No i z czego się cieszysz? -fuknęłam na niego
- Bo moja piękna przyszła dziewczyna przyszła dziś do szkoły -rzucił i uśmiechnął się rozbrajająco. Tego uśmiechu mi brakowało przez kilka dni. Obejrzałam się i spojrzałam na Kate, która przyglądała nam się z miejsca, w którym wcześniej z Harrym się całowali. Chłopak zauważył moje zmieszanie -Ee to nie..
- Szczęścia życzę -Nim zdążyłam odejść on złapał mnie za ramię i przytrzymał w miejscu. Pochylił się do przodu i spojrzał głęboko w moje oczy. Spojrzał tak, jakby chciał przekazać mi tym wszystkie swoje tajemnice, myśli i uczucia kryjące się w jego ciele. Odwróciłam wzrok. Ledwo zauważanie przejechał swoim palcem po moim prawym policzku. Cierpliwie czekał, aż znów spojrzę w jego oczy. Kiedy tak uczyniłam, on delikatnie się przysunął. Nie zważając na swoją dziewczynę, która była teraz otoczona wianuszkiem koleżanek, nadal nas obserwując.Pocałował mnie.
Pocałował mnie w usta.
Pocałował mnie w usta na oczach Kate.
____________________________
Strasznie chciałam was przeprosić, że musiałyście czekać tak długo na rozdział!
Ale w końcu jest! :)
Pozdrawiam:*
piątek, 28 marca 2014
13
- Harry -powiedziała cichym, zachrypniętym głosem.
- Tak, kochanie? -zapytałem i nachyliłem się nad jej twarzą. Włosy delikatnie opadały jej na twarz i zakrywały widoczność. Odgarnąłem je jej za ucho.
- Harry - zaczęła -Harry.. ja...
- Ty co, kochanie? -przerwałem jej. Wiem, niepotrzebnie, mogłem tego nie robić, ale nie mogłem wytrzymać. Jak najszybciej chcę się dowiedzieć, co chce mi powiedzieć.
- Harry.. jesteś idiotą -w końcu wydusiła - i wyjdź z mojego pokoju.
Au, nie tego się spodziewałem. Westchnąłem, nachyliłem się do dziewczyny i skradłem jej szybkiego buziaka w policzek. Odwróciła się twarzą w drugą stronę i wymamrotała coś w stylu 'odwal sie'. Ponownie westchnąłem, wstałem z jej łóżka i zniknąłem z pokoju.
Następnego dnia nie pojawiła się w szkole, i następnego, i następnego. Nie było już jej jakiś tydzień. Nie odbierała też telefonu ode mnie, a co bardziej dziwne nie odbierała go też od Anderson. Zaczęło mnie poważniej martwić. A jeśli wyjechała? Nie, to niemożliwe. Paul też by chodził poddenerwowany i zmartwiony. Więc to mogę odrzucić na starcie. A może sytuacja z Kate tak ją irytuje, że postanowiła zmienić szkołę? Nie, na pewno powiedziała by Anderson. No i nie przeniosła by się ze względu na Kate. A..a może to moja wina?
- Harry! Co z Izzy? -zapytała mnie w czwartkowe popołudnie Anderson
- Nie wiem, nie odbiera ode mnie. -powiedziałem i zacząłem butem bawić się kupką piasku na ziemi. -Właśnie chciałem do niej iść.
- O, mogę iść z Tobą? Czy chciałeś być z nią sam? -zaczęła podpuszczać
- Sam. -odpowiedziałem, ale posłałem dziewczynie uśmiech.
- A po co? -zapytała głupkowato z szerokim uśmiechem.
- Żeby głupi miał pytanie -odpowiedziałem niemiło.
- Ej, ej, kolego. Tak się bawić nie będziemy. -powiedziała stanowczym głosem. -No słucham!
- Tak, chciałem iść sam, żeby spędzić z nią trochę czasu. -powiedziałem na wdechu
- Uuuu -zaczęła Anderson, szturchnąłem ją by przestała
- Czyli jednak wpadła ci w oko -stwierdziła
- No, chyba nawet mocno -powiedziałem szczerze i spuściłem głowe w dół.
- Tak, kochanie? -zapytałem i nachyliłem się nad jej twarzą. Włosy delikatnie opadały jej na twarz i zakrywały widoczność. Odgarnąłem je jej za ucho.
- Harry - zaczęła -Harry.. ja...
- Ty co, kochanie? -przerwałem jej. Wiem, niepotrzebnie, mogłem tego nie robić, ale nie mogłem wytrzymać. Jak najszybciej chcę się dowiedzieć, co chce mi powiedzieć.
- Harry.. jesteś idiotą -w końcu wydusiła - i wyjdź z mojego pokoju.
Au, nie tego się spodziewałem. Westchnąłem, nachyliłem się do dziewczyny i skradłem jej szybkiego buziaka w policzek. Odwróciła się twarzą w drugą stronę i wymamrotała coś w stylu 'odwal sie'. Ponownie westchnąłem, wstałem z jej łóżka i zniknąłem z pokoju.
Następnego dnia nie pojawiła się w szkole, i następnego, i następnego. Nie było już jej jakiś tydzień. Nie odbierała też telefonu ode mnie, a co bardziej dziwne nie odbierała go też od Anderson. Zaczęło mnie poważniej martwić. A jeśli wyjechała? Nie, to niemożliwe. Paul też by chodził poddenerwowany i zmartwiony. Więc to mogę odrzucić na starcie. A może sytuacja z Kate tak ją irytuje, że postanowiła zmienić szkołę? Nie, na pewno powiedziała by Anderson. No i nie przeniosła by się ze względu na Kate. A..a może to moja wina?
- Harry! Co z Izzy? -zapytała mnie w czwartkowe popołudnie Anderson
- Nie wiem, nie odbiera ode mnie. -powiedziałem i zacząłem butem bawić się kupką piasku na ziemi. -Właśnie chciałem do niej iść.
- O, mogę iść z Tobą? Czy chciałeś być z nią sam? -zaczęła podpuszczać
- Sam. -odpowiedziałem, ale posłałem dziewczynie uśmiech.
- A po co? -zapytała głupkowato z szerokim uśmiechem.
- Żeby głupi miał pytanie -odpowiedziałem niemiło.
- Ej, ej, kolego. Tak się bawić nie będziemy. -powiedziała stanowczym głosem. -No słucham!
- Tak, chciałem iść sam, żeby spędzić z nią trochę czasu. -powiedziałem na wdechu
- Uuuu -zaczęła Anderson, szturchnąłem ją by przestała
- Czyli jednak wpadła ci w oko -stwierdziła
- No, chyba nawet mocno -powiedziałem szczerze i spuściłem głowe w dół.
*Isabella*
Od kilku dni stałam się chodzącym trupem. Mało jem, mało śpię, mało mówię. Najczęściej siedzę w pokoju tanecznym lub u Melanii. Kiedy nie tańczę patrzę się przed siebie, potrafię tak całymi dniami. To taki stan, w którym wyglądam jakbym się tylko zapatrzyła, lecz w mojej głowie myśli biją się ze sobą. Ostatnio nie chodzę do szkoły, bo jaki ma to sens? Mama o wszystkim wie i rozumie. Pierwszy raz rozmawiałam o Melanii z kimś innym niż mama. Przypomnienie sobie tego wszystkiego było ciężkie i teraz nie mogę przerzucić się na ten tryb 'wszystko jest okej', oczywiście póki nie zajrzysz głębiej.
W czwartek postanowiłam zacząć wymyślać układ. Anderson i kilka jej koleżanek, których jeszcze nie poznałam, mamy zamiar pokonać Kate i szkolną drużynę cheerleaderek.
Przebrałam się w dres i luźną koszulkę, po czym włączyłam muzykę i zaczęłam się ruszać.
*Harry*
Doszliśmy w ciszy pod dom Izzy. Było słychać muzykę przez otwarte okno. Pewnie Izzy się odstresowuje, zawsze lepiej tańcem niż żyletką. Przyłożyłem palec do ust i szepnąłem do Anderson
-Cicho bądź, zobaczymy jak tańczy gdy jest sama -powiedziałem i delikatnie otworzyłem drzwi, które nie były w żaden sposób zamknięte. Raj dla złodziei. Zakodowałem sobie, żeby później opieprzyć Izzy za zupełny brak rozumu. Sama w wielkim domu, a drzwi otwarte. Czy ona kiedykolwiek myśli?
Wspięliśmy się po schodach, najciszej jak potrafiliśmy. Nie było to trudne zadanie, bo muzyka głośno grała. Była smutna, zapewne jak Izzy od kilku lat.
Lekko uchyliłem drzwi i przepuściłem Anderson pod swoim ramieniem, by też mogła dostrzec niesamowite ruchy Isabelli.
Czasem patrzę na nią i nie wierzę. Nie wierzę, że są na świecie ludzie, którzy potrafią zrobić coś tak pięknego z niczego. Isabella jest niesamowitą tancerką, porusza się z gracją, ma wyczucie rytmu oraz ciekawe ruchy.
O, Mój, Boże. Jak ona to zrobiła? Spojrzałem zdziwiony na Anderson, który ochoczo pokiwała głową w stronę Izzy.
- To nie wszystko co potrafi -powiedziała cicho.
Piosenka się skończyła i z wielkich głośników zaczęła lecieć kolejna, szybsza, nieco weselsza. Izzy zaczęła się wygłupiać, jakby świadoma publiczności. W tańcu podciągnęła koszulkę, ukazując swój wysortowany brzuch, wystawiła język, puściła rękami koszulkę, która znów zakryła brzuch dziewczyny.
Stanie i patrzenie na dziewczynę było czystą przyjemnością. Nie wiedziałem czy mamy się już ujawniać, że tu jesteśmy, czy jeszcze poczekać. W końcu nie wyjdziemy teraz, kiedy wiem, że drzwi nie były zamknięte. Nie wiedziałbym jak jej to powiedzieć. Przynajmniej taka jest wersja dla Anderson. A jaka jest prawdziwa? Nie chcę iść, nie chcę opuszczać Izzy, nie chcę zostawić jej samej w tym wielkim domu. Nie chcę i już. Może i zachowuję się jak rozkapryszone dziecko, ale chcę tu zostać i nadal chcę być oczarowywany przez jej ruchy.
Anderson, która, kiedy ostatnio na nią spojrzałem, była oparta o drzwi od pokoju. Co robi w tym momencie? Leży na podłodze i zbiera, wraz ze mną, mordercze spojrzenia od Isabelli. Ups, znowu coś nam nie wyszło.
- Co, wy, do jasnej cholery, tu robicie?! -krzyknęła Izzy, kiedy Anderson zaczęła zbierać się z podłogi. Masując okolice prawego biodra.
- Ej mała wrzuć na luz -powiedziała Anderson, która swoimi słowami roznieciła kiełkujący ogień w Isabelli.
- Wrzuć na luz? -zapytała Izzy -Czy ty siebie słyszysz? Mam dość! Mam dość, że nie mam chwili dla siebie, bo Harry ciągle się gdzieś kręci. Raz się kręci, raz nie ma go tydzień. Potrzebuję jakieś stabilizacji! Ja też mam jakieś granice!
- Uspokój się -powiedziała Anderson
- Nie -powiedziała Izzy - Mam dość. Po prostu mnie zostawcie.
Przez tę krótką rozmowę się nie odezwałem, ale teraz postanowiłem podejść do Izzy
- Izzy, słuchaj -zacząłem trochę niepewnie -rozumiem, że przez ostatni czas często się kręcę wokół ciebie, ale..
- Żadnych 'ale' Harry, daj mi spokój. Po prostu daj mi spokój. - powiedziała i odwróciła się do mnie plecami.
Wyszedłem z pokoju i pociągnąłem za sobą Anderson, która nie do końca rozumiała sytuację przed chwila zaistniałą. Spoko Anderson, przynajmniej jest nas dwoje.
*Isabella*
Nie do końca zrozumiałam swój nagły wybuch, ale czułam, że był mi potrzebny. Do takiego odseparowania się od tego wszystkiego i spojrzenia na wszystko z perspektywą. O tak, z bardzo daleką perspektywą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







